Początek i Koniec
Początek i koniec. Jednego dnia już wiesz, że czas znikać.
Wszystko przyjmuje barwy szarości, a Ty widzisz jedyne, tęczowe światło które
tli się daleko. Musisz wstać i odejść. Raz na zawsze pożegnać wszystkich,
których jeszcze kochasz. Pocałować i
zamknąć za sobą drzwi. Bo tutaj kochany już nic Cię nie trzyma.
Nie katuj się już tym czego nie ma. Nie pozwól by owładnęły
Tobą emocje. Popatrz raz jeszcze i odejdź, bo wiesz, że to Ty zostałeś
zraniony. Co właściwie Cię boli? To, że nigdy nie usłyszałeś „Kocham”, to że robiłeś wszystko, a i tak
to z Tobą był problem? Przestań pytać dlaczego. Tak już się stało. Szczęście
było tylko złudzeniem, a uczucie opętaniem. Przepraszam, że kochałem Cię, a Ty
jego. Przepraszam, że Wam wszystkim zaufałem. Przepraszam, że już nie mogę na
Was patrzeć. Przepraszam, że kurwa tak się starałem. Przepraszam kurwa, że
jeszcze mi czegoś brakowało. Kurwa. Dlaczego mnie to rusza?
Okey, weźmy głęboki oddech i przeanalizujmy to wszystko.
Zacznijmy od początku, ale jebać chronologię. Znaliśmy się cztery lata.
Kochana, dotykałem Twojego ciała. Byłem takim głupim nastolatkiem, który nie
wiedział gdzie podziać mają się jego ręce. Ten moment, gdy przyszedł maj, a ON
bał się pierwszego pocałunku. To jakiś dowcip. Na sucho, na krucho, jego ręka
pod jej stanikiem. Panika, wariactwo, gdzie my w ogóle jesteśmy. Na polnej łące
w jego urodziny, gdy dostaje prezent o który nawet nie prosił. Mija kilka dni, gdy przypomina mu się, że chyba wyznał jej miłość. Co z tego, że
zapomniał, gdy jedyne co go budzi to wiadomość o tym, że przyjaźń zawsze liczyła
się bardziej. I co z tego? Prawda taka, że i to umiera. Jak wszystko po kolei.
Teraz czas na kilka klików. Jak te dni, tak te literki.
Jeden dzień, dwa dni i wszystko znika. Pewnego czuje usta pijanej
dziewczyny na swoich. Co jej weszło do tego łba? Sam musiał to sprawdzić. Po
pierwszym kielonie obudził się i zobaczył czym jest życie. Strzelał następne i
palił papierosy, chociaż sam nie wiedział kto akurat dał mu jednego do ręki. Ło Panie. Dnia wariackiego najebał się
jak świnia i zagrał kartą, którą zawsze chciał. Rozłożył ją na łące i dotykał
ją wszędzie. Nikt tam nie kontaktował, nikt tam w pełni nie żył. Słyszał tylko
głośne oddechy i stęknięcia. Do dziś zastanawia się, co mu odbiło. Co z tego?
Następnego dnia słyszy, że ona nie chce go znać. Kolejna jego część umiera, ale
inna ożywa, ta którą obudził alkohol, ta która pozwoliła mu działać.
”Jestem sama.” Od
tych słów zaczął się jego dzień. Dzień od którego już nie ucieknie. Gdy za kolejnym
drinkiem uderzyła go po twarzy. Całuj mnie, bij i drap mnie. Z normalności
poczuł co to sado. Krzyczała, gdy był
tam na dole. Nie przeszkadza jej to jaki jest, nie przeszkadza jej, że inni
mówią, że nie da rady. Bo nią rządziła żądza. Gdy każdego dnia przebijała mu
wargę i zostawiała ślady na plecach. Już sam nie wiedział, czy ją gwałci, czy
to ona wiąże jego. „Uderz mnie”, ON
potrafił tylko to. Aż do tego dnia. Nie wiedzieli już co zrobili. Gdy na
trzeźwo leżeli zlani potem i krwią. Wyszli i odeszli, on wymiotując, ona ciągle
mdlejąc. Ta noc minęła, a jednak coś stworzyła. ON zaczął powoli zanikać, a ona
została lesbijką i jest szczęśliwa. Tak przynajmniej mówią jej oczy, gdy ją
spotyka. Jakie to szysko pojebane.
I co było dalej?, pytam już sam siebie. Potem wszystko się
pojebało. Ta, którą kochał zaszła w ciążę, zniknęła raz na zawsze, a on odkrył,
że ta dobra część znikła wraz z nią. Już nigdy nie pokocha, już nigdy nie poczuje.
Jak to powszechnie wiadomo, nie było to prawdą. A szkoda.
