Visions
Ułożył się na łożu i zamknął oczy. Zobaczył świat takim jakiego
zawsze się obawiał. W oddali mgłe postaci machały, próbując się uśmiechnąć.
Wszystko spowite było cieniem, a on kroczył powoli. Wokół pustynia i jedna tylko wydeptana
ścieżka. Nie mógł przestać płakać i nie mógł już oddychać. Przepraszał za każdą
ich pomyłkę, przepraszał za życie, które mu podarowali. Zobaczył poświatę.
Wyciągnął rękę, ale nie dał rady. Padł w bezdechu i powoli jego duch zaczął
odlatywać. Krzyknął.
Zlany potem, wyskoczył z łóżka. Kurewstwo, które budziło się
w nim miało zostać wygnane. Sięgnął do kieszeni, nic nie znalazł. Otworzył
szafkę, nic nie znalazł. Chciał tylko wyjść i zapalić. Dać za wygraną jak
wcześniej i przy cichej gitarze wykończyć paczkę. Złapał e-fajkę i usiadł na
fotelu. O co w tym wszystkim chodziło? Które demony jeszcze go nie opuściły?
Czy to co przed nim to dalej sen? Nie znalazł nigdzie telefonu ani zegara. Z
niepokojem, stukał palcami o biurko. Dosyć,
dosyć, dosyć. Usłyszał pomruk. Odwrócił się i zrozumiał. Nie był sam.
Wróć do łóżka.
Wiedział, że śni, ale nie czuł tego. Bo gdy zobaczył ją obok siebie, otarł łzę
radości. Położył i dał się objąć. Nie
zostawiaj mnie tak. Ucałował ją i przeprosił. Zamknięci w objęciach powoli
zasypiali. Odpływali w fantazji i uczuciu. Wiedział, że rano jej nie będzie,
ale i tak w jego sercu pozostanie. Z przysięgą, że będziemy pierwszym, który
zaświadczy o jej urodzie. Teraz oddał się chwili. Tej, gdy jego Anioł całował
go w szyję i dotykał jego pleców. Nie
odchodź.
Wszedł do baru pełnego ludzi. Poprosił o piwo i rozsiadł się
wygodnie. Przyszła jego pokuta. Byli tam tylko Ci, którzy go zdradzili, Ci
którzy zostawili, Ci, których niegdyś kochał. Wtuleni we własne odbicia
patrzyli w jego stronę. Próbując się napić nie dosięgali rękoma. Chcieli się
odezwać, ale teraz brakło im języków. Miał ochotę krzyczeć i wreszcie się od
tego uwolnić. Jak zwykle nie dał rady. Uśmiechnął się i powiedział szczerze: „Przepraszam,
że to nie mnie potrzebowaliście.” Rozbił butelkę i wyszedł z uśmiechem. Teraz mogę iść.
Obrał ścieżkę o którą nigdy się nie podejrzewał.
Zaprzeczając wszystkiemu, znowu uwierzył. Złapał ją za rękę i porwał do tańca.
Oskarżył Boga, że zesłał Anioła. Zawirowali na parkiecie, a Ona w jego głowie.
Dni mijały, a tylko z Nią budził się rano. Telefon ozdobił jej postacią i nawet
alarm dzwonił pięknie. Była ostatnim z czym zasypiał i pierwszą o której śnił. Każdego dnia widział jej spojrzenie i każdego
wywoływał uśmiech. Droczyła się z nim i walczyła, pozwalając na szczęście.
Całując jak nikt inny i tuląc na zawsze. Postawił wszystko i pierwszy raz
wygrał. Z każdą sekundą czując zanik demonów, modli się o jej radość. Choć nie
ufa już nikomu, czuje jak bije jej serce. Nie
odejdę.
Poczuł na sobie błysk flesza. Zobaczył siebie w garniturze,
stojącego przed zapełnionym teatrem. Scena należała do niego, a on się
uśmiechał. Publika szalała, publika klaskała, a on kochał wszystko wokół
siebie. Robiąc to co zawsze chciał, nie martwił się. Przechodząc z jednej
strony na drugą, rozejrzał się. Choć słodko obrażona, za sceną stała Ona,
trzymając zaciśnięte kciuki. Wysłał jej całusa i rzucił kolejnym żartem. W
głowie wybuchały fajerwerki, na widowni zabrzmiał aplauz. Ukłonił się i znowu
znalazł się za kulisami i spojrzał w lustro.
Oblepione zdjęciami najważniejszych chwil jego życia, samo
się do niego uśmiechało. Mały chłopiec przybiegł i dał mu kwiaty. Rodzina i
bliscy dziękowali mu za występ samymi komplementami. Menadżer ściskał jego rękę
i już opowiadał o całej trasie. Dwadzieścia minut później wszyscy zniknęli, a
on został sam za zamkniętymi drzwiami. Powoli rozbierał się z ciasnej koszuli i
starał się rozwiązać krawat. Dlaczego i wtedy łza spływała po jego policzku?
