Słowo przy Albumie - The AfterLove (200)
Witam w moim 200 tekście. Zmiana nazwy cyklu,
który będzie się pojawiał co jakiś czas, gdy płyta wpadnie w ucho. Jako, że i
tak każdy tekst to Akapit-Piosenka, to zostanie Słowem przy Albumie.
Dzisiaj najnowszy album Jamesa Blunt’a The
Afterlove w wersji rozszerzonej,
który gorąco polecam. Miłego czytania i dnia, bądź nocy.
Love Me Better
Znowu przy mnie odzywa się ten głos. Zabieram się za kolejny
krok i staram się patrzeć tylko przed siebie. Niektóre chwile zostają z nami na
zawsze, pewnych zdań i decyzji już nie zmienimy. Okazje, które skojarzą się z
jednym, teraz będę ostrożny. Teraz będę już tylko szczery, teraz nie zmarnuję
już tej chwili, nie pozostawię czegoś w powietrzu. Nie skryję już swoich
najpiękniejszych prawd, nie ukryję swojego świata. Teraz wiem, że wybiorę łzy
ponad nieświadomość, wybiorę uśmiech ponad niewypowiedzenie słowa. Płyta
zaczyna grać, a ja odjeżdżam.
Bartender
Na miejscu widzę jak wszystko się zmieniło, to samo miejsce,
a znów wygląda inaczej. Siadam i rozmawiam, znowu rozbawiam, a jednak wszystko
jest inne. Dostaję do ręki tę samą butelkę, na kartce zapisane jest kolejne
słowo, a jednak wszystko jest inne. Siadam w tych samych miejscach, czekam
patrząc na telefon i wspominam chwilę, które spędziłem tu z całymi tłumami. Jak
to wszystko się zmieniło, a te chwile nigdy. Przychodzi przyjaciel, siada
naprzeciwko i rozmawiamy godzinami, podejmując decyzję co dalej. Na około krążą
ludzie, czasem mówimy kilka słów, innym razem zapraszamy jeszcze kogoś. W
tamtym stoliku podjąłem decyzję by dwa życia poszły w odmienną stronę, w tamtym
pierwszy raz zrozumiałem jak to jest umierać w środku, tamtego już nawet nie ma,
w tamtym siedziałem z jakimś pojebem,
który nazywał się mafiosem, w tamtym… Każdy metr to mała legenda, a ten w
którym spędziłem najwięcej czasu, tuż przed wszystkim i wszystkimi, tam
powiedziałem najwięcej i tam zawsze mogłem się zjawić. Teraz zostawiam tu kilka
złoty i ruszam dalej. Bo co kiedyś było wyjściem, teraz jest tylko przerwą.
Lose My Number
W oddali znów spoglądam na telefon. Mhm. Kartkuję wirtualnym światem, potykam się, klnę, obracam się i
widzę jak w oddali idą ci, których niegdyś znałem. Gdybym jeszcze potrafił
zapalić, och rzuciłbym połową fajki w ich stronę, wydmuchując dym. Teraz
odwracam się i tylko śmieję. Przechodzą obok budynku, który w moich oczach jest
mną, przystankiem, który musiał być. Znowu się śmieję. Kasuję z kontaktów wiele
dawnych, ze znajomych tych, którzy pozostali bez słowa, ograniczam widoczność i
robię zdjęcie jak siedzę na ławce w której pierwszy raz zobaczyłem kłamstwo.
Ile jeszcze razy zobaczę coś czego nie powinienem? Przeczucie, wyczucie,
realizacja, teraz wiem, żeby sobie ufać. Czy to już czas do domu? Taxi. Jeszcze nie.
Don’t Give Me Those
Eyes
Wyjrzałem przez okno i kazałem się zatrzymać. W końcu i on
odjechał. Teraz patrzę na księżyc i pierwszy raz śpiewam. Ściągam z siebie całą
górę i wykrzykuję, gdy po policzku spływa mi łza. Czuję, że to już teraz,
czuję, że to właśnie ten moment, jezu jeśli to prawda, rany co to się stanie,
co się teraz wydarzy. Robię krok, obracam się w locie i spadam. Nie wiem czy do
wody, czy na klif, czy na piach. Czuję, że lecę i… Jestem na Arenie. Rozglądam
się wokół, scena sprzed trzech lat przesunęła się na teraz. Stoję między
wszystkim i wszystkimi. Trzymamy świece, zapalniczki i telefony. W chórze
równamy się z tym, który zajął wymarzone miejsce. Rozglądam się wkoło, jest tak
dziwnie, wszystkich znam, wszystkich kojarzę, słowa też wydają się znajome.
