19.03.2014
Budzę się i z łzami w oczach już wiem: właśnie zmieniło się
moje życie. Bijąc ścianę i tłumiąc krzyk widzę spadający za oknem deszcz, który
zawsze zwiastował tylko jedno: obmycie na nowy początek. Znowu czarna bluza,
znowu kaptur i świeże powietrze zakłócone dymem z papierosa. Zaciągnąć się, zdechnąć
i dać się zmoczyć słuchając czyjejś śmierci – to jedyny chrzest jaki mi
odpowiada. 3 papierosy z rana to jak jakaś cudowna odmiana. Cały śmierdzący i
mokry idąc do miejsca w którym sensu widzę zero. Boże jakie to ciekawe uczucie.
Czysta nienawiść zajęła miejsce resztek uczucia, która jeszcze istniały. Nic
nie czuję poza chęcią odejścia. Zostawieniem tego gówna i modlitwą do używek,
żebyś już po prostu nie wracała. Bo tutaj i tak na Ciebie nikt nie czeka.
Chciałem być delikatny, ale to może być już moja ostatnia
szansa. Bo tu zaczyna się nowy rozdział. Bez Ciebie i patologicznego MY. Jestem
ja i wspinam się na wyżyny idąc z jednym tylko celem. Szaleć póki żyję, szaleć
póki mogę. Znaleźć Tą która się ze mną oglądała, odwiedzić Tą którą zawsze
kochałem i pocałować Go, bo to marzenie, które wymaga spełnienia. Zjebałaś
sprawę po całości. Nikt nie ma prawa mnie zmieniać, nikt nie ma prawa mówić, że
to co na siebie włożę mu nie pasuje. A ja głupi ciągle tego chciałem. Walczyć o
nasze patologiczne My. Debil byłem i przepraszam, że myślałem, że coś można, że
miałem nadzieję, że trochę myślenia wszystko zmienia. W sumie jak na to
spojrzeć to zmieniło. Z alkoholem we krwi zmieniając status prowokujesz moje
chęci, ale już mnie to nie interesuje. Wiesz czemu? Bo wygrałem. Sen, seks,
przepowiednię, trawę i wolność – coś czego już nie zaznasz. Nie będę czekał 6 lat,
żeby zobaczyć twoje cycki, tylko obejrzę się za siebie i po prostu wezmę co
moje. Tu mówi ON, bo ja już nie istnieję. Ostatni dech wydał dzisiaj błażej i
niech zdycha w męczarniach, bo jak widać na nic innego nie zasługuje.
Już się nie boję, po prostu nie czuję. Z podniesioną głową,
krzyczę całym swoim ciałem. Kulejąc i paląc czuję się szczęśliwszy niż kiedy
biegłem bez celu. To cudowna lekcja. Dla wszystkich. Nie goń za czymś czego nie
ma, nie wierz w coś czego nie istnienia nie doświadczasz i nie walcz o coś co w
ogóle nie jest tego warte. Słuchaj bliskich, którzy czują i wierz tym, którzy
mówią, że to nie to. Najbardziej samemu sobie. Niech miną lata kiedy znowu
słowo na „M” zagości w moim życiu i w
moich tekstach. Niech wszystko przeminie, a po prostu cieszmy się tym co mamy. Bez
strachu, bez uczucia i z ryzykiem. Pełna świadomość i chęć zmian. Stałem się
czysty brudząc organizm i kartki, ale w końcu jestem wolny. Na każdy możliwy
sposób. Z tęczą na lewej, z papierosem w prawej po prostu idę patrząc w gwiazdy
i uśmiecham się, bo po tylu miesiącach znowu wiem, że gdzieś tam jesteś i też
patrzysz. Kimkolwiek kurwa jesteś kiedyś Cię znajdę. I to jest dobre
podsumowanie.
Bye, bye beautiful.
Komentarze
Prześlij komentarz