Porozmawiajmy z Nim I
Hej, porozmawiajmy. Jezu,
o czym? O nich, a o czym? Znowu? A masz inne temat? Coś innego o czym zamienisz
słówko z tym, którego zostawiłeś? Nigdy
Cię nie zostawiłem i nigdy nie zostawię. Mów. Możesz swojego gadać, ale ja
wiem. Chciałeś mnie zakopać, chciałeś zabić. Tak się nie da, przyjacielu, ja
jestem częścią Ciebie, a Ty częścią mnie. Boję
się. I bardzo dobrze. Po to też tu jestem.
Ogromne drzewo skąpane w słońcu. Słodki uśmiech skierowany
ku niebu i jej twarzy. Wtedy zaznałeś tego po raz pierwszy. Gdy się zbliżyła, a
Ty zacisnąłeś swe usta. Pozwól się
uwolnić, pozwól działać uczuciom, niech porwą Cię emocje. Już wtedy wiedziałeś,
nie wystąpi słowo, które nie będzie ostatnim. Spoglądałeś na nią raz na jakiś
czas i powoli rozumiałeś. To co idealne, to co znane, też się kończy. Z ręką na
jej piersi, z pierwszym nieszczerym kocham, zanikałeś. A ja się uśmiechałem.
Chwilę potem, ona powiedziała, że to koniec, a Ty wtuliłeś się. Pamiętasz
jeszcze w kogo? Nie zaczynaj. Już
zacząłem. Teraz dopiero do tego dążę.
W deszczu, pocałowała Cię na ławeczce pod ewangelickim
kościołem. Dotknęła Twojego uda i zaskoczyła się tym, że coś poczuła. W kompletnym
braku skromności, znowu krótko napotkałeś jej usta. Ciekawe, czy ona jeszcze to
pamięta… jak myślisz? Skończ. Czasami
jesteś żałosny. Nie pamięta. Szczęśliwa, tuli się do kogoś, kto jest tylko
grubszą wersją Ciebie. Z wyglądu, nie bój żaby, z charakteru to kretyn w
najczystszej postaci. No, ale cóż… i tak
zrobił więcej niż Ty. Przypomnij sobie
dokładnie. O mój Boże… Masz rację. Ta historia jest dużo śmieszniejsza.
Przecież Ty próbowałeś. Wstawałeś i pierwszy raz się załamałeś. Prosiłeś o
spotkanie i zobaczyłeś ją z ideałem. Odszedłeś w cień i zapłakałeś. Pamiętasz
przy kim? Dlaczego milczysz? Wiesz dlaczego.
Ach, ale bym Cię teraz ucałował.
Zamknąłeś się w ciasnym pomieszczeniu, z chęcią strzelenia
sobie w głowę. Połknąłeś kluczyk i zdałeś sobie sprawę, że zostawiłeś go za
drzwiami. To właśnie taka żałość mnie rozśmiesza. Gdy coś planujesz, ukazujesz wszystkiemu i
wszystkim swój entuzjazm, który każdego dnia umiera i zanika. Już sam nie
wiesz co jest prawdą, a co kłamstwem. Wybacz dygresję, tak Ci chciałem tylko
powiedzieć. Wiem o tym. Och, tego też
jestem pewien.
Kto był następny? Grasz
w niebezpieczną grę. Och, przyjacielu, w nic nie gram, bo Ty już
przegrałeś. Teraz tylko odsłaniamy karty. Pierdółek i friendzone’ów liczyć nie
będziemy. Już wiem. Zobaczyłeś ją pierwszego dnia nowej szkoły. Uśmiechnęła się
w Twoją stronę, a Ty od razu zwariowałeś. Poczułeś jak Twoje serce mocniej bije
i coś się zmienia. Skumulowane emocje i narastająca depresja, wzniosły miłość
na wyżyny. Nie czekałeś, zawalczyłeś o swoje. Ile jej zajęło, by pierwszy raz
Cię zostawić? Dwa miesiące, czy trzy? Ach, ta pamięć płata figle. Walczyłeś
dalej, mimo, że ona tańczyła już do innej muzyki. Wtedy odezwało się coś co
teraz nie istnieje. Twoje sumienie. Powiedziałeś nie i zapłakałeś milion razy.
