Myśli
Stoję za Tobą. Królowo mojego dolnego serca, znalazłeś
ujście dla emocji, które istniały tak długo w zamkniętej duszy. Ile razy
próbował okłamać swoją duszę, ile razy próbował złapać gwiazdkę z nieba, mimo,
że ten gwiazdozbiór nie istnieje? Chociaż próbował odnowić, chociaż próbował
zawalczyć, na wszystko przyszedł płomień. Wraz z jego chłodem wszystko pokryło
zło. Dlaczego tak zrobiłeś, dlaczego w ogóle zacząłeś, dlaczego jesteś kim
jesteś… Mamo, Tato, nie pytajcie i tak długo już tego nie zobaczycie. Czemu
bałem się Wam powiedzieć prawdę, czemu nie zaszalałem tak jak w życiu....
Przepraszam, jeśli to one wygrały. Lucy w diamentach na niebie, nieufny Tomasz,
zagubiona dusza, która z tego wyszła. Panie za jakie grzechy.
Spojrzała na niego, gdy po raz kolejny łamał jej serce. W
dalekiej przestrzeni, Ona słodko spała. On leżał i nie potrafił nie wstać. On
ranił i on niszczył. Nie potrafiła powiedzieć nie, nie potrafiła odejść. To
wszystko złe i to wszystko piękne. Od początku do końca, niechcący, w miłości,
razem. A ten tam, średnio istotny, zapatrzony w ekran pisał słowa i marzenia
snuł, szósty rok z rzędu. Walcząc i próbując ratował Anioła. Jego początek i
jego koniec był nią przed oczami. Nie wiedział co zrobić i zostawił. Niech
świat toczy się sam, niech oni walczą za siebie. On może tylko być… być i
żałować, że nie istnieje machina czasu.
Z kolejnymi przelanymi łzami kładzie się do łóżka. Gdzie
zagubił swoją duszę, gdzie zagubił uśmiech. Oni wszyscy poumierali albo odeszli,
a on ciągle tkwi w tym samym miejscu. Jeśli Bóg istnieje, niemożliwe by tego
chciał. Jeśli oni go kochali, nie
możliwe by pozwolili mu po prostu umrzeć. On… kurwa… ten moment kiedy on to po
prostu ja i ten ja sobie nie radzi. Obumiera każdego dnia i odłamuje coraz to
bliższe gałązki. Wyglądam przez okno i chcę po prostu tam iść. Zostawić
wszystko, zostawić wszystkich i zniknąć. W drodze po życie albo śmierć, znaleźć
się na końcu świata. Zapalić papierosa i uśmiechnąć się dla czegoś co gdzieś
tam czeka. Na statku, na wieżowcu, czy może zaraz obok. Nie ma dobrej
odpowiedzi. Nie dla mnie.
Zakopana w pościeli, skąpana wodą, otoczona zapachem. Wariatka
jego powietrza. Słodkość otoczona,
prawda zagubiona. Odliczając sekundy, pamiętając dnie, tak jego wariactwo
upływało. Zapomnij o tym choć na chwilę. Uśmiechnij się, posłuchaj muzyki,
obejrzyj coś śmiesznego. To wszystko już nie to samo. Tak daleko do początku,
tak blisko do końca. Z dźwiękiem gitary układał ciało do snu, które nie
nadchodziło. Z powrotem każdego dnia. Umieraj,
wołała gdy ją opuszczał. Z przygotowanym pociskiem, czekała. Raz, dwa, trzy…
jednak nie dzisiaj.
Witamy na pokładzie.
Rozejrzał się wokół. Drewno, metal i jasne kolory tworzące tą wspaniałą
konstrukcję. Powoli odbili od brzegu i
wyruszyli w podróż ku nieznanemu. Odpalił cygaro i spojrzał na ludzi, którzy mu
towarzyszyli. Tłum turystów, robiących zdjęcia wszystkiemu co popadnie. Z
uśmiechem, odwrócił się i spojrzał na słońce.
To wszystko w końcu było takie piękne. Cały świat nareszcie stał się prawdziwym.
Swobodne kołysanie, szum fal, ciepło i to uwolnienie. Łza powoli spływała mu po
policzku. Dzisiaj. To jest ten początek. Przepraszam.
Stanął na barierce i skoczył do wody. I wtedy zrozumiał. Zapamiętają go.
Jednak… jednak będą go pamiętać.
I will return, don’t you ever hang your head.
Komentarze
Prześlij komentarz