Ciemny Garnitur
Założył garnitur, który znowu stał się mniejszy. Próbował
się przeciągnąć, ale nie potrafił. Przypominając sobie ostatni moment w którym
miał go na sobie, po raz kolejny odpłynął. Topiąc smutki w jej uśmiechu,
znalazł się w objęciach. Tamtej nocy. Trzy miesiące wcześniej złapała go za
rękę i poprowadziła ku uwolnieniu. W tangu pozwoliła ustom się połączyć, a
uczuciu płynąć. Czarna marynarka spoczywała na krześle, a oni tańczyli jakby
jutro miało nie nadejść. Wychodząc na zewnątrz, trzymali się za dłonie i
całowali jakby tylko oni istnieli. Uniósł ją ku niebiosom i poczuł jak jego
Anioł tuli się coraz bardziej. Ściskając go nogami, oddawała się jemu
istnieniu. Wtedy ostatni raz miał go na sobie. Tyle minęło, ale jedno
pozostało. Uczucie.
Skłóceni i w braku wiary zapadały wyroki. Padały złe słowa i
prawdy głęboko ukryte. Wątpił we wszystko, w siebie i w istnienie. Nie wiedział
komu ufać, nie wiedział kogo słuchać. Czuł tylko ból, który go rozrywał.
Rozłożył się na słońcu i chciał spłonąć. Ze wstydu, zła i zamknięcia. Demon w
środku rozrywał mu pierś, potwór gwałcił mu duszę, diabeł zamykał umysł.Gdy
kwiaty opatulały jego spokój, a on zanikał z tego świata, Ona zawalczyła. Walki
trwały, bitwy zbierały swoje krwawe żniwa. Dni spędzone w łzach i pomyłkach
powoli zaczęły zanikać. Z daleka przyszedł deszcz, który obmył wszystkie
grzechy. Krople zamknięte w jej uścisku. Wygraliśmy wojnę.
Trzydzieści minut po północy. Z e-papierosem w ręce czekał,
aż jego ukochana skończy zabawę. Trzęsły mu się nogi i ręce. Bał się jej
spojrzenia, bał się słów, bał się końca. Wtedy Ona weszła do środka i wszystko
zanikło. Cała psychika odpłynęła, a byli tylko Oni. Odjechał i bał się odezwać.
Przyśpieszając, powstrzymywał się od spojrzenia. Strach w nim narastał. Wtedy
Ona położyła rękę na jego nodze. Znowu odpłynęła każda zła cząstka. Zatrzymali
się, a on nie miał już siły na nic. Chciał tylko płakać, przy Niej, znowu
zwariować. Pozwolił się objąć i tak chciał zostać. Gdy Ona całowała jego głowę
i okazywała troskę. Nie wiedział jak przepraszać, nie wiedział jak bardziej
walczyć za swoje błędy. Odwiózł ją pod sam dom i patrzył jak w cieniu nocy
zanika. Anioł.
Rozsiadł się na pagórku i czekał na jego przybycie.
Braciszek usiadł obok i poszarpał jego fryzurę. Zaproponował papierosa, ale on
mu odmówił. Paczka stanęła w płomieniach i oboje się uśmiechnęli. Trzy miesiące
bez złego oddechu. W dawnym świecie istniały inne priorytety, w dawnym świecie
kochał inne zasady. Łapał szansę i przegrywał z miłością. Z drinkiem w ręce
starał się czarować, choć wszystko znikało, gdy przychodził ranek. Ze słowem nie, utkane jego serce. Tak powstawał
jego coraz bardziej szalony umysł. I wtedy przychodził brat i kazał mu iść
dalej. Kazał walczyć i ratować przede wszystkim siebie. Bo w tym świecie
wszystko może się udać. Czasem.
Zasnął z jej szminką na ustach, obudził się z radością w
głowie. Czuł ciągle jej bijące serce, jej obecność na tej kanapie. Podwiniętą
koszulkę i ucałowany brzuszek. Wstrzymane słowa i dokonane czyny. Włosy, które
ciągle opadały na jego twarze i pozostawione gwiazdeczki. Braku głodu, brak
pragnienia, potrzeby nie istniały, gdy ich ciała stawały się jednością. Żaden
hałas, żaden budzik nie potrafił przerwać tego, że byli teraz razem. Kwiat
spoczywał na biurku, a muzyka cicho pobrzmiewała. W rozmowie, w pocałunku, w
dotyku, odnaleźli swój spokój i wybawienie. Kolorując świat swoją miłością,
tworząc sztukę z własnych przeżyć. Skarb do którego nigdy nie było mapy. Ratuj.