Czy to była radość, czy nawrót? Nigdy nie zrozumie samego siebie. Usłyszał
pukanie do drzwi. Pomóc Ci z tym? –
powiedziała z uśmiechem. Cokolwiek w nim
siedziało Ona to uspokajała. Ściągnęła z niego koszulę i wtuliła się. Pachniała
tak wspaniale. Wróciło? Po prostu
nigdy nie odeszło. Pocałował ją, tak samo jak pierwszego dnia i znowu poczuł
jej uśmiech. Czekałem.
Budząc się w środku nocy, nie wiedział co myśleć o tych
radosnych snach. O tych marzeniach i pragnieniach, które leżały tuż przed nim.
Niebo pełne było gwiazd, a księżyc świecił jasno. Siedząc na parapecie,
oddychając nikotyną, zastanawiał się,
czy Ona też na niego patrzy. Ile by dał by tylko zobaczyć w nim jej odbicie.
Chociaż wokół niego panował bałagan to Ona wiodła go ku światłu. Wyszedł z
końca i zaufał. Nigdy nie odbuduje tego co zniszczone, ale stworzy coś nowego.
Na ruinach powstanie dzieło. Z jego dziurawą duszą i jej leczącym sercem. Z
jego okaleczonymi rękami i jej słodkim pocałunkiem. Wyjdzie z dymu, jak feniks,
wyleci z popiołów.
Poczuł się jak zepsuta zabawka, która ciągle kogoś
rozbawiała. Nie wiedząc, czy robi dobrze budził się co rano i wstawał z pewnym
celem. Odsłaniał okno by ujrzeć słońce i uwierzyć. Gdzieś tam jeszcze śpi jego
nadzieja, gdzieś tam jest ktoś kto się martwi. Mył się i ubierał czując zmianę.
Wszystko co robił napełniał sens i chciał oddychać. Wszyscy patrzyli i się
śmiali, wszyscy mówili, że zgłupiał, ale on nareszcie czuł się normalnie.
Skończył z tym co go niszczyło i zaczął czuć.
Poprzysiągł sobie, że nigdy nie usłyszy jego historii. Od
jednego zdania przestał mówić o swym życiu, od jednego słowa nie wspomniał o żadnym
problemie. Nie dzielił się z nikim, chyba, że upadał. Wtedy z fajką mówił tylko
to co oczywiste. Czemu to zawsze musi tak
wyglądać? Czemu nie mogę raz normalnie z kimś być? Złapany za serce walczył z losem. I choć wtedy
powtarzano mu to co on mówi innymi, nie wierzył. Prawda sama wyszła na jaw. Ten ktoś gdzieś tam jest.
Podniósł się i popatrzył jej w oczy. Blask w którym widział
swoje odbicie. Pocałował ją, a Ona przyciągnęła go bliżej. Poczuł jak bije jej
serce i poczuł, że jego zwalnia. Nie darował chwili straconej, a z Nią żadna
taka nie była. Rzucali się na łóżku, całując i dotykając. Poczuł się tak jak
zawsze chciał. Gdy Ona się uśmiechała i całowała go w policzek, wierzył w drugą
szansę. Z włosami na jego twarzy, próbowała jeszcze raz go przytulić. Podnosił
ją i wielbił. Anioł, który pasował do jego życia, Anioł na którego czekał. Nigdy nie wiesz.
Choć siebie samego zawiódł już tyle razy, nie krzywdził. Nie
tworzył zła i wywoływał uśmiech. Sam smucił się w kącie wpatrzony w gwiazdy. Z
butelką w dłoni, każdy dzień obumierał. Nie czuł w sobie człowieka, nie czuł
nadziei. Dni dzieliły go od pustelnika, a wystarczyło tylko by gwiazdy znowu
się odsłoniły. Wystarczyło trzy razy się zgodzić i odnaleźć to wszystko. Teraz
tylko dla Niej śpiewa i dla Niej klęka. Całując to co idealne, pragnie jej w
każdej sekundzie.
Stał się wojownikiem. Połączonym w bólu i łzach, łata swoją
duszę i suszy to co niegdyś skąpał w deszczu. Nareszcie ma za co walczyć i o
kogo się troszczyć. Uwierzył w to, że dwie strony mogą czuć. Ocean zabrał
resztki jego tajemnic, a on wyrzucił wszystko co go truło. Jeśli nie teraz, to
już nigdy. Człowiek, który odbudowuje. I Anioł, który w snach był jego
poświatą. Teraz nie upada. Teraz do Niej zdąży, bo w końcu ma na to siłę. Chęć,
wiarę.
Just hold on to what we know is True.
Imagine Dragons - Smoke&Mirrors ( Album, w/o 'Friction' & 'Summer' )
Komentarze
Prześlij komentarz