Słowo Przy Albumie - Nowy Oddech
Całość tekstu napisana do albumu „Wild Ones” autorstwa Kip’a Moore’a.
Szczerze polecam.
Z dedykacją dla mojej Angel.
Wild Ones
Wena, koleżanka, przyjaciółka,
pojawia się i znika. Tak często mnie unika. Chowa się w kącie i blokuje, nie
słyszy krzyków, ani próśb, ona dobrze się bawi. Odcina od pasji, zamyka
wszystkie drogi, nie pozwala się cieszyć. Brakuje nawet najprostszych słów,
daje godziny patrzenia na pustą kartkę i ekran, przełączany długopis i podpiętą
klawiaturę. Odbiera przyjemność z dzielenia i malowania, ta mała kapryśna Wena.
Później wraca. Wszystko odmienia.
Nigdy sama, nigdy bez powodu. Z uśmiechem chowa się za sercem i delikatnie
wychyla główkę. Wyciągnęła rączki do prawdziwego Anioła, sama zyskuje skrzydła.
Teraz lata koło ucha i ciągle szepcze nowe pomysły. Łapie za ręce i kieruje ku
tworzeniu, pokazuje zdjęcia, które przynoszą radość. Siada na krzesełku i
opowiada.
Come and
Get It
Budzę się do nowego życia.
Brakuje ciężkich nocy i koszmarów. Kładę się i zasypiam w chwili, nie myślę o milionach
nieistotnych spraw, a myślę o Jednej, która ma całe znaczenie. Nie widzę
tysięcy wyjść, a widzę miejsca, które warto odwiedzić. Zamiast strachu, widzę
chęci, zamiast pytań, stawiam odpowiedzi. Chcę wstać i żyć kolejnym dniem, chcę
wyjść i zobaczyć świat, chcę by czas płynął tak szybko jak to możliwe, dopóki
Cię nie zobaczę, później niech zwolni, a chwila niech trwa wiecznie. Teraz chcę
próbować i walczyć za dwóch. Już nie umieram w pojedynkę, a żyję dla dwojga.
Girl of the
Summer
Przyszedł gorąc, druga ulubiona
pora roku. Koszule stają się za ciepłe, nie wiadomo kiedy brać parasol, ani
która noc będzie chłodniejsza. Spoglądamy na Słońce, czekając na Księżyc.
Spływa pot, nie da się oddychać, brakuje morza, brakuje plaży. I w jednej
sekundzie, gdy wydaje się, że już nie wytrzymam, zjawia się ta osoba.
Nieistotne, czy pali Nas Słońce, czy zalewa woda, śmiejemy się i biegniemy. W
chwili prawdziwy oddech wraca, choć Ona szybko go zabiera. Z tą Dziewczyną
warto zmienić ubrania, warto wszystkie zrzucić, z Nią można wszystko. Przyszła
w najcięższych chwilach, by zaczarować każdą następną.
Magic
Cały świat stanął w miejscu.
Iluzja staje się czystą magią, nie ma już sztuczek, nie potrzeba dowodów i nie
ma zwątpienia. Wszyscy patrzą i podziwiają, jak to jest, że to wszystko dzieje
się naprawdę. Osoba jednym ruchem dłoni czaruje drugą, małe skinienie i
wszystko słucha. Fajerwerki strzelają przy każdym pocałunku, Ona sprawia, że
zło znika. Obrotem napełnia serce i koloruje dusze. Artystka ideału, Dama
szybkiego kroku, Królowa mojego państwa. Hojna degustatorka, Zwariowana
Czarodziejka, za Nią nie nadąża nikt, a próbuję cały czas. Warto było wkroczyć
na kolorową ścieżkę, na końcu nie było kociołka, ale prawdziwy Skarb. Teraz Ona
tańczy, a świat dalej stoi w miejscu.
Czysta Magia.
That Was Us
Zacząłem wspominać dawne lata.
Chwile w których robiliśmy wszystkie głupstwa. Czasy, gdy kara Rodziców była
końcem świata, a brak oglądania telewizji przywoływał łzy. Nikt nie myślał o tym
co dalej, a wszyscy narzekali. Tamte chwile, gdzie krzyczeli na nas za
rozmawianie i przeszkadzanie, gdzie pani z polskiego śmiała się z mojego
głupiego żartu i powiedziała, że mam pisać dalej. Nie chciałem słuchać, dopóki
nie powiedziała tego następna. W tych czasach, rozmawiając po angielsku,
zaczynałem wierzyć, że gdzieś tam i dla mnie jest szansa. I tak, jestem tu.
Lipstick
Wibruje telefon. Choćby nie wiem
co, spojrzę, popatrzę, och znów się uśmiechnę. Jak na jednym zdjęciu można
zobaczyć taką perfekcję, przecież to niewiarygodne. Wiesz, że tęsknię i
odliczam. Niech nadejdzie chwila, gdy znów pocałuję te usta.
