16.03.2014
Powstaję z
martwych w końcu pisząc nowe słowa. Boże, przepraszam Cię za wszystko co
napiszę i co zostało już wypowiedziane. Jeśli istniejesz to matko już
przegrałem. Wszystko co robię to grzech, a ja po prostu idę przed siebie
popełniając jedno po drugim. Żyję i krwawię, bo śmiechem tylko można iść do
przodu. Nie obchodzi mnie czy czeka Piekło, czy Niebo. Zbawienie, potępienie,
morderstwo, czy życie wieczne teraz nie istotne jest to dla mnie. Nikt nie wie
gdzie leży prawda, ani co się tak naprawdę dzieje. Jak bardzo w Ciebie wierzę i
pokładam to wszystko co w sobie noszę, to czy Ty sam wierzysz w co stworzyłeś?
Kościół to nie życie i teraz trzymam się od niego z daleka. Nie zbliżam się do
słów Biblii, czy kazania, nie dlatego by kończyć wcześniej albo rozpowiadać na
około jaki to ze mnie ateista. Po prostu nie wierzę w to co mówi gość w
sukience, który obraża to w co wierzę i jak żyję. Pedofil, który powtarza
ciągle, że nie wszyscy są tacy sami. I
my tak żyjemy.
Ludzie. ON
przejął nade mną kontrolę. Wyciągając kolejnego papierosa, czuję, że to co
kiedyś stworzyłem już nie istnieje.
Teraz jest tylko ON i nie potrafi się opanować. Alter Ego, które przejął
kontrolę nad tym co kiedyś istniało. „Nie dasz już sobie rady, wyniszczę Cię” –
mówi do mnie za każdym razem, gdy spojrzę w lustro. Nazwałem go Mark i tak go
wszyscy widzą. Człowiek zupełnie inny od tego co istnieje na co dzień, zajmuje
swoje odpowiednie miejsce. Odbicie, które samo się uśmiecha i pozwala kroczyć
dalej. Kawa w Starbucksie po której obsługa się zastanawia dlaczego ją
oczarował. Kim jest i dlaczego pojawił się tego dnia? Czy wróci, czy zostanie
sam dla siebie. Kłamstwo i próba przejścia ukryta w jednym prostym uśmiechu,
który uwolniono słowem „Piękny”. Mark jest tym kim teraz jestem. Zaciągając się
cieszy się tym co ma. Ciało z zepsutą nogą i głowę, którą może zbić tylko pożądaniem.
To ON decyduje gdzie teraz się udamy i ON mówi, gdzie jest nasz miejsce. Teraz.
Ruszaj.
Zbliżył się
do niej i ugryzł ją w szyje. Znowu zadzwonił. Tak, ON się nie opiera w
odróżnieniu do żałosnego Błażeja. Ona nie ruszyła dalej, ona ciągle stoi w
miejscu i czeka na to co życie przyniesie. Przywitała go z papierosem w ręku.
Gdzie jej rodzice? Daleko stąd, córeczka sama sobie radzi, od 3 roku takie
traktowanie. Zamyka drzwi za sobą. Zbliża się do niej na 90%. Odchodzi i robi
sobie drinka. Napity wpadł do niej już chwilę wcześniej, ale nie boi się
jeszcze dokładać. Ich życie to zawsze była patologia, teraz to tylko jej
kontynuacja. Ona kończy papierosa, a ON chleje aż się zmęczy. Patrzy jak
światło lampy oświetla jej twarz, a za oknem deszcz tworzy klimat zaszczucia. Zbliża się i gryzie ją w szyje. Podrzuca do
góry, a ona obejmuje go nogami. Zrzuca koszulkę, swoją i jego. ON już nie może.
Poniewiera nią i poniewiera sobą. Cali nadzy i poranieni. W patologii i
perwersji zawsze w spotkaniu. Wchodzi w nią z impetem i wkurwiony już nie może.
Dla niej nigdy się nie liczyło, że ma małego, czy że jest Bi. Nigdy nie
próbowała go zmienić, zawsze tylko była i go pieprzyła, a potem znikała.
Dziewczyna marzenia i jedyna szansa na życie, które mogło być normalne.
Wszystko jednak kończy się tak jak zawsze. Jakiś tam stosunek i odejście. Kiedy
znowu do siebie zadzwonią? Nikt nie wie, a ich to nie obchodzi. ON odchodzi i znowu
żałuje. Kim ja do kurwy jestem?
Miłość to
coś czego już nie rozumiem. Żyję w tym świecie i zrezygnowałem z tego. Nie ma
po co żyć w czymś co daje szczęście, ale nie daje przyszłości. Nie czuć się
wolnym i być zmienianym. „Kocham Cię”
nie wystarczyło wbrew temu co mówią tłumy. To nigdy nie wystarcza, bo z drugiej
strony pojawią się proste słowa: „Nie
wiem”, „Może”. Przy „Love” nie ma może. Jest tak albo Nie. I
prawda jest taka, że słyszysz zwykle jedno i tracisz nadzieję. Nie ma prawa już
stać się to co być chciał. Nie dosięgniesz tego co na górze, po prostu
zdychasz. Nie ma wiary, kochanie. Wiem, że się przejmujesz tym co się stało,
ale tak to już jest. Nic się nie odstanie, a my możemy jedynie iść dalej. A dla
mnie dalej to już inaczej.
Zbliżył się
do niego i ugryzł jego szyję. Zmienił to co czuł i zmienił samego siebie.
Zakładając tęczę wiedział, że czas na to żeby zmienić prawdę. Dotknął go i jego
naprężonego ciała i wiedział, gdzie się znalazł. Poznał różnicę między
pożądaniem, a uczuciem. To wszystko tak strasznie go przeraża. Pocałunek,
zbliżenie i seks z dopiskiem „GAY”
sprawia, że wzdryga i nie wie jak. Przyzwyczajony do jednego stanu rzeczy chce
poznać to wszystko czego jeszcze nie poznał. Kochanie zbliżone do innego
wejścia i prezenty o których nikt nic nie wie. To co się stało się nie
odstanie. Zatańczył ostatni taniec i czeka na przewrót. Gdzie ta prawda, gdzie
ten humor i gdzie ten rap? Wszystko zaczęło się mieszać.
Podskoczył i
opamiętał się. Alkohol wyzwala w NIM wszystko co zwykle nie znajduje ujścia.
Kropla wódki pozwala się wkurwić i powiększyć myślenie, kropla piwa daje ból i
niezapomnienie, a whisky kładzie na krześle i po prostu irytuje. Kolejny
papieros w ręce i nadchodząca laska ku jego boku. Nie może już utykać i nie
możesz już padać. Setki mil od niego płacząc za błędy, ON tęskni i nie daje
odejść. Kilometr od niego ktoś kogo chce mieć bliżej, ON jest ciekawy i czuje,
że go potrzebuje. Gdzie leży prawda, a gdzie leży wymysł jego chorej duszy? Kto
to wie. Nawet nie ON i nie wie to Bóg, którego nikt nie poznał. Jedna tylko
jest prawda. ON wrócił i jest gotowy na wszystko. Give It To Me.
Komentarze
Prześlij komentarz