Patrzę na monitor, widzę jak wylewa się uczucie, sam ronię tyle łez. Zaczynam
biec, wszyscy stoją z boku i głośno śpiewają, błagam pozwólcie mi przejść.
Wspinam się po schodach, podchodzę do niego, podchodzę do mikrofonu. Wszystko
się rozpływa, zmienia się scena, zmieniają się dekoracje, instrumenty,
zmieniamy się. Łapię statyw, zbliżam go ku sobie. Tracę głos, a cały świat
naraz śpiewa. Teraz nie ma już drogi odwrotu. Nie ma już tego spojrzenia, teraz
oprę się już wszystkiemu, mam już nawet scenę numero uno. A to… to wszystko dopiero początek. Odlatuję znowu ku
górze, zaśpiewajmy jeszcze raz te słowa. Bądźmy tam jeszcze tysiąc razy,
nareszcie spełnią się wszystkich marzenia. Znowu patrzę na księżyc. On też
zostaje taki sam.
Someone Singing Along
Nie ma potrzeby dostosować się do rytmu świata, który i tak
czasem głupieje. Zrobimy jeden krok, a oni już cofnęli się o tysiąc, och, mówię
o latach wprzód, gdy patrzę, że nawet następny dzień nie mógł pójść tą samą
wizją. Słyszę zamykane drzwi, które brzmią jak następne tygodnie żegnania. W
tle brzmią ciche głosy, nawet jeśli mówią prawdę, to tylko paple. Nie mogę się
dostosować do rytmu istnienia, zawsze myślę za blisko albo za daleko, i choć
widzę za dużo, wyczuwam i to co prawdziwe. Teraz czyjeś łzy zamieniają się w
uśmiech, kilka chwil może zmienić całe życie, czasem wystarczy nie, by odjechać
z nadchodzącym szczęściem, czas trzeba zniszczyć wszystko, żeby wszystko
wiedzieć. Nie ma potrzeby dostosowywać się do rytmu, który i tak nie będzie w
naszej tonacji.
California
Ja już chyba nigdy nie dotrę do domu. W połowie drogi busem,
obudziłem się wstrząsem. No tak. Wysiadłem w pobliżu lotniska. Wziąłem głęboki
oddech wypełniony ciepłem. Nie zostało już z tyłu nic dla mnie. Choć patrzę i
wiem, wiem, że są takie wątki, są takie chwile, że wystarczyłoby tylko słowo.
Powiedz, a nie wsiądę, powiedz, a zostanę. Czy mnie coś zatrzyma, czy wylecę,
może to tylko delegacja, a może znikam już na zawsze, słowa zostawię w krótkim
liście. Potem przeskoczę i przejdę przez kolejne lotnisko i wyjdę na drugim
końcu. Poczuję słońce, poczuję inny świat. Tutaj nikt mnie nie zna, a tutaj
można poznać, tutaj mogę się dowiedzieć. Wyciągnę telefon, złapię Wi-Fi,
zobaczę tych, którzy nie mieli nawet prawa znać prawdy, potem tych, którzy
wiedzieli i dawali dobre rady, napiszę kilka słów i wyrzucę go do śmieci.
Zakręcę się wkoło i pobiegnę w stronę morza. Siedząc na plaży, przerzucając
piasek, ucieszę się z prostej chwili, szczęśliwy człowiek, zamknięty w piosence
na pętli, czy zostać, czy odpłynąć.
