Drink More, Feel More
Powoli stukając w klawiaturę domknięty zostaje ostatni rozdział. Teraz świat stoi otworem i nic nie stoi na drodze. Jeden krok, który może zmienić wszystko i jedna droga, która prowadzi do zapomnienia. Wybierając mądrze zawsze popełnia się błąd. Tym razem tego nie chcę. Nie mogę znowu się pomylić. Tym razem. Raz a dobrze.
Samotny leżę i patrzę w sufit. Zamykają się oczy i ukazuje się świat, który tylko w połowie jest prawdziwy. Siadając w busie, piękna dziewczyna postanawia się przysiąść. Rozmawiają pięć sekund, ale i tak zasypiają. Ona cały czas się poprawia i budzi. ON w końcu mówi, żeby tylko się położyła na jego ramieniu. I tak zostali. Kilka godzin oparci o siebie, z uśmiechem innych. Wtuleni, choć nieznani. Dojechali na miejsce, urządzili sobie mały spacer. Pożegnali się... ale to nie był koniec. ON za nią pobiegł, zdążył chwilę przed tym gdy miała zniknąć na zawsze. Złapał ją za rękę i zapytał, czy jeszcze się zobaczą. Widział wszystko. Widział ich. Wszystko się zmieniło i dało wiarę. I nagle zniknęło. Bo sen się skończył. A prawda zabiła.
Zakaszlał, wypluwając ostatni tytoń. Jak długo jeszcze będzie w obrębie pełnego dymu i zastanowienia? Ile jeszcze nieprzespanych nocy przed nim? Spoglądają na niego z góry i śmieją się, bo wszyscy wiedzą co będzie. Krok po kroku, słowo po słowie. Patrzą i tarzają. Wszystko może się zmienić.
Spojrzał na nią, złapał jej twarz i pocałował. I wtedy pojawił się w kropce. Bo poczuł to czego tak długo się bał. Pewnie. To mogą być usta, które będzie całował już zawsze, to jest to czego chce. Tylko dlaczego widzi wszystko to co miało być? Dlaczego po raz kolejny budzi się z uśmiechem nadchodzącego dnia? Jedna obietnica na której buduje resztę życia. Kilka zdań, które zmieniają wszystko co przed nim. A co będzie, gdy on wsiądzie na pokład samolotu? Co będzie, gdy zobaczy, że ten bilet nie ma powrotu? Co wtedy, gdy kolejna choinka spłonie pod jego nieobecności? W takich chwilach przymyka oczy i widzi tylko swój nagrobek. Imię, nazwisko i datę, która jest tak wczesna. I właśnie wtedy widzi swą misję. Dobroć przekazaną w łzach. Tyle słów, ale tak niewiele tych które najbardziej chce: Kocham, przepraszam, dziękuję. Trzy, który pozwalają mu zasnąć. Choćby na zawsze.
Ostatnie kropki i przecinki. Szóste już piwo, po tygodniu trzeźwości. Tyle się zmienia, gdy pojawia się strach. Robimy wszystko na przekór. Nie chcę już tego. Nie chcę tego zagubienia i wspomnienia. Chcę już tylko usłyszeć to tak i się nie odwracać. Wsiąść i oglądać chmury wokół mnie. Chcę tylko tego, żeby inni byli szczęśliwi. Co ze mną będzie, to małe piwo. Zawsze było. Nawet gdy miałem grać pierwszy plan wszystko inne przyćmiło to co robiłem i kim byłem. Zawsze. Ktoś, coś. I nie ważne kocham, gdy jest coś innego. Ach. Witamy w Bożym Ciele. Cokolwiek to znaczy.
Samotny leżę i patrzę w sufit. Zamykają się oczy i ukazuje się świat, który tylko w połowie jest prawdziwy. Siadając w busie, piękna dziewczyna postanawia się przysiąść. Rozmawiają pięć sekund, ale i tak zasypiają. Ona cały czas się poprawia i budzi. ON w końcu mówi, żeby tylko się położyła na jego ramieniu. I tak zostali. Kilka godzin oparci o siebie, z uśmiechem innych. Wtuleni, choć nieznani. Dojechali na miejsce, urządzili sobie mały spacer. Pożegnali się... ale to nie był koniec. ON za nią pobiegł, zdążył chwilę przed tym gdy miała zniknąć na zawsze. Złapał ją za rękę i zapytał, czy jeszcze się zobaczą. Widział wszystko. Widział ich. Wszystko się zmieniło i dało wiarę. I nagle zniknęło. Bo sen się skończył. A prawda zabiła.
Zakaszlał, wypluwając ostatni tytoń. Jak długo jeszcze będzie w obrębie pełnego dymu i zastanowienia? Ile jeszcze nieprzespanych nocy przed nim? Spoglądają na niego z góry i śmieją się, bo wszyscy wiedzą co będzie. Krok po kroku, słowo po słowie. Patrzą i tarzają. Wszystko może się zmienić.
Spojrzał na nią, złapał jej twarz i pocałował. I wtedy pojawił się w kropce. Bo poczuł to czego tak długo się bał. Pewnie. To mogą być usta, które będzie całował już zawsze, to jest to czego chce. Tylko dlaczego widzi wszystko to co miało być? Dlaczego po raz kolejny budzi się z uśmiechem nadchodzącego dnia? Jedna obietnica na której buduje resztę życia. Kilka zdań, które zmieniają wszystko co przed nim. A co będzie, gdy on wsiądzie na pokład samolotu? Co będzie, gdy zobaczy, że ten bilet nie ma powrotu? Co wtedy, gdy kolejna choinka spłonie pod jego nieobecności? W takich chwilach przymyka oczy i widzi tylko swój nagrobek. Imię, nazwisko i datę, która jest tak wczesna. I właśnie wtedy widzi swą misję. Dobroć przekazaną w łzach. Tyle słów, ale tak niewiele tych które najbardziej chce: Kocham, przepraszam, dziękuję. Trzy, który pozwalają mu zasnąć. Choćby na zawsze.
Ostatnie kropki i przecinki. Szóste już piwo, po tygodniu trzeźwości. Tyle się zmienia, gdy pojawia się strach. Robimy wszystko na przekór. Nie chcę już tego. Nie chcę tego zagubienia i wspomnienia. Chcę już tylko usłyszeć to tak i się nie odwracać. Wsiąść i oglądać chmury wokół mnie. Chcę tylko tego, żeby inni byli szczęśliwi. Co ze mną będzie, to małe piwo. Zawsze było. Nawet gdy miałem grać pierwszy plan wszystko inne przyćmiło to co robiłem i kim byłem. Zawsze. Ktoś, coś. I nie ważne kocham, gdy jest coś innego. Ach. Witamy w Bożym Ciele. Cokolwiek to znaczy.
Komentarze
Prześlij komentarz