Droga
Błyszczący neon, czarne drogi, białe pasy i śmiechy z
daleka. Krocząc prostą drogą, jak w Pamiętniku, skręćmy. Zatańczmy wolny taniec, padnijmy na chłodny asfalt, śmiejąc
się z siebie. Popatrzmy na gwiazdy, jak czasem ładnie błyszczą i jak dla Nas
spadają. Wygłupiajmy się, przewracajmy, w końcu pozwól się podnieść i zanieść.
Właściwie to nieść, aż powiesz dość,
aż zobaczysz że chcę Cię pocałować chcę
przytulić. Nie odchodźmy w inne strony, chyba, że będziemy trzymać się za ręce
i zasypiać Razem.
Nawet nie musieliśmy się starać. Ten dom powstał sam, ten
świat ułożył się w perfekcyjne historie, ten obiad sam się zrobił, smakował tak
dobrze, stoły same się nakryły, zasłony same powiesiły, samochód sam napełnił
bak. Wsiadamy do niego, a on sam jedzie, my spędzamy czas w uścisku miłości, My
całujemy swoje serca. Zobacz, to morze same do Nas przyszło, ten piasek sam się
nagrzał, to słońce ku Nam świeciło, sami znaleźliśmy swoje dłonie, sami
byliśmy. Czasem Razem, czasem obok, czasem w snach, czasem w marzeniach, czasem
tuż za chwilę. Tylko My.
Znaleźć się po drugiej stronie, zobaczyć wszechświat zza
zamkniętego okna. Zapukać i pozwolić się wpuścić. Bijący dom, ciepło, które
skrywa duszę. Otula Cię, otula, nie pozwala odejść. Od chwili, gdy zobaczysz
inne miejsce, od chwili, gdy poczujesz ten oddech wrzucony w Twoje ciało,
zostajesz. Ręce zarzucone na ramiona, ogień który płonie, proch rzucony z
ubiegłej sekundy. Jeden upadek, który prowadzi do powstania, jedno dotknięcie
dna i światło które woła z powierzchni. Wyskoczyć z wody i położyć się
w słońcu. Wziąć głęboki oddech, spojrzeć w Niebo i zrozumieć jedno, raz na
zawsze. Miłość to nie miejsce, miłość to nie chwila, miłość to osoba i to jedno
spojrzenie, które zapomnieniem napełnia.
Podróżujemy przez miejsca, które pragną odnowienia, przez
miasteczka, które upadają, przez budynki, które istnieją tylko by pomieścić
innych. Niektórzy biegną, niektórzy lecą, a inni jadą na rowerze. Dopóki tego
koła nie zakopią się w piasku. Porzucając grata na drodze, spoglądamy na coś co
kiedyś można by nazwać domem. Ja. Zamykam oczy, śmieję się i zaciągam nosem.
Odrzucam kilka desek, poprawiam ścianę, która niedługo może się przewrócić,
wywalam kilka niepotrzebnych rzeczy i w końcu dostaję się na drugą stronę. Na
plażę, która ma kilkanaście kroków.
Zrzucam buty i czuję wodę. Odwracam się, spoglądam na wrak przyszłości i
padam. Czasem docieramy do miejsc, które zasługują tylko na odnowę, czasem
historia pisze się sama.
Podczas kolejnej nocy, ściskamy oddalone dłonie. Tulimy
oddalone ramiona, całujemy usta. W noce takie jak te, marzymy. Nadchodzi
jeszcze jeden taniec, jeszcze jeden dotyk, jeszcze jedna chwila, która znowu da
Nam szczęście. Pragnienie spełnione.
Jedna droga wypełniona jasnymi światłami i palce, które nie potrafią się
puścić. Chwila spędzona w miejscu zwanym
Naszym i ostatnie spojrzenie na gwiazdy. Twoje spojrzenie. Moje zawsze
spoczywa na Tobie. Odjeżdżamy, by kilkanaście metrów się zatrzymać. Ostatni raz ścisnąć, ostatni raz pocałować.
Widzę jak zamykasz za sobą drzwi samochodu, a potem wysyłasz mi to ostatnie
spojrzenie i znikasz. Tej jednej nocy,
przy jednym akapicie, słuchałem czterech piosenek. Dzisiejszej nocy, myśląc o
Nas, o tych chwilach, gdy nic innego nie istniało. Wysyłamy ostatnie
wiadomości, wyznajemy coś najpiękniejszego i kładziemy się Razem. A ja tak,
zakopany w kołdrze i marzeniach myślę tylko o jednym. Uśmiechnij się teraz i
uśmiechnij się jak się obudzisz. A wtedy wszystko będzie na swoim miejscu.
Komentarze
Prześlij komentarz