Make Me Better
Za mną otwarły się drzwi i ktoś zawołał. Wstałem, otrzepałem
piasek i podszedłem. Weszliśmy razem do pięknego domku, na stole czekał ciepły
posiłek. Wokół usiadły trzy osóbki, obok przysiadł pies, złapaliśmy się za dłonie,
a potem wspólnie jedliśmy. Co chwilę spoglądałem, podziwiałem, nie wiedziałem,
czy to nazajutrz czy dwie dekady wprzód, zawsze byłym zaskoczony. W tych
kwestiach dla mnie nie mija dzień, w tych kwestiach dla mnie przyzwyczajanie
nie istnieje, nawet gdy ktoś w to nie wierzy. Sam witam się w opowiadaniu,
które nazywam się marzeniem, na które stawiam zakład z prawdziwym tytułem. Mój
talerz staje się pusty, jeszcze raz łapię Cię za dłoń i choć widzę jak wszystko
zanika, a ja powoli na nowo otwieram oczy, to i tak wiem.
Time Of Our Lives
Odrzucam piasek, który położyłem na nogach. Staram się
podnieść i za pierwszym razem się wywracam. Za mało odgrzebałem. Poprawiam,
wstaję i podchodzę do wody. Czuję jak wieje wiatr, czuję bryzę i cały świat,
który próbuje mnie porwać. Uklękam i kładę dłoń tam gdzie kończy się fala.
Chciałbym odpłynąć wraz z przypływem, chciałbym zobaczyć każdą chwilę, która da
mi jeszcze kroplę nadziei. Spojrzałem w prawo, pewien mężczyzna położył na
swojej małej łajbie znak Na Sprzedaż,
jestem tani, głupi. Podbiegłem i zapłaciłem za dużo, nie wiedząc nic.
Podniosłem małą kotwicę, i zacząłem odpływać od brzegu. Obejrzałem się jeszcze
raz i na tym zostałem.
Heartbeat
Chciałem by wiatr rozwiewał mi włosy, ale wszystkie ściąłem.
Chciałem by we wszystkim istniał sens, ale potem ktoś inny powiedział kilka
słów i rozjebało się wszystko. Hej, czasem błogosławieństwo jest przekleństwem.
Szczególnie, gdy patrzy się na nie gdzieś z boku, gdzieś z daleka, gdzieś w
konwersacji. Dlaczego te myśli towarzyszą mi, gdy tu dryfuję? Po co budować
idealne życie, idealny świat, gdy wiesz że najlepsze chwile dzieją się poza
twoim zasięgiem, posłuchaj mojego głosu, ukryty, zakryty, daleki. Czuję się jak
pionek w szachach. Kroczyłem po każdym polu, udało mi się przetrwać wszystko i
gdy znalazłem się zaraz przed końcem,
ktoś mnie przekroczył. I zrobił to z taką radością. To musiał być król albo
królowa. Może razem, przeskoczyli głupotę, która tak naprawdę jest niczym, jest
tylko jednym ruchem gdzieś daleko. Wiatr kurewsko bije mi w żagle, uderza we
mnie, kładę się i czekam, aż przeminie. Całą łajbą trzęsie, staram się oddychać
głęboko. Kto to wyciągnął zawleczkę na moim życiu i nie spodziewał się, że to
wszystko wybuchnie? Jak to można zamknąć drzwi i zdziwić się, że w następnych
zmieniono zamek? Tracę przytomność. Już, nie potrafię, ten sztorm, dobrze w
złym zrobiłem. On już powiedział wszystko. Opiekuj
się, mnie nikt już nie zapamięta. Niech to już nawet kurwa rozbije o
największe skały, tego już i tak nikt nie spamięta.
