Nie ma Ratunku.
Ile razy można zapierdolić łbem o ścianę? Ile jeszcze spojrzeń padnie w stronę nie tych co na to zasługują? Zastrzelić i iść dalej. Gdzie może być prawda, jeśli jedyną znaną jest kłamstwo? Kochanka młodości, która podobno nie przeminęła. Spotkali się w pubie, pocałowali na parkiecie i okłamali na mieście. Dotknęli się... nie, moment kurwa. To on ciągle ją dotykał. Złapała go za rękę... chwila, panie. To on ją łapał. Nie ma tu oszustwa, ona po prostu go nie kocha. Powolnymi krokami zaczęła zanikać jego świadomość i jego przeszłość. Kimkolwiek jesteś pogódź się z tym, że kochanie już tego nie ma. Nie mów do niej kochanie, i tak Ci nie odpowie. Nie okłamuj samego siebie. Złapałeś kłamstwo, byle nie utonąć. Jaka brzytwa? Ta którą się pociąłeś, żeby się starać? Gdzie inna fryzura? Jaka kurwa by to zauważyła? Mój Boziu, w co Ty mnie prowadzisz? Jeśli to ma być wyjściem to dlaczego nie. Albo powiesz wszystko albo umrzesz. W twoim przypadku i tak na jedno wyjdzie. W duchu i tak jesteś trupem. Codziennie kładziesz się w trumnie, gdy myślisz o kimś innym. Więcej scenariuszy, więcej wyjść których nie znasz. Dalej, próbuj, walcz. W sumie chuj, twój zgon jest nieunikniony. Giń.
Mam Ci coś powiedzieć? Tak, pragnę cię. Chociaż to mówi moje ciało, nie da się go oszukać. Pragnę każdego twego zakątka. Chciałbym cię złapać i obedrzeć. Zerwać z ciebie wszystko co mnie powstrzymuje. Krzyknąć i uderzyć, jeśli powiesz nie. Kazać jęczeć, zabierać kulturę, zabierać wychowanie. Chciałbym. Uczynić cię mą, dotknąć i paść. W wariatce, BDSM i zagubieniu. Co można zrobić? Ile razy można podążać za głosem swego fiuta? Ile razy gubią takie historie? Zdrady, kłamstwa i oszustwa, bo wszystko poszło nie tak jak miało. Prawda leży ukryta gdzieś głęboko. Żadne nie dostało tego co potrzebowało. Co mam powiedzieć? Że chcę cię złapać i nie puścić? Tulić i zostawić, póki jesteś blisko. Matko jakie to gay, nie ważne jak bardzo byłbyś za. Rzygać i tak się chce. Głupota przybije prawdę. To wszystko skończyło się lata przed początkiem. Wstrzymaj się. O kim ty kurwa myślisz?
Odwróć się. Ona tam siedzi i patrzy na ciebie. Zajęta i zwariowana, z e-fajką w ręce, spogląda. Śmiejecie się i gadacie. Takie to wszystko piękne jak i nie prawdziwe. Życiowa historia Jima i Pam, jak się patrzy. Krzyczycie i tulicie. Przyszli przyjaciele, których boi się nawet największy. Sami nie wiedzą co ich czeka, jeden tylko wie, że nic dobrego, Z krwawiącym sercem po raz kolejny stwierdza błąd. Jeśli serce mówi, to zapewne kłamie. Na to jednak czeka. Na ten jeden uśmiech, który pojawia się po obrocie i krótkim żarcie. Jak bardzo krzyknąłby "Kocham Cię", bo byłaby to prawda. Jak bardzo by ją złapał blisko... tylko sen. Tylko on i marzenia chowają go przed realizmem, Przed kolejną historią, której prolog jest epilogiem. Końcem końców.
Bo co można zrobić? Tuląc się, starasz się spojrzeć jej w oczy, a one zanikają. Całujesz niewidoczne usta, ale myślisz, że to szczęście. W sekundzie opuszcza cię. Wstaje i odchodzi. Przecież co ty się w ogóle liczysz? Nie oszukuj się, jesteś pionkiem, który tylko zapierdala po jej jebanej planszy. Szybciej, szybciej, pole po polu zbliżasz się do samego końca. Tam jesteś dalej sam, a ona tańczy to twojego ulubionego utworu. Kłamiąc, że go nie zna, nawet nie spogląda w twoją stronę. Oczywiście. Wszystko da się wytłumaczyć. Minęło tylko kilka chwila, dajcie sobie czas. Nie istnieje coś takiego. Mogą minąć godziny i mogą minąć miesiące. Nic się nie zmieni. Tęsknota nie istnieje, dotyk występuje z jednej strony, a pocałunek to tylko formalność. Znowu pojawił się z złym czasie. Prosił o ostatni test, ostatni taniec tylko dla niego. Nie da się. Wszystko inne było ważniejsze. Zapamiętaj sobie raz na zawsze. Nie liczysz się. Nie teraz i nie dla niej. Kontynuuj, jedyną rzecz w którą jeszcze wierzysz.