Wibruje telefon, choćby nie wiem
co, muszę zobaczyć co teraz mi opowiesz. Znowu się śmiejemy, znowu cieszymy. Na
czterech dłoniach powoli liczymy. Niech nadejdzie ten dzień, gdy poczuję Twoją
szminkę.
Wibruje telefon, choćby nie wiem
co, przyśpiesza moje serce. W sekundzie zmieniasz każde uczucie na dobre,
wszystkie marzenia na jedno. Jak to się dzieje, że chcę wszystko i nie boję się
niczego. Teraz mój dzień wypełniony jest pragnieniem, chęcią by znów zobaczyć
jak tworzy się radość, poczuć jak się uwielbiamy i to, jak usta mogą idealnie
do siebie pasować.
What Ya Got On Tonight
Uwielbiam noce. Spojrzenie skierowane w
stronę gwiazd. Wskazujemy te które spadają, myślimy o marzeniach. Składamy
życzenia, a tak naprawdę wiem, że spełniasz już każde. Nie tworzę następnych.
One same się pojawią. Gdy wezmę Cię za dłoń i wyruszę w podróż dookoła świata
albo do środka miasta. Gdziekolwiek pójdziemy, cała Ziemia wyciąga do Nas
chętne ramiona. Nieważne co mamy na sobie, nieważne, która godzina wybije,
wszystko tańczy, a My z wszystkim. Nasze rytmy w każdej nucie, czyste szczęście
i uczucie. Przegadane wieczory, wybijające minuty, łapie zmęczenie, a mówimy dalej.
Łapie ziewanie, a mówimy dalej. Wyznajemy uczucie i powoli zasypiamy.
Uwielbiam noce i te spojrzenia
skierowane w stronę gwiazd. Zaraz przed snem, spada kolejna. Zaraz przed
wszystkim spełnia się kolejne życzenie.
Ja Ciebie też.
Heart’s
Desire
Hej, nawet polubiłem cierpliwość.
Usiadłem w jednym miejscu i odetchnąłem z ulgą. Spojrzałem na kalendarz w
którym nie planuję już każdej sekundy, piszę co ważne i odliczam. Patrzę w
przyszłość z oczekiwaniem, nie strachem. Każdy tydzień to nowa szansa na Twoją
obecność, każdy dzień to kolejna okazja, by stać się lepszym. Daleko do ideału,
tyle jeszcze do perfekcji, ale chcę się starać, starać coraz mocniej. Chcę
czekać, w mieszkaniu, w środku miasta, na dworcu, na drugim końcu kraju, tuż
obok. Przyjemnie się tęskni, gdy dzieli się uczuciem. Nawet polubiłem
cierpliwość. Mijające minuty, aż telefon na nowo się podświetla. Widzę Twoją
piękną twarz i słodkie przezwisko. Uśmiecham się na nowo i znów kładę. Zaraz
północ, zaraz My na nowo. Nawet polubiłem cierpliwość.
Complicated
Nie można myśleć o przyszłości,
nie pamiętając tego co się wydarzyło wcześniej. Te wszystkie bóle, wspomnienia
pełne cierpień, fizyczne ślady, to zostaje z Nami, ale co sekundę staje się
mniej istotne. Każdy krzyk zmienia się w piękny szept, podniesiona ręka
przytuleniem, zranienie zalepieniem ran. Nie ma nawet blizny, nie ma śladu,
pozostają podniesione kąciki ust i połączone ręce. Gdy mówiłem, że nigdy nie
puszczę, trzymam dalej w głowie. To uczucie nigdy nie było dla Nas grzeczne,
nigdy takie jak być powinno, aż nagle zmieniło się wszystko i nie potrafimy
uwierzyć. Mogło nie być źle, ale teraz jest jeszcze lepiej.
I’m To
Blame
Zapowiadane podróże są już coraz
bliżej. Samochód powoli na Nas czeka, na końcu ulicy stoi zapalony motor. Długa
droga jeszcze przed Nami, planujemy ile chcemy. Widzimy jak pięknie przesuwa
się czas i jak swoje marzenia już spełniamy. Pojedziemy Razem, pojedziemy tuż
obok, polecimy, popłyniemy i pobiegniemy. Rozłożymy się na plaży, w górach,
położymy na gorącej wodzie i na łóżku w hotelu. Pod innym prysznicem, Razem
zmyjemy piasek, to Nasze wakacje, Nasz czas, nie potrzeba Nam niczego, tylko
siebie.
That’s
Alright With Me
Z roku na rok coraz bardziej
zmieniają się smaki. Wiemy dokładnie co uwielbiamy, a czego nie znosimy. Kawa
nie, herbata tak, kalafior tak, brokuł nie. Patrzyłem ze skrzywioną miną na
tyle dań, tyle napojów, szybko mówiąc, że dziękuję. Brakowało mi odwagi na coś
nowego, brakowało otwarcia na ciekawe doświadczenia. Machałem głową, gdy ktoś
proponował daleki spacer, wybierałem wszystko zgodnie z wcześniejszym planem.