Każdego dnia po kilkadziesiąt razy, nie znalazłeś uspokojenia. Twoje ciało nie
wytrzymało, a ja nie potrafiłem Ci pomóc. Kontynuować, czy zmienić wątek? Kontynuuj. Spotkałeś wtedy swoją
kochankę i swoją przeszłość. Swój początek alkoholu i swój początek życia w
najcudowniejszym grzechu. I ją też w końcu odgoniłeś. Biliśmy się, krwawiliśmy. Och, ja to wiem, ale czyż nie tęsknisz za
tym? Za zniszczonymi ubraniami, zniszczoną wargą i strachem przed wodą? Wiem,
że chociaż pewna część tak. Teraz to już jednak nieistotna, ona gra dla drugiej
drużyny. Teraz podbiera z Twojego rynku. To
już nie jest mój rynek. Myśl tak dalej. Wróciłeś i pogodziłeś się z tą,
która wybrała błędnie. Minęło kilka tygodni i wszystko w Twoim życiu się
zmieniło. Zaznałeś jej smaku i spojrzenia pełnego uczucia. Dotykała Cię i
gryzła, a Ty i tak walczyłeś. Żeby z Was dwóch wybrała tego właściwego.
Zmusiłeś się ją, Ty głupku, kazałeś jej wybrać dla jej szczęścia. I popatrz
gdzie Ona jest teraz, a gdzie siedzisz Ty? Zamknij
się. Błagam, stul ryj. Gdyby to tylko było takie proste. Dalej, czy
przejdziemy do głównego dania? Jesteś
chory. Prawie tak jak Ty.
Mała, dla Ciebie urodziwa dziewczynka, w słodkich
okularach i kucykach pogryzła Twoją wargę i zdarła połowę skóry z Twojego
karku. Byłeś wtedy tak pijany, ale gdy razem wytrzeźwieliście to ona cały czas
Cię całowała. Z nią zawsze było idealnie i tylko jedna rzecz stała się wielkim
NIE. Gdy ona zamyka Twoje usta, ale kocha kogoś innego. Gdy ona dotyka Twojego
przyrodzenia, ale miłość wyznaje temu, który nazywa Cię przyjacielem. Tak się
nie da. Mówisz jej nie, a ona znika. Nie na długo. Gdy wszystko w Waszych
życiach się poukładało, widywaliście się każdego tygodnia. Zamknięci w dotyku i
pocałunkach, gryząc i grobąc, tak
mijał spokojnie Wasz czas. Aż do naszego słodkiego deserku. Jesteś takim gnojem. Ty mnie stworzyłeś. Nie masz najmniejszego
prawa po mnie jechać. Ja jestem Tobą, skurwysynie, i wysłuchasz mnie do końca.
B., M. i ta mała pizda, której imienia już nawet nie
pamiętasz. Jak jej było? Nieistotne. Nic już nie jest istotne. Siedzisz przy
komputerze, a Twoja Mama mówi, że `ma pewną koleżankę, a ta pewna koleżanka ma
słodką córeczkę z którą raz rozmawiałeś. Może byście się zobaczyli, może
przeszedłbyś się z nią na półmetek. Trzeba korzystać z każdej okazji. I kto by
przypuszczał, że to tak wszystko się potoczy? Zauroczenie, pocałunki,
wariactwo, noc pełna alkoholu i zioła, rozstanie i nagły powrót. Ty nie poszedłeś,
a ona tak. Na studniówce, z dzikim spojrzeniem i francuskim pocałunkiem.
