Polityka Poznania i Wspólnego Życia: Część II



Każdego ranka łapałem za telefon. Czułem jak wibruje i jak ukazuje setki możliwości. Wiedziałem, że żadna z nich nie ma sensu, nie ma prawa bytu, nie ma przyszłości. Spotkanie za spotkaniem, tylko chwila, nie było troski, nie było sekundy, którą warto zapamiętać. Wydane pieniądze, czas posłany w piach, miał uczyć, ale tylko trzymał w miejscu. Stałem się uosobieniem zmęczenia, beznadzieją, w końcu porażką. Poddałem się, zacząłem kasować wszystko. Wtedy, zawibrował jeszcze raz. Kilkanaście razy. Ostatni raz spojrzałem. I zobaczyłem.


Utwór:

Komentarze

Popularne posty