Wybuch, ciemność, Jasność
Wybuch i ciemność. Spotykamy się na końcu ścieżki do której
prowadzi nas wszystko. Początek i koniec. Tyle nieskończonych historii, tyle
nieusłyszanych odpowiedzi. Ostatnie spojrzenie na zakrwawione łóżko. Wstajemy,
odjeżdżamy, nie chcąc patrzeć się za siebie, zaczynamy tkwić w miejscu.
Opowiadając o przyszłości, stoimy bez ruchu. Świat nabiera kolorów, gdy brakuje
szarości. Zawracamy i zaczynamy, kończąc, oddychamy.
Kiedy przyjdzie spokojny sen, kiedy znowu przyjdzie
zwyczajnie zamknąć oczy. Z boku na bok, wtulony, roniąc łzy. Pozostaje dzień,
spacer, bieg, praca, przymknięcie głowy na normalne myśli. Zakopany w papierach,
życie wirtualne, tam nie mieszka tęsknota. Gdzie śpię, gdzie się budzę. Po
prostu się boję, a chcę iść. Trzęsę się pisząc, nie widzę słów, nie widzę
siebie, w oddechu brakuje mi Twojej obecności. Byłeś daleko, teraz jesteś
najdalej. Zanikamy w swoim głosie, tym, który zna już tylko kaseta.
Przybiegły do mnie i zapytały jak się czuję. Wiedziały, że
tego dnia będę smutny. Powiedziała im to Mama, powtarzała co rok Dzisiaj będzie trudny dzień. One
wszystko rozumiały, one chciały pomóc. Przynosiły słodkości, laurki, mówiły Opowiedz nam o Nim. Siadaliśmy przy
kominku i wspominaliśmy nieznane im historie. Otwieraliśmy stare pudła,
puszczaliśmy filmy, omijaliśmy brutalne sceny, zakrywaliśmy im oczy, gdy
bohaterowie się całowali, śmialiśmy się do rozpuku, cieszyliśmy, że mogą Cię
poznać. Niech żadna historia nawet z ich głów nie zniknie, niech i oni
opowiadają. Niech pamiętają i niech się dzielą. Siedliśmy do kolacji, zjedliśmy
i położyliśmy do łóżek. Tego dnia, znów uroniłem kilka łez, oni przybiegli mnie
tulić. Spaliśmy w piątkę na wielkim łożu, śniąc o następnym dniu, czekając na
kolejny uśmiech.
Padniemy, zwróceni w stronę zachodzącego słońca. Pędziliśmy
by do niego dotrzeć, teraz leżymy pod nim. Zalewa nas woda i płyniemy w
nieznane. Nikt nie wie dokąd, nikt nie wie po co. Czasem musimy dryfować, by w
końcu dobić do brzegu. Ucałujmy ziemię, nowy ląd, który nie był nam znany.
Teraz piasek czuć inaczej. Błogosławieni Ci co ostatni raz zobaczyli morze.
Stojąc na brzegu, przepraszając. Jakby wiedzieli, jakby czuli. Przepraszajmy za
to, że musieli przepraszać, żałujmy, że nie mieliśmy chwili by czuć z nimi
ocean. Teraz promienie finalnie zachodzą, oni odpływają, my zostajemy. Trzęsąc
się z zimna, z gniewu, ze smutku. My zostaliśmy i my nie wiemy nic.
Siedząc, spoglądam jak zasypia. Ta Jedyna, ta którą i Ty
pokochałeś. Zrobię wszystko by nie zniknęła. Za Twoją radą, za Twoim słowem, to
coś innego, to coś nowego, to coś prawdziwego. Wasze żarty, Wasz humor, on
nigdy nie zaginie. Jesteśmy z Tobą, będąc daleko.
Czekając na wysokiej górze. Patrząc na ścieżkę zbudowaną z
cierni. Nie chcesz jej oczyścić, nie pozwolisz Nam łatwo się zbliżyć. Będziesz
cierpliwie czekał i słuchał wszystkiego co najpiękniejsze, widząc jak zmienia
się świat w Twoim braku, przyślij nam uśmiech i nadzieję. Pozwól ze straty
uwierzyć.
W opiece, w dotyku, w uścisku, w słowie. Upadająca ziemia, z
nią cząstki duszy. Zostajemy drużyną, która zawalczy o każdy dzień. Dla nas
żyje nadzieja, dla siebie żyjemy. I wspólnie dziękujemy.
Komentarze
Prześlij komentarz