Wiersze Nieznane
Pamiętając
teraźniejszość, zamykam przyszłość.
Wspominając
przeszłość, zmieniam teraźniejszość.
Czując przyszłość,
zapominam o planach.
Bojąc się spojrzenia.
Uciekając przed
słowami.
Zanikając przed samym
sobą.
Tęsknota mówi,
przypominaj.
Szukam.
Choć boli myśl, inna
napełnia i zapełnia. Pragnę życia starego i nowego, pragnę połączenia
doskonałego. Tej chwili w której wszystko stanie się takie jak wtedy.
Oszalejemy w szaleństwie. Oślepniemy od blasku. W ostatniej podróży, nie mogąc
puścić swoich dłoni, spoglądamy jak zmierzamy w dwie różne strony, z nową
nadzieją.
Sceny jak z filmu.
Scena pięknie ozdobiona. Sceny przez wszystkich są robione.
Dar twojego
istnienia, buduje nowe pragnienia. Dar, który spoczywa ukryty.
Zawsze zapamiętane,
od zawsze odczuwane, na zawsze pozostawione.
Chemia, która łączy.
Chemia, która tworzy. Chemia, która daje życie.
Nuty, w których
zaklęty jest ruch. Nuty, w których zachowana jest prawda.
To zawsze ty. To
zawsze my.
Widziałem dziś tylu
ludzi. Żadne z nich nie wie. Każde czuje coś innego. Mają w sobie nadzieje,
pragnienia i marzenia. Biegną przed siebie, licząc, że ten dzień ich przybliży.
Tylu z nich jest w błędzie, a tylu właśnie tego dnia odnajduje prawdę.
Widziałem dziś tylu
ludzi. Oni wszędzie się śpieszą, oni muszą gdzieś już być. Krzyczą na siebie,
krzyczą na innych, krzyczą na mnie. Oni nie mają cierpliwości, oni nie patrzą
już na życie, oni nie chcą widzieć.
Widziałem dziś tylu
ludzi. Prosili, dziękowali i przepraszali. Kłaniali się sobie i pomagali
bliźniemu. Ustępowali miejsca i uśmiechali się. Kupowali jedzenie i dawali je
potrzebującym. Ludzie mogą być piękni.
Widziałem dziś tylu
ludzi. Na żywo i na ekranie. Ludzi blisko i ludzi daleko. Ludzi zagubionych i
odnalezionych. Ludzi niezwykłych i zwyczajnych. Śmiałem się i płakałem, a ci
ludzie po prostu byli. Oni też płaczą, oni też się śmieją.
Widziałem dziś tylu
ludzi, a każde z nich było wyjątkowe.
Ona znowu, tutaj, w
chwili. Jednym spojrzeniem, oczarowała cały świat.
Ona, jednym obrotem,
sprawiła, że cały kręci się wokół niej. Nieporzucone wspomnienia,
nieodpuszczone marzenia. Głębokie pragnienia, zamieszana chemia, ona to koktajl
wybuchu.
Ona to maszyna, ona
to anioł z czarnymi skrzydłami. Nigdy niezapomniana, zawsze wyjątkowa.
Ona zdecydowała i ona
wygrała. Pokonała demona, sama się nim stanęła.
Ona będzie
niepokonana, ona już nigdy nie zostanie zdeptana. Jej życie, jej istnienie,
przepełnione spełnieniem.
Ona to inna wyższość,
ona to królowa.
Ona to bogini, ona to
chwała wszystkiemu co przed nią klęka. Niezwyciężona, kroczy niezłomna, pędzi
na spotkanie przeznaczenia.
Ona to zamknięte
cztery ściany, ona to pędzące pociągi i samoloty.
Ona to Ty.
Linda Ronstadt – When
Will I Be Loved
Wolność, nie oznacza
najgorszego.
Więzienie, nie
oznacza samotności.
Klasyka, nie oznacza
braku nowości.
Chemia, wymaga
niezwykłego.
Miłość, nie szuka
wybaczenia.
Pożądanie, czeka, ale
nie prosi.
Dotyk, już do nieba
wynosi.
Usta, spełniają
marzenia.
Ona musiała się tu
pojawić.
Nie mogła dłużej się
ukrywać.
Wiedziała, że
przyjdzie jej kolej.
Tak głęboko niegdyś
zakopana, ona nareszcie przebijała się na górę.
Zniszczyła całą
trumnę i wyszła na powierzchnię.
W oczekiwaniu,
stawała się coraz lepsza.
Silniejsza,
piękniejsza, zgrabniejsza, milsza, szalona, załamana, złamana, wyjątkowa,
niezłomna.
Żyjąc w trójkącie realności,
stłumiona chowała się w kącie.
Tylko w pisanym się
pokazywała.
Na głos, wygłuszona.
W oczach, zamknięta.
W sercu, ukryta.
Nareszcie znowu żyje,
znowu istnieje, powraca.
Niepewna.
Komentarze
Prześlij komentarz