Co mogę zrobić? Wszystko kończy się zanim zacznie. Żegnam się z tym życiem i znowu zaczynam następne. Krwawiąc kompletnie, nie daję szans na naprawę. Nie mam już na to siły. Nie mogę być z tyłu, nie mogę być tylko dodatkiem. Nie potrafię być przyprawą, nie potrafię popadać w nicość. Nie chcę być nikim tam gdzie mam być połową, nie chcę umierać. Mamo... błagam ratuj mnie.
I tak po raz kolejny padł na podłogę. Zlany zimnym potem i łzami. Nie ma ratunku.
Mam Ci coś powiedzieć? Tak, pragnę cię. Chociaż to mówi moje ciało, nie da się go oszukać. Pragnę każdego twego zakątka. Chciałbym cię złapać i obedrzeć. Zerwać z ciebie wszystko co mnie powstrzymuje. Krzyknąć i uderzyć, jeśli powiesz nie. Kazać jęczeć, zabierać kulturę, zabierać wychowanie. Chciałbym. Uczynić cię mą, dotknąć i paść. W wariatce, BDSM i zagubieniu. Co można zrobić? Ile razy można podążać za głosem swego fiuta? Ile razy gubią takie historie? Zdrady, kłamstwa i oszustwa, bo wszystko poszło nie tak jak miało. Prawda leży ukryta gdzieś głęboko. Żadne nie dostało tego co potrzebowało. Co mam powiedzieć? Że chcę cię złapać i nie puścić? Tulić i zostawić, póki jesteś blisko. Matko jakie to gay, nie ważne jak bardzo byłbyś za. Rzygać i tak się chce. Głupota przybije prawdę. To wszystko skończyło się lata przed początkiem. Wstrzymaj się. O kim ty kurwa myślisz?
Odwróć się. Ona tam siedzi i patrzy na ciebie. Zajęta i zwariowana, z e-fajką w ręce, spogląda. Śmiejecie się i gadacie. Takie to wszystko piękne jak i nie prawdziwe. Życiowa historia Jima i Pam, jak się patrzy. Krzyczycie i tulicie. Przyszli przyjaciele, których boi się nawet największy. Sami nie wiedzą co ich czeka, jeden tylko wie, że nic dobrego, Z krwawiącym sercem po raz kolejny stwierdza błąd. Jeśli serce mówi, to zapewne kłamie. Na to jednak czeka. Na ten jeden uśmiech, który pojawia się po obrocie i krótkim żarcie. Jak bardzo krzyknąłby "Kocham Cię", bo byłaby to prawda. Jak bardzo by ją złapał blisko... tylko sen. Tylko on i marzenia chowają go przed realizmem, Przed kolejną historią, której prolog jest epilogiem. Końcem końców.
Bo co można zrobić? Tuląc się, starasz się spojrzeć jej w oczy, a one zanikają. Całujesz niewidoczne usta, ale myślisz, że to szczęście. W sekundzie opuszcza cię. Wstaje i odchodzi. Przecież co ty się w ogóle liczysz? Nie oszukuj się, jesteś pionkiem, który tylko zapierdala po jej jebanej planszy. Szybciej, szybciej, pole po polu zbliżasz się do samego końca. Tam jesteś dalej sam, a ona tańczy to twojego ulubionego utworu. Kłamiąc, że go nie zna, nawet nie spogląda w twoją stronę. Oczywiście. Wszystko da się wytłumaczyć. Minęło tylko kilka chwila, dajcie sobie czas. Nie istnieje coś takiego. Mogą minąć godziny i mogą minąć miesiące. Nic się nie zmieni. Tęsknota nie istnieje, dotyk występuje z jednej strony, a pocałunek to tylko formalność. Znowu pojawił się z złym czasie. Prosił o ostatni test, ostatni taniec tylko dla niego. Nie da się. Wszystko inne było ważniejsze. Zapamiętaj sobie raz na zawsze. Nie liczysz się. Nie teraz i nie dla niej. Kontynuuj, jedyną rzecz w którą jeszcze wierzysz.
Co mogę zrobić? Wszystko kończy się zanim zacznie. Żegnam się z tym życiem i znowu zaczynam następne. Krwawiąc kompletnie, nie daję szans na naprawę. Nie mam już na to siły. Nie mogę być z tyłu, nie mogę być tylko dodatkiem. Nie potrafię być przyprawą, nie potrafię popadać w nicość. Nie chcę być nikim tam gdzie mam być połową, nie chcę umierać. Mamo... błagam ratuj mnie.
I tak po raz kolejny padł na podłogę. Zlany zimnym potem i łzami. Nie ma ratunku.
Komentarze
Prześlij komentarz