Paradise
Ocknąłem się. Próbuję wstać. Rozbity. Rozglądam się. Mała
wysepka. Wyskakuję. Gdzieś, a jednak na niczym. Wołam, ale nie słyszę
odpowiedzi, przede mną plaża i kilka drzew. Próbuję przejść na jakąkolwiek
drugą stronę, wstrzymują mnie gałęzie, zarośla, wstrzymuje mnie wszystko, w
oddali widzę słońce, przepycham się jeszcze mocniej, przebijam się na drugą
stronę. Tutaj jest wszystko. Widzę ludzi rozłożonych wokół, wszyscy się radują,
gdy powoli na horyzoncie zanika światło. Przyzwyczajeni do tej zwyczajnej
zmiany po prostu balują dalej. Zbliżam się, siadam na wydmie i szukam jednego
widoku, który mógłby pokazać mi sens. Podchodzi do mnie grupka i ciągnie mnie
ku sobie. Wiedz, wiedz, wiedz, my mówimy
ci. Słucham i staram się zrozumieć. Cali
my w tym małym miejscu, tacy zwykli, po prostu idealni. Podają mi drink,
podają mi coś do jedzenia. Tańcz
przyjacielu, śpiewaj przyjacielu. Ruszam się w ich rytmie. Niech przepełni cię uczucie, niech zaginie
stare, spojrzysz w moje oczy i zrozumiesz, że to istnieje już tylko chwila od
tych zamkniętych drzwi. Kończę jeść, wypijam do dna, odkładam szklankę,
rozpinam kilka guzików i kroczę przed siebie. Zamknij oczy, poczuj rytm. Krążę wokół wszystkich. Kręcę się w miejscu
tylu różnych światów. Śpiewaj.
Otwieram usta, kilka słów wylatuje. Jesteś
tak blisko. Znów unoszę się ku górze. Znów odlatuję.
Courtney’s Song
Widzę jak świece oświetlają cały pokój. Widzę zdjęcia na
półce. Widzę prezenty, które podarował sobie świat. Widzę to tak z boku.
Weneckie Lustro na wszystko co stracone. Zamyka się. Jeśli kiedykolwiek miałem
myśli i się bałem, teraz widzę to z tamtych oczu, z boku. Co jeśli wszystko
miałoby skończyć się po tym spotkaniu? Raz tak było. Dla mnie wszystko było w
porządku, ale już w drodze poczułem jak uścisk ustępuje, zjeżdżając spojrzałem
przed siebie, chwilę potem usłyszałem kilka słów, który powoli decydowały o
wszystkim. Spojrzałem w Twoją stronę, powiedziałem coś co nie sądziłem, że może
się stać i przestałem patrzeć. Wysiadłaś, zamknęłaś te drzwi i już nigdy nie
wróciłaś. Pożegnaliśmy wszystko co nastąpiło, tej osoby już nigdy spotkałem, zamknięty
obraz w zdjęciach i w kilku łzach. Odpycham się od ścian mojego pokoju.
Odpycham się od swojego świata.
2005
Znowu ocknąłem się gdzieś w drodze. Skojarzyłem kilka wersów
i brzmień. Pamiętałem rocznicę sprzed ośmiu lat. Przejeżdżałem tymi samymi
ścieżkami. Wtedy myślałem o akapicie, który pisałbym z dwoma słowami
wyznającymi najpiękniejsze uczucia, ale to już nie może się pojawić. Pierwsze
chwile, które zostały spędzone na drugim końcu tego miejsca. Wiele było takich
pięknych, wszystko znikło. I choć po wielu latach mogliśmy sobie pomóc
uśmiechem, tak wiem, że nawet po kilku słowach to już nigdy nie wróci, ta płyta
jest już połamana i jest mi tak przykro, gdy pomyślę, że coś musiało się
zmienić. Ile wydarzyło się od tej pory, ile przeszło uczuć, zranień, ile
pomyłek, prób i wariactw, a wszystko tylko by wiedzieć o teraz, wszystko by
zmądrzeć. Nawet najpiękniejsze chwile uczą i choć łapię opuszkami stają się
tylko nimi. Nie chcemy opuszczać tego co w sekundzie było idealne. Siedząc
naprzeciwko skrywam prawdę, zmienia się historia następnych lat. Gdy zamykają
się drzwi, nie wołam, że się nie zgadzam i chcę byśmy żyli normalnie. Znowu
zatrzymałem to w sobie. A potem razem z kulą, toczę się z góry i rozbijam na
ścianie, pierwszy raz swoimi słowami. Teraz siedzę, piszę, wszystko puszczone
żartem.
