Szansa na Nowo
Cały tekst
napisany do nowego albumu zespołu Mumford & Sons, który nosi tytuł „Rushmere”.
Give it a listen.
W każdym zwątpieniu, zawracam do
ciebie. W każdym zastanowieniu, muszę znów się odwrócić. Znaleźć cię, sprawdzić
i napisać. Wiedzieć dlaczego kiedyś wyszło tak, a nie inaczej. Dłonie złączone
do porannych godzin. Nietrzeźwi, w trzeźwości. Skryci w swoich wyznaniach.
Zamknięci w związkach pełnych bólu. Cierpieliśmy wzajemne katusze i nigdy nie
zapomnieliście. Tak długo prowadzona seria, aż zniknęła. Kontakt ponad
wszystkie cierpienia, wszystkie przygody, jedyna, która pozostała.
Numer jeden skończony.
Numer dwa ukończony.
Numer trzy w trakcie.
Numer cztery w planie.
Nikt nie wierzył, a każdy wątpił.
Jesteśmy coraz bliżej i coraz dalej, niedługo poznacie ten świat z zupełnie
innej strony. Zaprojektujemy wszystko, poczujemy się odnalezieni na nowo.
Dajcie tylko szansę, by świat poznał nas bliżej. My jesteśmy niezniszczalni i
możemy wszystko, nawet jeśli codziennie w to wątpimy.
Kolejny poranek, kolejne westchnięcie.
Czy na pewno tego chcemy? Czy na pewno tak chcemy? Zapalamy światło swojego
życia i ruszamy w kolejną podróż. Każdy dzień to nowa przygoda, nowa walka o
spokój i próbę stworzenia najpiękniejszych istnień. To nie ten moment, nie ten
czas, nie my, a jednak dalej chcemy. Proszę, zabierz mnie tam gdzie żyje moja
dusza. Porusz na nowo moim sercem. Niech znów oszaleję i to poczuję. Proszę,
daj mi to co było, proszę daj mi to co może być. Chcę poczuć na nowo tę magię i
chemię. Błagam, to już ten czas.
Rozjaśniajmy każdy wątek.
Tłumaczmy go na tysiąc sposobów. Szukajmy błędów między słowami. Nie pozwólmy zgubić
się fabule. Wprowadzajmy nowych bohaterów i dajmy im życie. Niech mają marzenia
i pragnienia. Niech są do końca albo znikają w tej samej scenie. Może ważni
byli dla kogoś, nie dla nas. Nigdy już ich nikt nie pozna, a może właśnie tłumy
o nich przeczytają. Nie pozwólmy zapomnieć, że świat jest pełny nadziei.
Pokaż się na nowo, księżniczko
siły i zwycięstwa. Powiedz prawdę o tym co czujesz i czułaś przez te lata. Daj
nadzieję tym, którzy już ją stracili. Przypomnij chwile w których zapomnieliśmy.
Tam, zrodzeni z nadziei, walczyliśmy o kolejny oddech. Nigdy nie odejdziemy od
tego jak było. Nigdy nie zrezygnujemy z tego jak jest. Odnalezieni w czułych
słowach, napełniamy się pragnieniami, których gdzie indziej nam brakuje.
Zamknięci w marzeniach i żądzach niespełnionych, jedynie ze sobą szczerzy.
Więcej planów niż realizacji.
Jestem tak daleko, o tyle dalej niż wydawało się, że będę, a jednak jeszcze
tyle od celu. Proza jednym, ale gdzie to co na ekran, gdzie to co na scenę.
Każdy występ, skryty w swoim fotelu, łza sama spływa po policzku. Kiedy i tam
będą mówić to co ja zapiszę. Czy tam kiedyś znajdę swoje miejsce? Czy gdziekolwiek
ono w ogóle istnieje? Zastanawiam się, czy kiedyś je znajdę. Kiedyś były to
skryte w słowach Bahamy, dziś już nie wiem. Szczęście skryte za ścianą, którą
od lat próbuję przebić.
Statek przybił do portu. Tak
daleko od domu, tak bardzo w złym kierunku. Jedno zaproszenie na które
wystarczyło odpowiedzieć tak. Udać się w jedną lub w drugą stronę. Mogliśmy
odnaleźć się w swoich światach. Błagaliśmy siebie wzajemnie, a jednak żadne nie
posłuchało. Zamknięci w dystansie, za drzwiami autobusu, który pojechał w drugą
stronę. Wystarczyło zrzucić kotwicę i zostać tu albo tam. Wystarczyło słowem
się przekonać. Za długo czekaliśmy. Nigdy nie zgrani. Nigdy doskonali. Historia
dobiegła końca, a jednak ciągle się toczy.
Już niedługo spotkamy się w tym
sklepie, złapiemy za tę samą książkę. Roześmiejemy się, ja odpuszczę i odejdę.
Wrócę do pustego mieszkania, spojrzę na półkę i będę wiedział, że czas pisać dalej.
Kolejną i kolejne. Bez końca. Jedno za drugim. Na papierze, na ekranie, na
deskach. Wszędzie go pełno. Za dużo, za mało, za słabe, za dobra, wszędzie
tylko on. Już takich było kilku, a każdy coraz gorszy. Daj marzeniom w ogóle
istnieć. Nie mogę się poddać, bo wierzę. Nie mogę oddychać, bo chcę wszystko
zakląć w słowie. Proszę przeczytaj. Proszę spróbuj. I powiedz prawdę, dlaczego.
Z znakiem na którym jest twoje
imię, stoję na lotnisku i wypatruję. Czekam, aż przez bramki przejdziesz i
spojrzysz. Z uśmiechem na ustach podbiegniesz i wskoczysz w me ramiona.
Podziękujesz, że czekałem, że wierzyłem. Wspólnie odnajdziemy twój bagaż i
razem go zniesiemy. Włożymy do samochodu i odjedziemy. Przez całą drogę
będziesz opowiadać co i kogo spotkałaś, jak żyłaś, jak było cudownie i jak
tęskniłaś. Będziesz wiedzieć, że ta chwila nie trwa wiecznie, że powoli
docieramy do swojego celu. Po twoim domem, jeszcze raz spojrzysz w dal, potem
na mnie, potem znów na budynek. Trzy drogi, wszystkie wolne, wszystkie tworzące
nowe światy. Podejmiesz tę decyzję, tą jedną. Ja opiszę kolejne dwie. I dla
wszystkich będzie dobrze. Nawet jeśli jedna strona na zawsze pozostanie pusta.
Myślałem, że to już zaginęło. Że
tak też pisać już nie potrafię. Zapatrzony w liczbę słów, w fabułę z sensem,
nigdy nie napisałbym kolejnej notki. Zapomniałem jak łatwo jest się w tym
zagubić. Tworzyć więcej niż jeden sens. Musiałem czekać na tych chłopaków,
tych, którzy dali mi już tyle inspiracji. Po jednej porażce, powrócili, by przedstawić
się na nowo i dać mi kolejną szansę. Dziękuję im i wszystkim wkoło. Na innym
sprzęcie, zapisane inne słowa. W nowej nadziei, zaraz przyjdzie kolejny dzień.
Znów powstaną kolejne rozdziały, kolejne historie.
Tyle jeszcze przede mną. Tyle
przed nami. Tyle przed Wami.
Komentarze
Prześlij komentarz