Imperfecto

Przy cichych dźwiękach fortepianu wyglądał przez okno. Szukał gwiazdki z nieba, celu w kosmosie, szczęścia w oddali. Ciemność powoli zakrywała piękne widoki. Jego oczy mimowolnie się przymykały, a papieros powoli dogasał. Gdy kończy się piosenka, gdy kończy się zdanie i kończy dzień, łzy pokrywały poduszkę, dusza odpływała, a serce biło coraz wolniej. Zamykał się w snach i marzeniach, a one tylko tym pozostawały.

Pozwolił jej. Złapał ją za dłoń i zabrał na parkiet. Zaczęli tańczyć i świat przestał istnieć. Z każdym krokiem bliżej, z każdym dotknięciem niżej. Gdzie… Gdzie jesteśmy? Słońce i Księżyc, w jednym sercu. Godziny spędzone na rozmowach, minuty łez przelanych i zgonów powstrzymanych. Tak blisko, dzień po dniu. Powoli zanikając, powoli odchodząc. Tworząc własne historie, zero perfekcji, tylko powroty i zero szczerości. Zero początku i zero zakończenia. Kto wie co by było… kto wie, gdyby chociaż jedno kiedykolwiek by to powiedziały… chociaż raz zaryzykowało… Po co? Lepiej zaczynać od nowa, dzień po dniu. Ten sam cykl, te same pomyłki i kolejne depresje. Nazwajem pomagając i zanikając.

Wysiadł z samolotu i założył ciemne okulary. Uśmiechem powitał swoje nowe życie, cudowny świat i inne słońce. Ciągnąc za sobą walizkę, witał się z wszystkimi. Czuł chwałę, czuł to czego zawsze chciał. Był sam, zupełnie sam… ale w świecie w którym mu to nie przeszkadzało. Patrzył im w oczy i tak kończył dzień. Z papierosem i szklanką whisky na tarasie wieżowca. Chodź do mnie. Nawet nie próbował się odwrócić. Nic nieznaczące chwile po prostu zanikały, a osoby odchodziły. Dzień po dniu. Tylko Niebo zawsze błyszczało tak samo.

Wybrali przeciwne sobie drogi i zanikli na zawsze. Wybrali siebie zamiast ich, wybrali innych zamiast siebie. Za daleko już są teraz, za wiele lat minęło. Tyle radości, tyle sukcesów, tyle spełnionych marzeń. W drobnostkach i szczegółach diabeł tkwi. Chociaż pisał, chociaż śpiewał, chociaż tańczył, chociaż mówił nic się nie zmieniło. Nic…  nic się nie zmieni. Z każdym dniem i krokiem, nic.

Zainspirowany nocą i dawną muzyką zaczyna pisać. Śmiga palcami i tworzy. Daleko od cudów, daleko od tego czego chce. Daleko od inspiracji i daleko od prawdziwości. Kolejny dzień powoli dobiega końca, a on siedzi i myśli. Która droga jest tą właściwą? Czy to nareszcie jest, czy to wszystko znowu się kończy? A może to znowu takie małe nic? Jeden prosty tekst, który z nikim nie ma nic wspólnego. Zagrywka umysłu, by wyrzucić resztki nieczystego sumienia. Daleko do uzdrowienia.


Zainspirowany dawnymi utworami. Obym zdał.

Komentarze

Popularne posty