RESET - Część II
Przypomniało
jej się jak ostatnio wyznała mu miłość. Ile to minęło już miesięcy? Pół roku od
kiedy ostatnio się dotknęli. Zawsze kochała ich spotkania, ale nie jego. ON był
dla niej i tylko to się liczyło. „A”. Tak ją nazywał, bo wiedział, że ją to
denerwuje. Mały, ale wariot.
Poznali
się na imprezie, jak to w największych historiach zwykle bywa. Czyje to były
urodziny? A kto to pamięta? Alkohol lał się strumieniami, a przerw na fajkę
było więcej niż party samej w sobie.
Zerwała z „chłopakiem” i chciała się po prostu uchlać, ale tak jak ON nie
mogła. Wyszła na zewnątrz i wyciągnęła paczkę. Pustą. Zrobiła kilka kroków i
rozejrzała się, ale na jej nieszczęście nikogo akurat nie było. Odwróciła się i
ON wyszedł na zewnątrz z kilkoma osobami. Zobaczył ją i się uśmiechnął. Włosy
rozwalone, niepewny krok i pusta paczka leżąca na śniegu.
Podszedł i zapytał:
-
Papierosa? – dlaczego w tym słowie kryło się tak wiele.
-
Poproszę.
Wyciągnął
paczkę i wysunął jednego.
-
Tolerujesz mentole?
-
Aktualnie toleruję wszystko. – odpowiedziała z uśmiechem, którego do dziś nie
potrafi rozszyfrować.
- Ciężki
dzień?
-
Ciężkie życie.
Zaczęli
palić i rozmawiać. O życiu, związkach i cytując: „tej jebanej miłości”. Czuła
się przy nim dobrze, bezpiecznie. Pierwszy raz od lat. Nie była pewna, czy to
używki, czy może faktycznie to ktoś wyjątkowy. Poszli na spacer. Zawsze czuła
się mądrzejsza od innych, ale nie przy nim. ON potrafił mówić i myśleć. Tylko
palić nie potrafił.
„Dziewicze
buchy” – tak to określił jego kolega.
Chodzili
tak parę godzin. Nie zwracali uwagi na mróz, czy gasnące latarnie. Żar
papierosa dawał im światło. Postanowili wrócić. 3:45 zawitali z powrotem na
dogasającą imprezę. Znaleźli pusty kąt, wzięli koc i się położyli. Objął ją, a
ona się wtuliła. Wtedy pierwszy raz poczuła, że może spać spokojnie. Odezwał
się po raz ostatni, pocałował ją w czoło i oboje zasnęli. Jak dzieci.
Obudziła
się rano. Popatrzyła jak spał i bała się tego co może być. Wyciągnęła z jego
kieszeni komórkę i wpisała do niej swój numer. Ubrała się i wyszła. Powolnym
krokiem, paląc papierosa, wróciła do domu. Weszła do środka patrząc na brudne
meble. „Gdzie ja żyję?”. Zaparzyła sobie herbaty, włączyła głośno muzykę i
zaczęła sprzątać. Ciągle jednak myślała o nim.
Spotkali
się tylko kilka razy. Pewnego wieczoru ON przyszedł do niej załamany. Wypili
kilka drinków i zaczęli się całować. I wtedy oboje to poczuli. Nic. Pustkę.
Poczuli nicość. Nie było w tym uczucia. Przestali i spojrzeli na siebie. Żądza
była jedynym co ich utrzymywało. Była jego pierwszą. ON był jej trzecim. Jednak
w nim było coś innego. Kochał jej brzuch.
Potrafili
rozmawiać godzinami, całować się gdy nikt nie patrzył i pić po to, żeby
wprowadzić odpowiedni nastrój. Od czasu do czasu do siebie dzwonili i
zapraszali w różne miejsca. Zwykle kończyli w łóżku, bądź na kanapie. Czując
się dobrze, czując się źle zawsze mieli siebie. Aż do pewnego wieczoru.
Obu
spaliły się „związki”. Ona po raz ostatni uwierzyła w miłość, a ON został
zraniony kłamstwem. Oszaleli. Bez alkoholu, bez papierosów, spotkali się w
pewnym mieszkaniu. Bili się, krzyczeli i drapali. Krew łączyła się z potem, a
oni pieprzyli się jak zwierzęta. Do dziś żadne z nich nie rozumie tego co się
stało. Odprowadził ją i pożegnał. Od tamtej pory pisali do siebie zaledwie
razy.
Pewnego
dnia zobaczyła jego status związku. Poczuła się głupio, że sama nie ruszyła
naprzód. Minęły jednak tygodnie zanim coś się zmieniło. Widziała go raz na
mieście z tą dziewczyną. Od razu gdy na nią spojrzała wiedziała, że to nie jest
to. Tylko, że ona nie może mu tego powiedzieć. ON by jej nigdy nie posłuchał.
Zresztą ON słuchał tylko samego siebie. Trzy razy do tej samej rzeki. Nieważne
jak bardzo by się w niej topił.
Poznała piękną
dziewczynę. Całowały się. Coś się w niej zmieniło. Poczuła coś czego wcześniej
nie znała. Teraz powtarza, że w końcu zrozumiała wszystkie opowieści o miłości.
Kochała nie tych co trzeba. Idąc za stereotypami pozbawiała się szczęścia. Są
ze sobą 3 miesiące i „A” nie wyobraża sobie życia z kimś innym.
Usiadła
przy biurku z drinkiem w ręce. Spojrzała na powiadomienia. Mark patrzył na jej
zdjęcie. Kilka godzin wcześniej. Choć sama zmieniła numer, ciągle miała jego.
Trzęsącą się ręką wstukała cyfry na klawiaturze. Wzięła głęboki oddech i
zadzwoniła.
- Halo?
-
Dzisiaj?
- Mark,
nic już nie jest takie same.
- Wiem.
I właśnie w tym jest problem.
- Reset,
tak?
-
Kompletny.
- Za ile
możesz tu być?
-
Godzina. Masz coś do picia?
- Ojciec
zostawił whisky, a ja mam trochę wódki. Dla nas to, aż nadto.
- Do
zobaczenia.
Rozłączyła
się. Wiedziała, że tylko to może mu pomóc. Nie seks, nie ona, ale ponowna
szansa. Tu się rozstaną.
Drugi
krok ukończony.
Komentarze
Prześlij komentarz