Morze, którego nie Zobaczę
Odbieram
telefon, słucham, rozłączam się i siadam. Z kolejnym łykiem wina, myślę coraz
głośniej. Za oknem jesień pożera lato, wiem, że kończy się czas. Nie jest mi
już ciepło, a na stopach, nawet w środku, noszę grube skarpety. Rozglądam się
za spadającym liściem i podziwiam jak pięknie odbijają się krople deszczu. O Świecie,
teraz każesz mi się jeszcze dłużej ubierać. Siadam po turecku na środku pokoju,
udaję medytację, zaciągam się powietrzem i pozwalam sobie płynąć. Dryfuję na
wodzie, łykając słoną wodę. Czuję jak pali mnie słońce, czuję swój ciężar.
Zamykam oczy i widzę. Widzę morze, którego w tym roku nie zobaczę.
Insomnia, chwilę nie nawiedzała. Duch
znów przenosi mnie do odległych krajów. Stąpam po piasku, który zmienia temperaturę
z każdym krokiem. Im bliżej wody, tym bardziej płonie, im bliżej celu, tym
więcej razy przychodzi mi się odwracać. Staję w miejscu i czuję niekończący się
ból. Odwracam się, widząc jak fale nadciągają z każdej strony. Nie chcę tonąć.
Nie chcę upaść na dno, nie chcę znów błagać, nie chcę znów kryć się pod
kamieniem. Pozwól mi krzyknąć, choć raz pozwól mi powiedzieć co czuję. Tsunami
łapie mnie w objęcia, zabiera oddech i nie puszcza. Tsunami jest jak Ty.
Budzę się i
przewracam na bok. Puste łóżko, zrzucona pościel i moje zastanowienie. Wstaję i
ubieram cienki szlafrok. Robię krok w stronę przesuwanych drzwi, patrząc jak
zasłona faluje na wietrze. Na środku ogródka, na piasku, leżysz na kocu.
Idealna skóra staje się coraz ciemniejsza, a Ty radośniejsza. Przeskakuję
cichym krokiem. W dłonie nabieram wody i chlapię na rozgrzane ciało. Z
uśmiechem widzę jak zrywasz się, by mnie powalić, posypać piaskiem i pocałować.
Wyznaję Ci miłość, przy morzu, które dopiero zobaczymy, wyznaję miłość, gdy
tylko mogę.
Napuszczam
wody i kładę się w wannie. Zanurzam głowę i wypuszczam oddech, otwieram oczy,
czując jak palą. Jak pięknie porusza się tafla. Czy tak wygląda niebo? Czy
błyszczy się na niebiesko i tak przyciąga? Czy to właśnie koniec? Wyłaniam
głowę i widzę tę samą łazienkę, w tym samym mieszkaniu, w tym samym mieście.
Widzę jak
otwierasz drzwi. Jak wchodzisz do środka i zrzucasz z siebie wszystko. Robię Ci
miejsce i nareszcie jesteśmy Razem. Patrzymy sobie w oczy i śmiejemy. Teraz Ty
się zanurzasz, ale tylko na sekundę. Woda zmienia kolor na miłosny, a
temperatura tylko rośnie. W końcu wstaję i zaczynam się wycierać, patrzę jak
jeszcze moment bawisz się prezentami. Tak. To Niebo.
A w nim odbija się morze. To samo i każde,
to które kocham zaraz przed Tobą i to którego tak mocno pragnę. W tym roku nie
dotknę jego chłodu i nie poczuję jego ciepła. Nie podtopię się, nie poczuję
słonej wody w ustach, nie poczuję jak pali moje oczy. Nie porwie mnie fala, nie
dam się zabrać prądowi, nie wsiądę na statek, nigdzie nie popłynę. Nie uda mi
się wyjść na piasek i przerzucić go na drugą stronę. Nie dam rady wziąć Cię za
rękę i przeprowadzić brzegiem, czując jak woda zalewa Nam stopy. Nie rozłożę
się i nie spalę tradycyjnie swojej skóry. Morze, którego nie zobaczę, nie
odpłynie, tak bardzo chcę wierzyć, że poczeka na mnie. Czy zostanie mi kilka
dni, czy kilkadziesiąt lat, niech tam będzie, spokojne, rozwścieczone przez
pogodę, ja przyjmę każde. Pobiegnę, zrzucając wszystkie ubrania i rzucę się na
tafle, poczuję uderzenie. Morze, którego w tym roku nie zobaczę, przysięgam, że
nie będzie już takiego roku nigdy więcej.
A Ty… poczujesz go ze mną.
Komentarze
Prześlij komentarz