Tekst przy Pełnym Albumie #1 - First Aid Kit "Ruins"
Here we go again.
Zbuntowało się serce, ponad umysł. Zaczęło krzyczeć mi do
uszu, rzucać ciałem na wszystkie strony, zeszkliło oczy i pochłonęło duszę.
Odezwało się to samo serce, które ciągle krwawi, które na zawsze pozostanie w
kawałkach. Wskazało drogę i kazało iść w jedną stronę. Gdy każda cząsteczka mówi,
że popełnia błąd, ono prowadzi dalej. Bije coraz szybciej, każe czuć i wierzyć.
Można powtarzać nie, można wyznawać nie chcę, ono i tak popchnie do bólu.
I oto, kolejne kółko.
Czasem mi za siebie wstyd. Mówią, że głupota boli tylko nasze
otoczenie, ale mnie dotyka cały czas. Czasem tak mi dziwnie, wydaje mi się, że
nie zrobiłem nic źle, a i tak płyną łzy. Tęsknię za nieistniejącym
wspomnieniem, boli mnie większość, która ze mną została. Obawiam się marzeń,
kolejnych spojrzeń, następnych pomyłek. Ludzką rzeczą czuć strach, ale czyją
jest kochać.
Z kieliszkiem szampana. Na pagórku. Spoglądając jak w oddali
strzelają fajerwerki. Nowy Dzień, Nowy Rok, Nowy Ja, dwa na trzy wiecznie
prawdziwe. Na każdy plan przyszedł krzyżyk, przestało istnieć ryzyko, pozostały
tylko szanse i odgłos chichotu. Uzupełniony schłodzoną butelką, jak to jest
świętować i wznosić toast. Dla wszystkich Zdrowie, dla mnie sekunda
zapomnienia. Jak pięknie wyglądają kolory na szarym tle.
Szukam promyku Słońca. Nie lecę już w kosmos, nie wybieram
się do najcieplejszych krajów. Nie planuję rozglądać się zaćmieniem, ani na
siłę biegać, by podnieść temperatury. Mam dość kłopotów i błędów. Szukam tylko
promyku Słońca, malutkiej nadziei na światło.
Chętnie rozsiądę się na plaży, chętnie napiję się zimnego
napoju i poczekam, aż się zrobi się ciemno. Spojrzę na tańczące tłumy, na fale,
na Ciebie. W tej chwili świecisz najpiękniejszym blaskiem, nawet jeśli za
chwilę pozostanie po Tobie tylko cień. Będę miejscem na parkiecie, będę
ostatnią nutą, będę Księżycem.
Pamiętam kilka słodkich chwil, gdy na jednym łóżku, leżały
dwa ciała. Nie myślały już o pragnieniu, nie kwestionowały uczuć, nie
zastanawiały się, z pustymi głowami, trzymali się za dłonie. Całowali po
ramionach, w objęciach, spoglądali na sufit. Czekali na nowy dzień i cieszyli
się, że znowu będzie ich wspólnym. Na stole widzieli kwiaty i dogasające
świece, na podłodze płatki, na sobie nic. Pamiętam jak tak leżeli i wierzyli,
pamiętam jak pełni byli swojej bliskości i jak w jednej sekundzie wszystko było
na swoim miejscu. I choć nie ma ideałów, od każdej reguły istniał wyjątek.
Chciałbym nie powtarzać słów, ale nawet piosenki zadają te
same pytania. Co teraz? Co przyjdzie następne? Gdzie możemy się stąd udać? Cały
świat stoi otworem, a my czekamy w miejscu. Tak odległych, tak niezwykłych,
swoich. Dlaczego nie możemy się ruszyć, nie mogliśmy spróbować? Czy to wszystko
tylko moja głowa?
Nie mogłem spać, zamykając oczy, widziałem najpiękniejsze
sceny.
Moje serce nie mogło zamilknąć, zostaliśmy sami. Szukałem
jak włączyć światło, ale zamarłem w miejscu. Słyszałem muzykę i zobaczyłem jak
poruszasz się w świetle nocy.
To tylko moje szaleństwo, to tylko uczucie, które zaraz zgaśnie.
W pojedynczym akapicie napisałem życzenia. W tych słowach
zakląłem nadchodzące szczęście i wiarę. Zamykając drogę, wykonując ostatnią
próbę, wysłałem jeszcze jedną wiadomość, by popatrzeć jak znika spojrzenie. Tak
więc w pojedynczym akapicie napisałem życzenia, dodałem podziękowania i
wysłałem pocałunek. Napisałem prawdziwy list, zamknąłem kopertę i schowałem ją
między książkami. Bez adresu, bez nazwiska, bez daty. Mała, przykryta kartka
papieru, jak spadająca gwiazda, z której życzenie dopiero się spełni.
Patrzyłem jak mój wymarzony domek płonie. Budowałem z
fundamentów, aż i one skruszyły mi się w rękach. Siedziałem na piasku, robiąc z
niego zamki. Gdy zobaczyłem jak jeden staje się coraz piękniejszy, po chwili
zdmuchnął go wiatr. Wstałem i uciekłem z miejsca w którym powstawało tylko
zniszczenie. Znalazłem się po drugiej stronie, szukając początku. Nie chciałem
wprowadzić się w istniejące budowle, chciałem zobaczyć coś nowego. Usiadłem pod
parasolem i spoglądałem jak krąży się Ziemia. Między tym tłumem mogłaś znaleźć
się i Ty. Słodka myśl. Wyciągnąłem kartkę papieru i długopisem spisałem
pierwsze myśli i pragnienia. Ją też zwiał wiatr. Ją też porwało. Ona też
zniknęła.
Nie jestem, czy się zatrzymałem, czy gdzieś tam dalej
tańczę. Śmieję się do siebie i ocieram łzy, gdy tylko jakaś się pojawi.
Zaczynam doceniać nowe rzeczy. Przestają mi smakować znane i ulubione. Męczy to
samo łóżko, to samo krzesło i ta sama klawiatura. Chcę spać, a potem nie chcę
zasnąć, nie chcę wstać, a chcę iść.
Czuję jak wokół mnie upada mur. Wszystko co kiedykolwiek
mnie trzymało zaczyna puszczać. Nie oddycham już tak samo, siedzę prosto i
śmieję się inaczej. Nie zaczynam od nowa, nie kończę, po prostu, wszystko jest
inne.
Czas do łóżek.
Nie gniewam się. Prawdę mówiąc, przestaję to odczuwać.
Nienawiść, głupota, zawsze pozostaje, ale inne uczucia królują. Nie chcę się
tak łatwo poddawać, gdy tak dobrze mi się uśmiecha. Dowiedziałem się, że mogę
znowu wariować, znowu słyszeć głos swojego serca, znów cieszyć się z nowej
wiadomości. Dobrze jest się uczyć.
Na tę chwilę będę trzymał się nadziei. Wiem, że to tylko
mała iskierka, ale może kiedyś wybuchnie z niej wielki płomień. Może da Nam
ciepło, może pozwoli się poznać i zobaczyć. Może… jest póki co najlepsze.
- Hej. Czy nie wyleciała panu ta kartka?
- Tak, bardzo Pani
dziękuję.
- To… piękne jest to
co pan napisał. Mogę zapytać kto ma takie szczęście?
- Gdy się dowiem,
powiem Pani osobiście.
Komentarze
Prześlij komentarz