Back Again
Witaj kolejnej nocy. Kochank dawnych lat. Spogląda na
Ciebie spod ujęcia i mówi o miłości. Zawsze
będę Cię kochać, zawsze wielbić, bo Tyś moim jedynym. I każdej nocy
przychodzi ta myśl. Kłamała i zniknęła.
Odpowiada, że tęskni jednak myśli, że to wszystko już dawno minęło. Jak my
wszyscy, niczego nie można być pewnym. Ładne opakowanie zmyliło już wielu. Gdybyś naprawdę mnie kochał to byś walczył.
Kochana, nawet nie wiesz. Walczę każdego dnia, walczę by chcieć oddychać. Gdy
wokół tyle zła, tyle chęci końca, walczę dla nas, bo gdzieś tam pozostała ta
wiara. Wiara, że nie kłamałaś. Choć raz nie kłamałaś.
I po raz jeszcze jeden otwieram jej profil. Daj mi spojrzeć
na to jaka jesteś szczęśliwa. Pozwól mi
wbijać sobie nóż w serce. W plecach sterczy już jeden, który dałaś gdy z
nim zniknęłaś. Całując mnie odchodziłaś każdego dnia. Każdego pierdo*onego
dnia. Dotykałaś, uśmiechałaś się i pragnęłaś. A potem znikałaś. Gdy wiedziałaś,
że ja nie dam Ci tego co w Twojej głowie krąży, odeszłaś. Z kłamstwem i bez
trosk. Nieprawda, nie chciałam. Ale
zrobiłam. Zniknęłam, odeszłam, zostawiłam. Gdy zobaczy, że się smuci z ósmym
piwem w ręku to zapyta co się stało, a on nie potrafi powiedzieć, że ona. Gdyby
w jego spojrzeniu choć raz rozpoznała cierpienie i żądzę. Choć raz zrozumiała. Przepraszam, ale tak już wyszło. Zawsze
tak wychodziło, zawsze się tak kończyło.
Dlaczego to ja lądowałem w dołku i czekałem na byle wiadomość, a to Ty
musiałaś wybierać. Jeden, drugi, trzeci? Wygląd, pieniądze, czy On? Jaki tu
wybór? Przepraszam, że Cię zabiłam.
Nie szkodzi, bo i tak z Tobą najlepsze wspomnienia.
Wykopując swój własny grób spoglądał na przeszłość. Na
wszystko co odeszło i co zostało. Gdzie ja jestem i dlaczego? Wszystko się
układa, poza tym jednym, tym co nami steruje, tym co najbardziej niszczy. Ona
kocha jego, on znika. Raz na zawsze. Resetuje życie. Wbija łopatę jeszcze raz i
zakopuje w dziurze wszystko co po niej zostawił. Bilety, wyblakłe rachunki,
część naszyjnika i bransoletkę. I ten uśmiech, którym go gryzła. Chrzanić to.
Wszystko znika, kiedyś musi. Mówią, że przeszłość zawsze nas dopadnie. Teraz o
to błagam. Niech wraca i niech mnie dorwie. Może wtedy przyjdzie szczęście.
Łyknij sobie jeszcze raz, to na pewno Ci pomoże. I znowu
pije, znowu chla, chociaż tego boi się najbardziej. Gdy ona kręci się przed nim
na parkiecie. Gdy łapie ją za brzuch i ją całuje. Wie, że jego już tam nie ma. Zawładnął nim
ten co pił i ten którego miał pilnować. Coraz bliżej. Po pełnej nocy, wraca do
domu by napisać do innej, bo tak działa nietrzeźwość. Jednak nigdy nie powie
prawdy. Ciebie mam dość, Ciebie nie lubię, Ciebie kocham, z Ciebie fajna laska,
a z Tobą to bym się chyba ożenił. Nie pij już. Nie pij, proszę. Już nie wie, czy to matka, czy to jego własny
głos. Przepraszam.
Zacznijmy od początku. Nazywam się jak się nazywam i chcę
czegoś innego. Chcę choć raz być tym o którego się starają, choć raz dostać
tyle ile daję. Chcę walczyć o kogoś i budzić się obok. Chcę dotknąć i nie
zapomnieć. Zdać i odjechać. Powiedzieć i rozśmieszyć. A jeśli będziesz przy
mnie to nie będzie nic piękniejszego. Jeśli po występie wtulisz się i będziesz
dumna, to nie będę potrzebował niczego więcej. Jeśli uśmiechniesz się z testem,
to sprawię, że dom spadnie z nieba. Jeśli powiesz „Kocham Cię” to będę. Tylko
wtedy nie zniknę. Powiedz. Tylko powiedz. Wiesz,
że ja…
Życzę Ci miłego życia.
When I find love
again, I’ll be much better than the man I used to be.
Komentarze
Prześlij komentarz