#4 Archive
Zakopany w spojrzeniach, przesuwające się obrazy, setki
wizji. Ty i ja, my wszyscy nieznani, pół-pełni, samotni. Przemknął przed oczami
kolejny ruch, spalony przy pierwszym słowie. Nie wiem co powiedzieć, ani co
odpowiedzieć, po prostu spójrz na mnie jeszcze raz. Odpuść sobie słowa w
chmurze, daj mi te prawdziwe. Zatrzymane spojrzenie przegrywa z odwróconym.
Widzę jak świeci lampka, czuję jak wibruje telefon. Zatracam
się w następnej historii, mylę, mylę już wszystko. Jesteśmy godziną, chwilą i
brakiem czasu, moja próba oddechu dzieje się w sekundzie. Uwierz, że jeszcze
przyjdzie ten czas, że stamtąd znikniemy. Nikt już na nas nie popatrzy, nikt
nie zobaczy szansy.
Pamiętam ten spadający cień. Pamiętam jak zaczęli grać tę
pierwszą piosenkę. Pamiętam jak mnie przyciągnęłaś. Nie widzę już dalszych
sekund, patrzę na nas z boku. Kolorowe światła przecinają mi twarz, ukazują
uśmiech i spokojne kołysanie głowy. Staje się naszym rytmem, tańczę do piękniejszych
wspomnień, myślę jak stworzyć następne. Im bliżej parkietu, tym bardziej się
zmieniasz. Zawsze piękna, zawsze wyjątkowa, zawsze sobą, ciągle inna, ciągle
oczekująca. DJ gra ze mną, nie
pozwala się przyzwyczaić. Wybiorę drogę ponad wszystkie bóle, każdą tą którą
prowadzi w Twoją stronę.
Zamknijmy się w następnym łyku, zostańmy na tej kanapie już
na zawsze. Jak dobrze jest pić tego drinka i patrzeć na ścianę, idealnie
odwracać nam się w swoją stronę. Napij się ze mną swoje zdrowie, uderzmy
szklanki, odłóżmy je na bok i nie pozwólmy się dotknąć. Drażnijmy, tańczmy,
przeciwne bieguny. Zbliżajmy coraz bardziej, ale dalej powracajmy. Tyle
szukania, tyle próbowania, na samym początku końca nie może być łatwiej.
Odepchnijmy wszystkie meble, odrzućmy każdy sekret, całą historię, zostańmy na
nowo, od nowa.
Wziąłem głęboki oddech, choć nic nie pomógł. Cofnąłem się
kilka kroków, by znowu iść do przodu. Szansa zawsze na mnie czekała, zawsze
czeka, zawsze jest szybsza niż przewidywałem. Szeroko się uśmiecha i pięknie
mówi.
Za dużo gadam, za dużo próbuję, a tam w oddali ktoś
spogląda. Wsłuchuje się w rytm i sprawdza telefonem. Przygląda się zdjęciom,
przygląda się słowom i znowu spogląda. Widzi jak robię to samo, a potem
uśmiecham się w jej stronę. Jakaż długa droga jeszcze prowadzi. Te stopnie, te
parę metrów, te dziesiątki osób.
Dwa razy hej, dwa
razy uśmiech, dwa razy drink, dwa razy ręce ułożone do tańca. Dwa razy, dwa
bijące serca, dwa głośne śmiechy, w końcu podwójne szczęście.
W ostatnim słowie, zamknę pierwsze zdanie. Chciałbym się z
Tobą przywitać tak bym nigdy nie musiał się żegnać. Nie lubię zabierać nadziei
na następne spotkanie, kimkolwiek jesteś, chcę Cię widzieć. Gdziekolwiek jesteś,
chcę tam dotrzeć.
Pamiętam ten cel do którego dążę, pamiętam jak to było czuć
każdy oddech. W małym pudełku podarowany powód do radości. Bez kłamstw, bez
pytań, sekundy, które w wieczności mijały za szybko. W marzeniach o osobie,
która jest tuż obok, w uczuciu, które tylko rośnie, w braku przyzwyczajenia, w
kwitnących kwiatach, które będą wiecznie czekać. W palącym obłoku świec, w
płatkach róż, w oczach, w darach szczęśliwych łez.
W pierwszym optymizmie, będę czekał, próbował, nie
przestawał, nawet jeśli nie ma szans.
Komentarze
Prześlij komentarz