Obrócił się na drugi Bok

I wtedy obrócił się na drugi bok. Zobaczył ją, leżącą obok w negliżu. Dlaczego kochał ją taką oglądać? Dlaczego nie mógł przestać patrzeć? Dlaczego Ona pozostawała darem niebios? Nigdy się nie dowiedział i nigdy nie dowie. Pocałował ją i dotykał. Rozbierał i kochał. Mówił, że zawsze coś było, ale nigdy nie był odważny. Czuł się tak bliski, ale wiedział, że nie wygra. Ona odejdzie prędzej, czy później i na tym się skończycie. Zrzucał jej koszulkę i zrzucał jej stanik. Kochał jej ciało i kochał to, że była z nim. Dlaczego teraz? Dlaczego wszystko musiało zahaczyć o alkohol? Dlaczego nie było im to dane? Chciał jej sprawić przyjemność. Pierwszy raz obchodziła go tylko Ona. Dotykał, macał i czuł. Tylko Ona. To była bliskość. Ta której już nie zazna. Położona obok niego powoli odpływała. I wtedy wszystko znikło.

I wtedy obrócił się na drugi bok. Siedział na ławce i czekał, aż się zjawi. Cisza, pustka. Nagle Ona nadchodzi z drugiej strony i spogląda na niego z uśmiechem. Zmieniła się tylko jej fryzura. Podbiegł i wtulił się w jej ciepło. Po raz kolejny poczuł tą bliskość i zanikł. Na tą drobną chwilę odpłynął. "Nie odchodź" - wołał w duszy. Chwilę później rozłączyli się i usiedli wpatrzeni w własne odbicia. Całe życie byli tacy podobni, jednak nigdy tacy sami. Zapalili papierosy i ciągle rozmawiali. Ile to się zmieniło, ile się zdarzyło. Żadne jednak nie wspomniało o tym co być miało, żadne o tym gdzie mieli być. Razem wyszli z parku oddaleni o kilka centymetrów. Wybrali buty, odebrali smakołyki i spojrzeli na siebie. Wszystko się zmieniło. Wszystko zanikło i odeszło. Odprowadził ją. Przytulił po raz ostatni i patrzył jak odchodzi. Wchodził pod górę z łzami w oczach. Najgorsze było to , że nie był smutny. Łzy szczęścia, które mówiły, że dobrze, że się uśmiecha. Dobrze, że jest taka jaka jest. Nie ważne z kim, nie ważne gdzie. Bo dla niego to była miłość. Chęć dobra i szczęścia dla drugiego człowieka.

I wtedy obrócił się na drugi bok. Obejrzał się za siebie. Tam stała Ona wtulona w ścianę, rozmawiała z koleżankami. Spojrzała na niego i się uśmiechnęła. Wszystko było na swoim miejscu. Kilka godzin minęło, a Oni rozmawiali i próbowali zmusić się do snu. Patrząc na swoje zdjęcia, myśleli co dalej. W końcu jedno zasypiało wiedząc, że koniec jest bliski. I wtedy w końcu nadszedł. Ona znikła i bała się wrócić. Ruszyła dalej, a on został i patrzył dalej jak wszystko samo się toczy. Dzień po dniu oszukiwał samego siebie, aż w końcu umarł ten co wierzył, a obudził się ten co ginie. Ona odeszła trzymając się za rękę z tym, który w końcu daje jej szczęście. Wziął głęboki oddech i wtulił się w jej ramiona. Po raz kolejny nie chciał by odeszła. I wtedy wszystko znikło.

I wtedy obrócił się na drugi bok. Powoli odsuwał się w cień. Wszystkie te które kochał powoli zanikały, wyciągając ku niemu ręce. On stał i patrzył jak całego jego życie znika. Łzy lały się strumieniami, ale nie potrafił nic zrobić. Bo właśnie tak to wygląda. Koniec i rozstanie. Bez pożegnań, bez kłamstw i bez kiczu. Po prostu żegnaj. Wiedział, że gdzieś tam jest ta jedna osoba, która wszystko zmieni. Wiedział, że potrzeba tylko kilku kroków. Wiedział, że na wszystko jest czas i szansa. Wiedział.

I wtedy się obudził. Uśmiechnął się, wziął prysznic i ożył. Dwadzieścia minut, które przywrócił go do życia. Wsiadł do samochodu i odjechał tam gdzie prowadziły go wskazówki. Poczuł się wolny i nareszcie odetchnął. Bo po raz pierwszy uwierzył. Że gdzieś tam jest nadzieja, gdzieś tam żyje dobro i gdzieś tam czeka ta jedyna. Obudził się i wypalił kolejnego papierosa. Każdy poranek dawał mu szansę i każdy dawał oddech. Bo co ma być to będzie. I jeśli to jest to co mamy mieć, to cieszmy się. Bo tylko od Nas zależy, czy nadejdzie zmiana. Dziękuję. Bo mało brakowało, żeby mnie tu nie było. Dziękuję. Raz jeszcze i ostatni. Tęsknię. Raz, a dobrze.

Komentarze

Popularne posty