Zrezygnowałeś z fajek i picia, by tylko wyznać jej miłość. Nie usłyszałeś już
tego co ona powiedziała. Ogłuchłeś na kilka głupich chwil i zrozumiałeś, że nic
nie jest takie proste jak mogło by być. Mijały dni, a ona coraz dalszą się
stawała. Co chwilę odmawiała i unikała. W końcu odpuściłeś. I znowu umarłeś.
Ona w Anglii, Ty w tym miejscu, którego masz już dość. Każdej nocy na skype, w
każdej sekundzie na Facebooku, nareszcie wróciła i szczęśliwy przypieczętowała
pocałunkiem. Zakochani za rękę szli przez miasto, aż w końcu usiedli. Błagam Cię… Naprawdę Cię błagam. Nie.
Musisz to usłyszeć. „Nigdy Cię nie kochałam, nigdy nic do Ciebie czułam… po
prostu byłeś bliski.” Przegiąłeś.
Nie, to ona przegięła. Pamiętasz jak na nią krzyczałeś? Pamiętasz jak wtedy
zapaliłeś czystego Lucky’a? Tak mało brakowało abyś zdzielił ją po tym tępym
pysku. Mówią, że nie powinno się mówić źle o tych z którymi się było, ale co
zrobisz, gdy tylko na to zasługują. Jak Ty wtedy poszedłeś z nią do tego pubu,
jak ją przytuliłeś, jak wtedy po prostu nie umarłeś? Kurwa, powiem Ci, że
szanuję Cię za to. Niewielu dałoby radę.
Tą małą przygodę która zostawiła Cię na parkiecie,
pominiemy. Nawet na tyle nie zasługuje.
Jesteś gotowy? Nie.
Nikt nie jest. Nikt nie będzie. I to właśnie w życiu jest najpiękniejsze.
Spojrzała na Ciebie, a Ty się uśmiechnąłeś. Nie odwzajemniła tego. Jednego dnia
przyszedłeś za wcześnie i rozmawialiście w kolorowej świetlicy. Kompletnie bez
zainteresowania i z nudą w głosie, rzucała tylko jednosłowne odpowiedzi. I tak
mijał Wasz czas, Ty w nią wpatrzony, a Ona odpływała gdzieś myślami. Usiedliście
przed zajęciami i pierwszy raz się obudziła. Dotknęła Twojej ręki, a Ty
oszalałeś. Zwariowałeś jak głupi nastolatek, którym byłeś. Tego dnia
powiedziała Ci, że jest z kimś innym, człowiekiem, którego nienawidziłeś. I co
mogłeś zrobić jak tylko się poddać. Nie wiedziałeś jak walczyć i nie wiedziałeś
jak prosić. Jak wznosić ku niebiosom i jak oczarować dowcipem.Gdybyś wtedy
wiedział to co teraz… Rozstali się, a Ty nie przestałeś jej kochać. Każdego
dnia dzieliliście się wszystkim i wszystko było Wami. Ile to trwało tylko wy
wiecie. Postanowiłaś spróbować swoich sił, zapytać o to o czym wielcy pisali.
Dzień później odmówiła Ci przez słowa drugiej osoby. Ze smutkiem przytuliła Cię
i zniknęła. A Ty zrozumiałeś. Wtedy zaczęła się Twoja choroba, wtedy ja się
narodziłem, a Ty zacząłeś pisać. Przez miłość, depresję i zranienie, przez
pierwszego Anioła, przez cudowny uśmiech i ostatnie słowo nie, Twoje serce do
dziś krwawi. Gdy wrócili do siebie, walczyłeś dla nich i choć wszystko się skończyło,
byłeś tylko dla Niej. Chciałeś tylko dać jej szczęście i uzdrowić w każdym
stanie. Choć sam leżałeś zalany łzami przez te wszystkie elementy, to zawsze
dałeś radę. Wtuleni nad rzeczką z bluntem i piwem w ręce, w pubie z papierosem
i uśmiechem, na spacerze, pod altaną w chłodzie i brzydkim zapachu, w słoneczny
dzień i chrzciny. Przez buziaki i przytulenia i te najpiękniejsze, ale i
bolesne słowa. Nie rób tego, nie mogę już
płakać, nie chcę, nie mogę, błagam. „Gdybym wtedy wiedziała to co teraz…”. Za
późno. Teraz Ty piszesz kolejne słowa, a Ona wtula się w narzeczonego i
córeczkę. I choć wiesz, że to tylko przeszłość, to ona Cię zbudowała. Ciebie i
mnie. Zbudowała nas i dała życie całemu złu i dobru. I co teraz? Teraz zbliżamy się do końca.