Czarnowłosa przemknęła obok niego. Poczuł jej zapach, poczuł
jej seksapil, poczuł coś. Nie zostawi tego, za dużo razy popełnił ten błąd.
Starał się i walczył przez trzy lata. I co dostał? Squat, ona znika. A on nie odpuszcza. Ale, ale, ale… ona ma
chłopaka. Ma i mieć będzie. Poczekaj tylko. Każdy lód w końcu zaczyna się
topić. I wtedy przyszedł ogień. Gdy zostali sami, a ona spojrzała mu głęboko w
oczy. Kłócili się potem dzień w dzień i opuścili wszystko. Najgorsze co mogli
to zrobili. Powrócili i pogodzili. Z dotykiem i uściskiem. To musiało wrócić i
musiało zwyciężyć. „Ja nie robię tego
przez alkohol, pamiętaj”, powiedziała gdy odpiął jej stanik. Wtedy ON ożył.
Gdy przewrócił ją na drugą stronę i ssał jej pierś. Przychodziła do niego przez
kolejne dni i posuwali się coraz dalej. Niefortunna gra słów. Dlaczego w pewnym
momencie on zrozumiał co robi? Pozwolił jej płakać, pozwolił przepraszać,
pozwolił odejść. Bo myślał, że na niego przyjdzie kolei. Och, jak bardzo się
mylił. Ona po raz kolejny go ograła. Zawsze miała lepsze karty. Mój Ty Panie,
zakochała się. No, błagam Cię. Patrzysz mi w oczy i pierdolisz o tym jak bardzo
mnie pragniesz, patrzysz i patrzysz. Wysyłasz wiadomość, że to ja jestem tym
jedynym, ale nigdy nie powiesz, że mnie kochasz, nigdy nie dasz mi zaznać tego
uczucia. To koniec, nie mam na to już siły, nie potrafię walczyć o coś czego
nie mogę nawet dotknąć. Ile razy jeszcze mam całować Twoje puste usta zanim
dojdzie do mnie, że Ty nigdy nie zmądrzejesz? Opuściłaś mnie o jeden raz za
dużo, a może o jeden raz za dużo pozwoliłem. Nie mam już na to siły. Nie mam
sił na nas, nie ważne co mówiłem i co obiecałem.
Ostudziła mnie zimną wodą. Ta, która córką pielęgniarki
była. Zamieszała mi w łbie tak jak tym eliksirem, którym pewnie otruła
następnego. Nie widziałem niczego i nie czułem nikogo. Byłaś dla mnie
wszystkim. Każdego dnia chciałem być z Tobą i tylko Twoje usta całować.
Rzuciłem wszystko byle być dla Ciebie. Zostawiłem przyjaciół, ukochanych,
zostawiłem wszystko co kochałem, tylko po to by wywołać uśmiech na Twojej
twarzy. I Boże, jaki on na te czasy był piękny. Jak bardzo trzeba było mieć
nasrane w bani, by powiedzieć „Kocham Cię”? Z drugiej strony dostałem tylko
uśmiech i po pewnym okresie „Ja to w
sumie już nic wiem”, to może odejdź i zostaw mnie na zawsze. Tak zrobiła,
ale wróciła. I wtedy powiedziała to co sprawiło, że jestem taki jaki jestem.
To, przez co teraz nie mogę oddychać.”Ja to właściwie nic nie czułam. Po
prostu… przypominałeś mi pewnego przyjaciela.” Odejdź. Odejdź i nie
pozwól mi Cię uderzyć. Zrobię to. KURWA ZROBIĘ TO!
I co z tego? Jesteśmy tutaj opętani przeszłością. Każde z
nas umiera w samotności swojego pokoiku. Nie chcę już przechylać kieliszków,
nigdy nic dobrego z tego nie wynikło. Nie chcę palić, nie chcę próbować. Tak
to jednak już jest. Odwracam się i podnoszę telefon. Kolejna zaczepka i jedna z
czterech nowych wiadomości. Żadna z podanych opcji nie jest prawidłowa, żadna
przeszłość i przyszłość nie naprawi tego co zostało już zepsute. Upadła moja
wiara, upadło to co tak długo kochałem. Stary romantyk idzie o lasce w stronę
piekła. Moczy usta w vódce, którą przestał pić 70 lat temu. Zapala cygaro i
śmieje się w stronę diabła. Gdzie Ci wszyscy, którzy mieli tutaj być? Gdzie są
one? Jakim cudem one są tam na górze, a ja tutaj? Dlaczego to ja mam cierpieć?
Może znowu to wszystko jeden wielki sen. Na pewno zaraz się obudzi. I ona
będzie leżeć obok. Tylko właściwie kto? Tak naprawdę… kto mu pozostał? I to
jest właśnie najsmutniejsze.
Komentarze
Prześlij komentarz