It came back.
Nie mogę już.
Nie potrafię. Mała pierdółka, a niszczy wszystko. Najmniejsza część zabija całą radość, która powstaje. Dlaczego z niczego łzy lecą, a ja tracę oddech?
Każda sekunda bije. Każda sekunda dobija. Grając uśmiech, nie pytając co u mnie, nie odpowiadam. Co z tego, że kocham to wszystko, jeśli nie potrafię nic powiedzieć. Nikt nie wie jak umieram, nikt nie wie jak bardzo chcę kogoś przytulić. Tylko się zbliżyć. Położyć się i zasnąć. Czasem czuję, że na zawsze.
Boję się nocy, bo dzieli mnie od poranka. Boję się kolejnego łyka i boję się papierosa. Nie chcę. Walczę z tym, ale nie potrafię. Nie chcę wygrać. Nie daję rady odbudować tego wszystkiego. Chcę paść. Dlaczego tylko w piśmie.
Gdzie jesteś, gdy Cię potrzebuję? Gdzie jesteś? Wszystkie słowa o bliskości, o miłości, o przywiązaniu. To wszystko sczezło na niczym. Gdy Ty jesteś daleko wtulona w nie wiadomo co, a ja leżę tu i umieram. Bez Ciebie, nas i tego wszystkiego. Tego całego gówna, które miało z nas powstać. Pierdolenie na które nie mam siły.
Głupia chęć zwrócenia na siebie uwagi. Już wszystko mnie jebie. I tak umrę. Na coś trzeba. Co z tego, że nie potrafię i nie mogę. Nie chcę być kolejnym który się poddał. Choć wiem jak mi do tego blisko.
Dlaczego ciągle piszę? Nie widzę sensu w zużywaniu już dość poranionych rąk. Lepsze to niż podłoga i tak bliski pistolet. Umieram każdego dnia. A doktor podsuwa piguły. Mamo ratuj. Boże ratuj. Nic już nie pomaga.
Nie mogę już.
Nie potrafię. Mała pierdółka, a niszczy wszystko. Najmniejsza część zabija całą radość, która powstaje. Dlaczego z niczego łzy lecą, a ja tracę oddech?
Każda sekunda bije. Każda sekunda dobija. Grając uśmiech, nie pytając co u mnie, nie odpowiadam. Co z tego, że kocham to wszystko, jeśli nie potrafię nic powiedzieć. Nikt nie wie jak umieram, nikt nie wie jak bardzo chcę kogoś przytulić. Tylko się zbliżyć. Położyć się i zasnąć. Czasem czuję, że na zawsze.
Boję się nocy, bo dzieli mnie od poranka. Boję się kolejnego łyka i boję się papierosa. Nie chcę. Walczę z tym, ale nie potrafię. Nie chcę wygrać. Nie daję rady odbudować tego wszystkiego. Chcę paść. Dlaczego tylko w piśmie.
Gdzie jesteś, gdy Cię potrzebuję? Gdzie jesteś? Wszystkie słowa o bliskości, o miłości, o przywiązaniu. To wszystko sczezło na niczym. Gdy Ty jesteś daleko wtulona w nie wiadomo co, a ja leżę tu i umieram. Bez Ciebie, nas i tego wszystkiego. Tego całego gówna, które miało z nas powstać. Pierdolenie na które nie mam siły.
Głupia chęć zwrócenia na siebie uwagi. Już wszystko mnie jebie. I tak umrę. Na coś trzeba. Co z tego, że nie potrafię i nie mogę. Nie chcę być kolejnym który się poddał. Choć wiem jak mi do tego blisko.
Dlaczego ciągle piszę? Nie widzę sensu w zużywaniu już dość poranionych rąk. Lepsze to niż podłoga i tak bliski pistolet. Umieram każdego dnia. A doktor podsuwa piguły. Mamo ratuj. Boże ratuj. Nic już nie pomaga.
Nie mogę już.
Komentarze
Prześlij komentarz