Kciuk wyciągnięty w Górę lub w Dół
W jednej podróży, musimy nareszcie spotkać się na końcu. Nie
mamy już sił, resztkami szepczemy. Wyznajemy prawdy, spowiadamy się z tego co
się udało, nareszcie żyjemy wolno i idziemy w swoje strony. Pozwól mi zerwać
wszystkie kajdany, a sobie odejść na drugi koniec, pozwól mi szaleć, a sobie
odpocząć. Cały świat krążył, by zapewnić nas w dobrych decyzjach. Tłumy mogą
mówić jak bardzo się mylimy, ale wiemy lepiej, wiemy, że trzeba próbować,
wiemy, że trzeba biec. Choćby wszystko się waliło, a nam zabrano każdy grosz.
Choćby nas zniszczono i powalono. Musimy wstać, musimy iść, musimy znaleźć się
po drugiej stronie pięknego lustra. Obrócili nasz wszechświat, próbowali na nim
grać, ale to nasz instrument. Nasza melodia, nasz taniec, pozwól mi rozwinąć
każdy punkt, nareszcie zalepimy wszystkie dziury. Najwyższy czas skończyć mękę,
choć płacząc, najwyższy czas próbować, śmiejąc się ironicznie. Nawet jeśli już
nam nie wychodzi, to dalej idziemy, dalej walczymy, dalej żyjemy. My.
Ktokolwiek. My.
Na pewną chwilę muszę się rozbudzić jak wcześniej. Czas
otworzyć oczy i przywalić głową w ścianę. Opamiętaj się, zapamiętaj, a potem
uspokój. Zwolnij na moment, weź oddech. To nadejdzie, poczujesz uderzenie,
padniesz na ziemię, znowu to samo, na nowo brak sił, na nowo brak nadziei, na
nowo nie wiadomo co myśleć, choć trzeba przesuwać się dalej. A teraz zostaje
tylko strach. Pojawia się znów, ukazuje najbrzydsze twarze, one krążą w milczeniu,
a później wypełniają się słowem, którego znaczenia sam się boję. Nie rozumiem
już myśli, które zostają mi przekazane, nie wiem gdzie szczerość, a gdzie
odmowa. Nie mam zapewnienia, nie mogą zadać pytań, cokolwiek się wydarzy,
zrobię to źle, nie ma zdania, które naprawi. Tak mnie zbudowali, tak nauczyli,
tak dobili, teraz nie mam już dobrych opcji, nieważne jak bardzo się staram, w
końcu ktoś musi powiedzieć, że się mylę. W mojej wierze, w mojej próbie, choć
idę dalej, to ciągle się boję. Nie ma znikąd ukojenia, nie ma uciszenia, jestem
tylko ja i nowa próba.
Pozostanę bez wyobrażeń, zamknę się w teraźniejszości, nawet
jeśli znów nie istnieje. Nie będę wspominał przeszłości, nawet jeśli prawdę
mówi. Złożę ręce, choć nie wierzę, wypowiem konkretne słowa, nawet jeśli nikt
ich nie słucha. Czekam, aż choć raz zawibruje telefon, może zielone światełko
da mi sekundę nadziei, potem kładę się i wiem, że po raz kolejny się mylę.
Następnego dnia skreślam pole z kalendarza i uśmiecham się do lustra. Znam dni,
godziny i minuty, tak działa moja głowa i moje serce. Nawet jeśli boli, nawet
jeśli ostrzega i wywołuje niekontrolowane łzy, zawsze czeka. Chce pozostać i chce
bić, wierzy w każde słowo i oczekuje na obiecane. A potem gaśnie, zasypia i nie
wie, czy się budzić.
Chciałbym kiedyś napisać siebie jako głównego bohatera.
Takiego, który nie patrzy z boku, nie musi obserwować, wątpić i szukać. Taki,
który siedzi i jest pewny siebie. Widzi jakim jest świat i jak go przyjmuje.
Chciałbym być kiedyś głównym bohaterem swojego życia, a drugoplanowym czyjejś
historii. Spróbowałbym dołączyć do Twojej powieści, staram się podpisać na którejkolwiek
stronie, ale za szybko zostają zamknięte. Może jedna kreska na prologu, a może
w epilogu, może tylko w jednym rozdziale, gdziekolwiek, daj mi jedną linię na
okładce. Schowane pod łóżkiem, zakopane pod ziemią. Chciałbym być głównym
bohaterem swojego oddechu i nie tylko żyć historiami. Chciałbym być głównym bohaterem
i żyć. Chciałbym żyć.
Poczekam na ostatni znak. Kciuk wyciągnięty w górę lub w
dół. Nie znam żadnej wersji. Wolę nie wiedzieć, wolę nieświadomość od złego,
wolę uśmiech skrapiany solą. Siądę w znanym dla siebie miejscu i spojrzę na
pędzący świat. Wiem, że nikt nie dołączy, wiem, że nikt nie położy dłoni na
ramieniu, wiem, że będę tu sam. Przynajmniej pamiętając. Doświadczyłem Słońca w
bliskości, teraz zaznaję deszczu daleko, nie wiedząc, czy istnieje cokolwiek
innego. Czekam na jeden oddech, który wywoła nadzieję, wątpiąc w jego istnienie,
spoglądam na uśmiech. Jeśli istnieje najmniejsza szansa, jeśli to żyje, jeśli
zmienia, czekam.
Komentarze
Prześlij komentarz