24-Ty Cykl




Złapmy się za dłonie i podejdźmy razem ku krawędzi. Spójrz na ten piękny widok, jak cały świat stoi przed tobą otworem, nie ma niczego ani nikogo, co mogłoby cię zatrzymać. Nawet jeśli jestem tuż obok, nawet jeśli w pełnym uczuciu trwa chwila, nic cię nie powstrzyma. W doskonałym planie nie ma miejsca na takie sprawy, nie ma czasu na długie godziny.

Spójrz na ten piękny widok. Czyż to nie jest idealne? Zabronili patrzeć nawet oknom, zakryli lustra, a jednak ten widok świeci swoją perfekcją. A teraz popatrz na mnie, teraz w końcu się odwróć, otwórz usta i powiedz jakąkolwiek ilość słów, te dwa znane spal, jak wszystko inne. Och. Pustka, cisza, nie ma mnie, nie ma ciała, które możesz znowu zrzucić z takiej wysokości.



Kolejna noc już nadchodzi. Może gubię się w chwili, w momencie i w sekrecie, który złożyłem własnym, małym palcom. Przyszło mi odliczać, nawet do planu Z, nawet do pierwszej sekundy, gdy znowu poczuję jak bije serce, jak powstaje oddech, jak razem nauczymy się prostych chwil, jak skorzystamy z gwiazd, które błyszczą na suficie.

Przepraszam, ale muszę się ukryć, Przymknę wieko czarnej trumienki i będę próbował zamknąć oczy. Już nic nie powiem, już nie będę się starał, nie chcę zajmować za dużo czasu i budować chęci na świat, który dawno wybuchnął. Pójdę swoją drogą, zamknę się w ośmiu godzinach, a potem w wielu słowach, stanę się piórem i klawiaturą. Razem zapiszemy jedno słowo, to idealne na teraz. To w moją stronę, to dla mnie.

Żegnaj.



Mam do ciebie kilka próśb. Takie drobne, takie malutkie, wiem, że pozostaną niespełnione, spokojnie, będę dalej się uśmiechał, wciskając ołówek między policzki. Mógłbym bić godzinami w działający mikrofon, a i tak żadne słowo nie przebiłoby się na drugą stronę. Nie ma szans na lepszy moment, teraz jest tylko w tej sekundzie. Błagam, zapomnijmy na chwilę, że Ziemia się kręci i że tak samo dzieje się w naszych głowach.



A ja już wiem, że zgłupiałem, ja już wiem, że umarłem.

Wiem, że w żadnym pokoju nie zajmuję miejsca, nie ma półki, nie ma głowy, gdzie mogę znaleźć swój mały kąt.

Za każdym razem godziłem się z wszystkim, godziłem się ze wszystkimi, z schowaną głową w worku, pozwalałem na każdy sekret, i nawet na to by odwracać najpiękniejsze uczucie. Nie mogę dalej kryć się z tym, że żyję, że istnieję i chcę lecieć ku górze. Nie pozwalam sobie nawet tak myśleć.

Zamykam się w chwilowym połączeniu, oddycham westchnięciem, zabieram się za kolejny łyk i nie potrafiąc się żegnać, zrzucam starą skórę, wyłączam wszystko i przymykam oczy. Chcę po tej stronie zostać jak najdłużej, podarować sobie wiarę i mały uśmiech. Na moment uwierzyć i nie wracać do Jutra.

Nie potrafię się żegnać, nie mogę przeciągać, nie potrafię, witam w nowym dniu, 24 godziny kolejnego cyklu nieskończonych szans.

Komentarze

Popularne posty