Oddech




Witam się z całym tłumem, kłaniam się. Podaję rękę, niektórych tulę, innym tylko przybijam piątkę, przy pewnych spojrzeniach odwracam się w drugą stronę i dziwię się, że tu są. Muszę przejść dalej, jeszcze raz zakryć twarz, by potem ukazać ją całemu istnieniu. Dawne kroki, poprzednie wspomnienia, niezaklejone rany, odczuwalne bóle, wszystko zamyka się w jednym okręgu, który omijam szerokim łukiem. Patrzę jak otwierają się drzwi, gdy z tyłu nawet flash spotyka się z kloszem.

Potem przechodzę przez małe wrota, biorę wspaniałość pod rękę. Przechodzimy kilka kroków, by usiąść we właściwym miejscu. Widząc idealną scenę, zapowiedzi, nagrody, śmiechy, drinki, piękne chwile, nie próbuję tego zepsuć. W idealnej chwili wiem, że wkoło mogłoby być pusto, a i tak byłoby perfekcyjnie.



Czy będziesz tam, by złapać mnie za dłoń? Boże. Boję się.

Znienacka zbudzony ze snu, zlany potem i uczuciem, na nowo otwieram oczy. Wyciągam dłonie i sprawdzam, czy żyję. Nawet one wskazują, że nieraz już umarłem i teraz tylko patrzę przez pryzmat. Gdy inni analizują istnienie, pozostaje oddech i bicie serca. Z mijającą sekundą jedno zmienia się na dwa. Tak szybkie, tak spokojne, tak pełne uczucia.

Pukam do drzwi, nawet jeśli pozostaną zamknięte, dzwonię, nawet jeśli nikt nie otwiera i nikt nie odbiera. Pozostawiam kwiaty na ganku, składam w Twoje dłonie, odliczając. Zostało już kilka dni, by na nowo poznać idealne szczęście. Tyle wiary i nadziei, takie niezwykłe drugie imię.

Niech nigdy nie zmienia się zdanie, nie przychodzi druga myśl. Nie ma rozmyślenia, nie ma zastanowienia. Chwilą żyje istnienie, w szczęściu zamyka się kłódką. Dzieli się i skrywa, dla całego świata mocno i delikatnie ściska dłonie. W rozmowie gubi i odnajduje wszystkie słowa. W ciszy i w hałasie, znajduje szczęście.



Kiedyś pisałem kilka słów. Potem jeden akapit. Później ich duże ilości. Teraz piszę wiele do jednej piosenki.

Patrzę jak za kilka chwil minie kolejny miesiąc. Niesamowite jak czas pędzi, jak i mnie łapie. Wiecznie zaprzeczam i się śmieję z tego jak bardzo goni. Kończy się następny dzień, który zsyła marzenia. Spadając i unosząc się na nowo, zawsze szukam Twojego obrazu, w nim odnajduję tyle prawd i tajemnic. Dla Ciebie spadam, by wznieść się na samą górę, dla Ciebie jestem na samym szczycie, by zniżyć się dla ukłonu Twojej urody, dla Ciebie nie wiem gdzie i kim jestem, dla Ciebie chcę odkryć wszystko na nowo.



Byłem tam. Widziałem to. Tylko… za wcześnie. I nie tak jak miałem, nie z tym kim miałem.

Siedząc na chłodnym piasku, widziałem jak przesuwają się fale. Oparłem głowę na kolanach i starałem się zagubić w myśleniu. Pierwszy raz, traciłem się we wszystkim. Każda z nich przesuwała się coraz szybciej, Słońce oślepiało, a potem dawało odczuć brak. Leżałem wpatrzony w niebo, to które każdego dnia ukazuje tyle znaków. Roniący łzy, zamknięty w pokoju kilka metrów od idealności. Siedzący tuż przed wymarzoną chwilą.

Nie sądziłem, że przez wszystkie ostatnie lata pędziłem na złamanie karku. Teraz, kończę leczenie. zamykając oczy, głowę, duszę, serce na złość, która istniała. Chciałbym już tylko żyć i próbować. W nie i w tak, trwać i walczyć.



Wiesz. Która jest godzina? Idź już spać. Tak, pewnie. Naprawdę? Ja o Tobie też.

Za każdym razem, gdy słyszę przekręcenie zamka, czuję jak otwiera się kolejny. Możemy otwierać i zamykać każde drzwi, możemy wszystko. Dzielone siły. Tak długo, tak spokojnie, tak niespodziewanie, dzielone najpiękniejsze chwile. Drobne pocałunki, mocne uściski, sekundy pełne uczucia.



Wiem, że jeszcze jest tyle do powiedzenia, a jednak wiem, że chwilami nie ma nic piękniejszego niż brak słów. Jak to słodko smakuje.

Jesteśmy. I to takie niezwykłe.

Spoglądając, oglądając, są pewne dary, które w duszy zostają na zawsze. Nawet podłogi stają się obłokami, marzenia realnymi miejscami, teraz płonę innym ogniem. Zaciągam się dymem Twojej duszy i zanurzam w spojrzeniu. Widzę swoje odbicie, ale Twoja dusza błyszczy najbardziej.

Zapalam świece, bo wierzę w płomień. Jak długo wszystko płonie, My nie zgaśniemy. Zapalam świece, bo kocham ich blask. Zapalam świece, bo nawet gdy gaszę zapałkę, światło ogrzewa moje istnienie.

Znikają żarówki, opada roleta. A i tak widzę wszystko, nawet, gdy zamknę oczy. Widzę daną chwilę i radość z niej płynącą. Czuję tęsknotę i czuję pragnienie. Prosząc o chwilę, która w sekundę zmieni się w niezapomnianą.

Wybuchając czymś niezwykłym, czekam na wszystko co zwykłe. Oddając wszystko co zwykłe, chcę tworzyć każdy niezwykły moment. Gdy cały świat już płonie, chcę budować. Gdy Ty jesteś obok, oddycham.

Komentarze

Popularne posty