Napotkana na Scenie
Napotkana, odmieniona. Ta, którą wołał lata i krzyczał za
wiatrem. Jak jej imię? Ja… A… A… odezwana. Ten Anioł poznany dnia szóstego. W
płomieniu ogniska spoglądał jej w oczy, gdy ona taka asertywna. Już wtedy czuł,
że jest bliska. Choć wszystko zmienił czas, on nie skoczył, nie dał się
opętaniu. Wolał patrzeć i znać, wolał tykać i nie oddawać się. Kochać coś co
nie istnieje i tworzyć chemię, która nie była ich. Zapamiętaj mnie, a nie
zniknę. Nigdy nie odejdę. Nie, gdy ciągle na mnie patrzysz.
Usiądź obok, dotknij moją dłoni. Niech znowu zapłaczę, a
potem uwierzę w magię uśmiechu. Z piwem w ręku i bólem bez nikotyny. Zjawiasz
się i nie dajesz odejść. Proszę, nie odchodź, to jest nasz czas. Całuj,
dotykaj, czuj. Krwawmy, tańczmy i umierajmy. Wspólnie kroczmy, nie ma po co
kłamać. Wiem, że się zmieniłem, wiem, że to już nie ja. Czasem tak już jest.
Nie oszukasz mnie. Zawsze kochasz to co we mnie. Przejdź i oprzyj się. Dotknij
i powiedz, że nie chcesz posunąć się dalej. Strach pomyśleć kogo jeszcze
oszukamy, żeby znaleźć się obok siebie.
Powiedz mi, że my to zbyt wiele. Powiedz mi, że to wszystko
nie ma sensu. Wtedy pokażę Ci tłumy, któremu temu zaprzeczą. Ci, którzy o nas
walczyli, Ci którzy wierzyli, że nam się uda. Razem w dotyku, razem na scenie,
kłonią się tłumom. Aplauz dla nas i improwizacja dla nich. Nigdy nie myśl, że miłość prowadzi do jednego,
nigdy nie daj nam zniknąć. Bo Ty jesteś prawie „A”, a jestem ON. Nigdy razem, nigdy nie tak jak
trzeba. Zróbmy to, bo w końcu co nas broni. Tak bardzo znowu tęsknię, choć
minęły minuty. Dla Ciebie odnajdę nasz wspólny czas. Dla Ciebie odpuszczę, dla
Ciebie zawalczę. Bo ten moment należy do nas. Prosto przed siebie do
zwycięstwa.
Pamiętaj mnie. Bo my nie jesteśmy jak reszta. Czas na nas.
Czas na scenę. Czas na śmiech. Aplauz, ukłon, Ty i ja. I te cholerne pieniądze.
Komentarze
Prześlij komentarz