Na swojej drodze napotkałeś czarną zjawę. Położyła się z
Tobą na łóżko i wtuliła się w pierś. Zostawiając na koszuli ślady łez, makijażu
i krwi, całowała Cię kawą i papierosem. Zabierając do nieba, sprowadziła
piekło. Z kolejnym piwem i zaciągnięciem. Z kolejnym wtuleniem i rzuconym
ubraniem. Z każdym jej sekretem w Twojej głowie i z ostatnim uśmiechem. To nie
boli tak bardzo, ale niesmak pozostał. Gdy wpatrujesz się w to łóżko, w to
miejsce gdzie kiedyś staliście i gdzie rozmawialiście. Gdy ona czasem się
obejrzy i gdy Ty starasz się tego uniknąć. Z wspomnieniem chwili tak szybko
minionej, sam nie wiesz, która odpowiedź była tą prawidłową. I nie wiadomo czy
się śmiać czy płakać, bo w sumie wszystko dobrze się skończyło. Na pewno? Teraz ty się zamknij.
Opamiętaj się. Otrząśnij się wreszcie, do kurwy nędzy. To
wszystko się stało i choć dalej Cię zabija, nie jesteś już tym samym
człowiekiem. Popatrz na swoje ciało, popatrz na wyniki, popatrz na książkę.
Wszystko idzie powoli, ale do celu. Skupiasz się na sobie i na tym co się
liczy. I choć często o mnie zapominasz to i tak się odzywam. Kopię Ci w jaja i
drapię Cię po duszy. Mnie nigdy nikt nie zabije. Ani one, ani Ona, ani Ty sam.
Tak jak się narodziłem, tak zostanę. Wiele imion i jeden cel. Uśmiech i
zniszczenie. Ty dokonujesz wyboru, ale ja Ci w tym pomagam. Pamiętaj o
przeszłości i ucz się z niej, ale skup się na tym co jest. Pisz dalej, do kurwy
nędzy, bo ludzie mówią, że masz talent, a to właśnie im trzeba ufać. Wiem, że
jest Ci ciężko, ale bądźmy szczerzy… kiedy nie było? Kiedyś nie było. Kiedyś , kiedyś, kiedyś. Na cholerę o tym
wspominasz? Dlaczego teraz tak dużo piszesz? Wstań i popatrz w lustro. Teraz
nadeszła zmiana. Teraz kto inny tuli się do Ciebie z uczuciem, teraz ci na
których Ci zależało nie odzywają się ani słowem, ani inni odeszli. A Ty żyjesz,
w ciągłym zwątpieniu, strachu, przed śmiercią i mieszanymi uczuciami. Z
zasadami i prawdą, którą nosisz w sercu. Nie upadniesz, choćby cały świat miał
Cię zgwałcić, nie zginiesz, choćby każdy samochód jechał w Twoją stronę. Utop
się w tym oceanie i odrodź się na nowo, bo taki jest Twój cel. Pokazać innym,
że na Ciebie nie zasługują i zostać takim samym jak zawsze. A Ty mi w tym masz pomóc? A co robiłem
do tej pory? Chodź stary. Idziemy. Dokąd?
Tylko przed siebie. Kocham Cię. Ja Ciebie też. I pierwszy raz w historii
tego świata, to jest prawda.
Komentarze
Prześlij komentarz