Finałowy Prolog
I Dont Know Why
Jedno siedzisko, jedno krótkie spojrzenie, wiem, że
też mnie pamiętasz. Już kiedyś nasze ścieżki się przecięły. Patrzysz z dziwnym
zainteresowaniem, ale odchodzisz. Wiesz, patrzę i ja.
Następne proszę, następne chcemy. I tak pijemy,
trwamy. Ogrzewając świętowanie, upływa kolejny dzień. Zagrywamy na nowych
strunach, w prawdach od lat nie wyznawanych.
Daj mi jeszcze raz spojrzeć na to jak Cię znałem, bo
już nigdy nie poznam Cię bardziej. Przynoś kolejne butelki i pozwól jeszcze raz
popatrzeć. Zanikam w łyku, perfekcja wykonania. W Twoim obrazie wrzucam banknot
do małego słoiczka.
- Nie mam jak wydać.
- Reszta i tak jest dla Pani.
I dwie drogi prowadzące w przeciwne strony.
Whataver It Takes
The End. Ile to musiało trwać, żeby uderzyć się w
głowę i opamiętać, ile chwil to czekało, żeby zrozumieć. Dość czekania, dość
porównania, w waszych obietnicach prędzej uschnie mi cała skóra. Teraz upadam
we wzniesieniu.
Ikarze, który nigdy nie poleciał za daleko, temu udało
mu się cofnąć w ostatniej chwili, dałaś mi papierosa istnienia, teraz z dymem
ulatujemy w stronę nowego początku. Mam już dość, zaczynam mówić, zaczynam żyć,
od nowa.
Nie chce pisać, gdzie nikt nie chce czytać, nie chce
czytać, gdzie wszystko jest wymuszone, nie mogę już żyć w miejscu gdzie każde
spojrzenie łączy się z obrotem oczu, mam już dość kolejnych pożegnań i prób,
zawracam.
Believer
Zapisane słowa, dzieła, piosenki, scenariusze i
teksty, początki piękne albo gorsze. Wiem, że i ostatnich nie spełnisz. Jesteś
gdzieś daleko z wielkim środkowym palcem skierowanym w moją stronę.
Teraz, upadasz, gdy inni rosną. W ścisku, w bólu,
kończy się wspomnienie, kończy się chwilą.
Mogliśmy powiedzieć kilka słów i budować. Mogliśmy
zaryzykować, ale wiecznie były złe decyzje, teraz wybrałaś na zawsze.
Koniec próbowania, koniec myślenia. Dość wspomnienia
kilku lat, dość zaczynania na nowo, które nie istnieje. Dzieło dokonane, dzieło
skończone. Mona Lisa apokalipsy.
To Ty, to Ja, zgubieni w ambicjach, w celach, w nowym
życiu, w nowej próbie. Jedna decyzja. Twoja.
Who Am I To Stand In Your Way
Już czas. Już czas odpuścić i raz na zawsze dać sobie
spokój. Nic co już się wydarzyło, nie będzie miało wpływu na to co będzie.
Gdzie zakończyło się słowo, zakończyło się wszystko.
Pojawili się inni, nawet w trakcie, nawet kilku, nawet
kilkanaście razy, tak naprawdę byłem nikim w drodze do szczęścia. Tak musiało
się wydarzyć, tak się stało.
Zrozumiałem już wszystko co miałem. Reszta drogi powoli
buduje się przed oczami. Boję się każdego kroku, ale musi on nastąpić.
Musiało się tak stać, musiało się potoczyć, musiały
istnieć światy, poza tym jedynym. Słowo musiało zaniknąć, spojrzenie musiało
być odwrócone, a myśli znaleźć się kilometry stąd. Musiałem usłyszeć tysiąc
razy nie, musiałem zobaczyć jak gdzieś wszyscy są szczęśliwsi. Musiałem
usłyszeć o każdej innej sytuacji, która była lepszą drogą.
Niech to wszystko, niech te wyjścia dadzą największe
szczęście, to którego nigdy nie było dane mi dać. Śpijcie dobrze każdego dnia,
cieszcie się każdą chwilą i niech wszystko dobrze się potoczy. Ja zaniknę w
cieniu, już na zawsze, już nie biorąc nawet chwili.
All
The Best
Z głębokim westchnięciem wyszedłem. Każde uczucie
odpłynęło i pozostał relaks. Kilka chwil spędzonych przy śmiechach,
dwujęzycznych rozmowach, jedzeniu i piciu. Momenty, które zostaną już tylko na
zdjęciu, godziny uchwycone w sekundzie. Wszelkie drogi ostatecznie poszły w
swoje strony, niektóre trzymane chwile dłużej, niektóre bez żadnego uścisku.
Ilu podejrzewa, że w tej jednej sekundzie skończyły się wszystkie historie,
nigdzie dalej wspólność już nie zaistnieje? Ostatnie spojrzenia i ostatni
dotyk, zderzenie szklanek i uśmiech. Zostawmy siebie z powodzenia, powiedzmy do
zobaczenia i przejdźmy na dwie różne strony ulicy. Powoli oddzielają nas
tysiące dróg, ale z daleka machamy na pożegnanie. Zamykam łezkę w małym słoiku.
Postawiony obok obrazka, poświeci jeszcze jakiś czas.
Angel
By The Wings
Myślałem, że to wszystko będzie cięższe. Ten cały dzień,
każda chwila, nawet realizacje i pewne odpuszczenia. Byłem tego pewien. A
jednak, i temu, który racjami zniszczył wszystkie prawdy, w które wierzył, też
czasem zdarza się popełnić błąd. Co za szczery i głupi egoizm. Zatapiam się w
ostatnim łyku i powoli zbliżam się do zakończenia.
Ostatnia noc, gdzie mogły spełnić się wszystkie
obietnice, te 24 godziny na prawdy głęboko skryte. Jeśli one dalej istnieją,
przepraszam, że nie mogłem dłużej czekać, przepraszam, że już nie chcę słuchać.
Chcę upaść jeszcze niżej, pod powierzchnię dna, znaleźć
się po drugiej stronie, odwrócić szale i zamknąć całą książkę. Bez epilogu, bez
ciągu dalszego, bez nadziei na sequel. Odstawić ją na półkę i pozwolić pokryć
się kurzem.
Ostatnie minuty powoli mijają, kończy się czas, ale widzę
tylko jak świeci zielona kropka, zero wyświetlenia, zero słowa. Pozostaniemy w
ciszy, do końca naszych dni, po Tobie zostaną najpiękniejsze skarby, po mnie na
razie pustka. Mam nadzieję, że na razie.
Leave
You Behind
Tyle napisanych słów, ale niespełnionych marzeń. Każda
wymówka w dzisiejszym dniu przestała już istnieć.
Teraz widzę piękny domek, na plaży, słońce, które
przygrzewa, biegającego pieska. Nie wiem i teraz nie czuję, że jesteś tam
ktokolwiek inny, i choć głęboko tego bym nie chciał nie widzę jeszcze tak
idealnego obrazu. Teraz widzę tylko szansę.
Zamykam walizkę, zamykam drzwi, biegnę w stronę
odjeżdżającego pociągu, którym i tak pędzę do niewiadomego. Usiądę tam na
peronie. Napiję się wody, rozejrzę wkoło i zrozumiem. Tutaj, sam, tylko z
perspektywą, w końcu zacznę pierwszy rozdział swojego istnienia.
Komentarze
Prześlij komentarz