Over
Dojechałem na koślawej drodze do swojego bloku. Zabrałem
plecak, wpisałem kod i wskoczyłem kilka pięter w górę. Przywitałem wszystkich,
złapałem kanapkę, usiadłem przed monitorem i zacząłem pisać. Dłonie krążą po
klawiaturze i piszą kolejne wywody, prawdy, sekrety i uczucia. Angielski język
ma tak ładne słowa, my czasem za bardzo rozwijajmy. Heartbreak to jeden prosty sekret, który może poznać każdy. A
wszystko inne po tym jest słodką tajemnicą. Co, jak, gdzie, kiedy, wszystko co
widzę to pierwsza nuta utworu, który usłyszałem siedząc na drewnianym brązowym
krześle i wiem, że mój wybór i tak był bez znaczenia. Nadstawiam ramiona i
dwójka wspina się dalej, a ja puszczam i spadam na dół. Nie macham już
ramionami, nie wołam w stronę światła, skoro taki był wybór, takim pozostanie,
już na zawsze, jak wtedy nie zmienię niczego, dalej nie zasługuję na wybór, na
decyzję, na prawdę, na szansę. Ostatni taniec, które odbył się przy świetle
świec z obietnicą, która już nigdy się spełni.
Staram się postawić ostatnią kropkę, ale to nie może pozostać na złej
myśli.
Jeszcze raz i ostatni tutaj Don’t Give Me Those Eyes
Ekhem. Rzuciłem głową na różne strony. Obudziłem się. Nie
wiem czy znowu, czy tak naprawdę po raz pierwszy. Znowu zacząłem się śmiać.
Spojrzałem na zegarek, było tak wcześnie, a jednak tak odpowiednio. Rozerwałem
górę pidżamy i zawołałem kilka słów. Cały świat zbliżał się by mnie zgnieść.
Udusiłem się we śnie, pozostałem głupcem na jawie. Wyskoczyłem w cały świat i
wziąłem oddech. Spojrzałem w lewo i naprawdę się uśmiechnąłem, gdy usłyszałem o
tych samych nutach. Teraz tańczę w swoim zakątku, śpiewając inne hymny. W innym
życiu dałbym wszystko by zawrócić czas, w tym wiem, że wszystko już umarło.
Czuję w sobie dawne pytania, dawne zwątpienia, ale to się zamyka, a potem łapie
mnie coś innego. Coś czego jeszcze nie znałem. Nie pozwalam, by porwało mnie to
co kiedyś, nie wierzę już w to samo uczucie, nie wierzę w sprawdzenie,
uspokojenie. Pozostała ta jedna chwila, gdy ktoś może się uśmiechnąć, gdy komuś
cały świat zmienia się na lepsze. Ja uderzam jeszcze raz, zdobywając kolejny
punkt, a potem patrzę na wszystko co otacza. Nawet jeśli chciałbym zmienić
wszystko, jestem tylko człowiekiem. Zawaliło się wszystko i odbudował się cały
świat, poza tym, który dla mnie jest najważniejszym procentem. Ginę w tym i
ginę w wspomnieniach. Nie mam pojęcia kto się pojawi, teraz tworzę, bo nic
innego mi nie pozostaje. Umieram, przy dźwięku tych samych zamykanych drzwi.
Wiedziałem, że wtedy to był koniec. Jakże dobrze/źle/bittersweet było się nie mylić. Teraz śpiewam chórem wersy świata i
te które próbuję dopiero napisać. Staram się nie patrzeć w oczy
przeszłości, wiem, że nie wygram, nie
łapcie mnie. Więcej słów niż starałem się napisać przez większość tego czasu.
Ucięło się wszystko, wszystko zaginęło, nawet inni uronili za mnie kilka łez,
jestem tu by coś zmienić. Złamcie ten stopień i zniszczcie mnie po raz ostatni.
Przetrwałem to wszystko, przetrwam i to. Nawet jeśli teraz boli, bo zrozumiałem
co to znaczyć kochać, nawet jeśli teraz, bo wiem co to miłość. Czas zaśpiewać z
chórem, nie odmówię, stoimy tam razem, wszystko jest idealne, bo znika właśnie
w tej chwili, jesteśmy jednością. Nie widać żadnego z czasów, nawet jeśli
płynie łza. Chciałbym jeszcze kiedyś to powiedzieć, ale nie potrafię. Nie patrz
tak na mnie, wiesz, że i tak się nie
oprę. Szczerze. Zawsze. Przegrałem. Wygrałem. Kochałem. Zostałem.
Komentarze
Prześlij komentarz