Wcześniej napotkał na drodze wiele nimf. Przechodząc obok
jeziora, czuł uścisk wołających syren. O różnych spojrzeniach i celach,
próbował wszystkiego. Nie nauczył się kochać, nie nauczył się czuć czyjejś
miłości. Chciał tylko się starać, chciał walczyć dla ich dobra. Nie odpuszczał,
gdy mówiły nie, nie dawał za wygraną, gdy mówiły o innych. Ściskał je w ciągu
dnia i w środku nocy. Walczył za każdy oddech i uśmiech. I dla nich nadchodziło
uzdrowienie. Ponowne narodziny i ostatnie, różne słowa. Żegnały się, bądź tylko
odchodziły. A on, choć płakał, potrafił tylko pomachać. Walczył dla kogoś.
Nigdy dla siebie. Nigdy.
Pamiętasz pierwsze spotkanie? Pamiętasz pierwszą rozmowę?
Fototapeta i ciche śmiechy. Jego nietrzeźwość i jej słodkość. Przyjechała do
domu na prerii i weszła do środka. Typowy facet podziwiał jej tyłek, a potem
resztę ciała. Dopiero, gdy się odezwała zaczął podziwiać jej duszę. Spojrzenie
takie niezwykłe i uśmiech taki magiczny. Wstrzymywał oddech, żeby nie
powiedzieć niczego głupiego. I tak to robił. A Ona się uśmiechała. Dzięki Bogu.
Wsiadła z nim do auta i odjechała. W dal, odwiózł ją. Dzień po dniu zmieniało
się życie. Zamknięci w spojrzeniu i niewinnych flirtach nie wiedzieli czego się
spodziewać. A te oczy… Gdyby tak piękny był świat, wszyscy stali by wpatrzeni.
Nie byłoby życia i obowiązków tylko podziw. Nie pozwalała mu odejść, nie
pozwalała się zamartwiać. Jeden uścisk, który dał mu siłę. Na nowy dzień. I
życie.
Z czasem pojawiły się wszystkie elementy. Miłość, pocałunki,
radości i smutki. Kłótnie, walki i kłamstwa. Pojedynki i pojednania. Witamy w
świecie, którego nigdy nie znałeś. Choć niewiele się zmieniłeś to Ziemia wokół
ciebie wiecznie się kręci. Och, mógłbyś tracić wszystko, ale jej brak bolał
najbardziej. Boli w każdej minucie. To takie dziwne uczucie. Ktoś coś czuje do
Ciebie, ktoś o Ciebie się stara. To takie niezwykłe, takie inne od wszystkiego
co było. Dlaczego właśnie tak być musiało? Nic co prawdziwe nie przychodzi
łatwo. Każdy piękny kwiat musi być brzydką roślinką. Nic nie może się
powtórzyć, nic powrócić. Teraz tylko to. My.
Wrócił do domu i powoli się rozebrał. Czarna marynarka
została powieszona, a koszula rzucona na podłogę. Kiedy ostatnio miał go na
sobie? Wtedy. Gdy się spotkali i nareszcie odnaleźli. W cudownym świecie, z
obietnicami i tajemnicami. Objęci, przy stole, wyznali pierwsze smutki. I nie
uciekli. Nie znał jej myśli, nie znał tego co chciała, ale wierzył. Jak zawsze,
ale jednak inaczej. Każdej nocy inaczej. Kładąc głowę na poduszce prosił
wszechświat o szczęście dla Niej. Przepraszał i dalej będzie. W ciemnościach
ujrzał jej twarz i odwrócił się na drugi bok. Ona pocałowała go w policzek i
położyła się obok. Z ukrytymi słowami, których tak bardzo się boi odparła Ja Ciebie też i zapadli w głęboki sen.
Złączeni uczuciem i ciałem. Obietnica.
Akapit - Piosenka.
Komentarze
Prześlij komentarz