Teraz jestem tu i sam nie wierzę. Daję spróbować owoców morza, widzę ten
powalający uśmiech i pragnę szpinaku. Chcę poznać każdy smak, nawet te na które
mówiłem nie. Z Tobą życie tak smakuje inaczej. I gdy tylko zapytasz, chętnie
pójdę na koniec świata, nawet nie bolą mnie nogi i stopy. Mogę też przejść
tylko dwa kroki, pomóc nieść Ci torbę i usiąść przy znanym Nam barze. Z Tobą
nawet rutyna jest wyjątkowa. A na wszystko nowe, tylko czekam.
Running For You
Już niedługo.
Dobrze będzie znów zamknąć oczy w
Twoim uścisku.
Nie ma wtedy nic strasznego, a
świat się nie kończy.
Nie ma koszmarów, nie ma smutków.
Uśmiech i łzy wzruszenia.
To Ty i ja.
Już niedługo.
Na nowo podbiegniemy i mocno
obejmiemy.
Znów Cię rozbawię, znów mnie
rozbawisz.
Nie ma niczego z czym nie
wygramy.
Choćby wszystko miało spaść na
głowy
Złapię i utrzymam.
Razem rzucimy tym w bok.
Razem rozwiążemy każde zło.
Choćby nie było normalnych dróg
I tak dobiegniemy.
W prostych słowach
W najpiękniejszych wyzwaniach
Cel jest tylko jeden.
To Ty i ja.
Comeback
Kid
Bałem się wrócić i znów uwierzyć.
Nie wiedziałem, czy potrafię.
Stanąłem przed wyborem i
postanowiłem się poddać, tego świata dla mnie nie ma, nie ma i tego uczucia,
którego tak bardzo pragnąłem, mówiłem.
Czułem się jakbym cały czas stał
na krawędzi i non-stop patrzył za siebie. Przede mną niewiadomy świat, a z tyłu
tylko ból.
Zniknąłem z poprzedniego, ale
jego część przeszła ze mną. Kując w serce, w kajdany zakuwając dusze.
Chciałem zrezygnować z próbowania
i w samotności zamknąć swoje istnienie.
I wtedy.
Los powiedział nie.
Wieczne ratowanie odwróciło
Karmę.
Spojrzałem jeden raz na parę oczu
i trzy fotografie.
Napisałem kilka wiadomości, które
w sekundy dały uśmiech.
Zostawiłem cały strach, pisałem
dalej, czując napływającą wiarę, siedziałem spokojnie.
Pojawiła się obietnica spotkania.
Zapisałem, odliczałem, czekałem, wierzyłem, pierwszy raz się nie bałem.
Wtedy ubrałem koszulę, choć żadna
nie wydawała się dobra. Wziąłem kwiaty, choć brakowało w nich tego idealnego.
Usiadłem i czekałem.
Brałem tak głębokie oddechy,
słuchając tych samych utworów, uśmiechałem się z nadziei. Wtedy się
zobaczyliśmy. Zbliżyliśmy. Poczułem Twoje perfumy, zobaczyłem Twoją radość, gdy
ujrzałaś bukiet.
Poszliśmy na spacer, tego
gorącego dnia. Cały świat zwolnił, a My pędziliśmy na jego drugi koniec.
Jeszcze żaden widok nie był taki idealny, jak Ty tego dnia. Nazwałaś mnie
żartobliwie, dając nadzieję na przyszłe życie. Przegoniłaś demona i usiadłaś
tak blisko.
Przez kilka rozmów już nie było
strachu. Był świat pełen próbowania, pełen chęci i radości. Zwracałaś uwagę,
robiłaś obroty i śmiałaś się tak głośno. Ten dźwięk stał się perfekcyjną
melodią. Tak minęły następne dni, w których sam uśmiechałem się szerzej,
mocniej i szczerzej.
Znów stanąłem nad krawędzią.
Tylko wtedy już się nie zastanawiałem. Widziałem Twoje oczy, jak tego
pierwszego dnia, na żywo jeszcze piękniejsze. Widziałem czerwone włosy, które
powiewały na wietrze. Widziałem uśmiech, którzy ogrzewał duszę. Widziałem Nas
idących za ręce i mnie, któremu odebrano dech. Wtedy wiedziałem.
I skoczyłem.
Teraz odkrywam cały świat, który
istniał za tymi drzwiami. Czekając na następną przygodę, wierzę w to, co
najprawdziwsze. I mogę z największą szczerością w swoim istnieniu powiedzieć:
Nie boję się. Chcę. I tak mocno kocham.
Skoczyłem bez spadochronu i w
ogóle się nie bałem.
Dzięki Tobie.
Komentarze
Prześlij komentarz