the end of all our exploring




Nie ma mnie dla nikogo, zostanę sam, położę się odpłynę w oceanie. Daj mi dryfować na własnych łzach, potokach wspólnych chwil. Chciałem pożegnać powitanie, teraz prawdziwie mówię Dobranoc. Z drobinką nadziei w którą wtulam całe swoje ciało, przymykam oczy i nie chcę już ich otwierać. Pozwól mi na chwilę obudzić się we śnie, a spać na realności. Teraz jestem taki bezsilny w swojej zmianie, teraz…



- Patrz, Błażej przyszedł.

Wrócił. Przyszedł. Znów zniknął.

- Coś się stało? Jakoś inaczej wyglądasz.

Powolnym ruchem osunął się na ziemię. Wydał ciche tchnienie i poczuł chłód.

- Stary, odezwij się. Co się stało?

Nie potrafił wydusić słowa. Nie potrafił już mówić. Pierwszy raz go zabrakło.

- Gdzie… Gdzie ty jesteś?

Teraz, już nie ważne było miejsce. Teraz mógł się tylko położyć. Złapać wyimaginowane dłonie i szukać odpowiedzi na ich pytania.

Poczułem jak piękny spada cień, jak dobrze już być w ciemności, jak idealnie będzie w niej zostać i nie wychodzić.

Przepraszam, nie chciałem was wystraszyć. Miło mi poznać.



Oda do mojej Ironii, kilka słów dla mojego Daru, Skarbu z daleka, parę zdań dla Bogactw do których nie prowadziła żadna mapa. To tylko emocje, to tylko chwila, to tylko ja.

Pierwsze prawdziwe, czyste, brudne myśli po nowym oddechu, który przyszedł zapakowany w kolorowy prezent. Jedno oczko puszczone do przeszłości, drugie do tego ma być, co być miało.

Zapłonie ostatnia pamiątka, pęknie ostatni dar, sprzed oczu zniknie nawet miejsce, niedługo ja też zostanę zapomniany.

Jeśli wszystko może się udać, jeśli na wszystko mamy szansę, to ja swoją część oddaję Tobie.



Usiadła naprzeciwko, założyła nogę na nogę, poprawiła włosy i spojrzała w moją stronę. Zapytała jak się czuję, jak minął i mija mi dzień, co się ostatnio wydarzyło i jak mnie to zmieniło. Pozwoliła trzymać się dzielnie i w kawałku, pozwoliła się rozpaść. Z początku nie ufałem, później sama mnie obdarowała, nie mogła przestać spoglądać. Ciągle po drugiej stronie, na tym samym fotelu, patrzyła i oceniała. Była i trwała, pytała i walczyła, nigdy się nie poddała.

Czuję się jak na tej kanapie, spoglądam w dal, co jakiś czas szukam oczu. Uśmiechu.

Teraz mogę obdarować wszystkich białą flagą, o to samo zapytaj mnie jutro. Rozkaże mi odrodzić się jeszcze raz i spróbować na nowo, ale w końcu i Ona podda się. Powiemy dość i będziemy już tylko patrzeć. W przód i w pustkę, już zawsze.



Nazywam się… I oto moja spowiedź. Nagrywam tę wiadomość dla pojedynczych osób, to jedyne co mogę po sobie pozostawić. Muszę zniknąć. Muszę zostać zapomniany. Teraz to i dla mnie jest nie bardzo zrozumiałe, ale przegrałem. Nigdy nie stawiajcie wszystkiego co macie na czerwone…a może to było czarne? Nie ważne, nie mam za dużo czasu, czuję, że to nadchodzi. Próbowałem odnaleźć was wszystkich i powiedzieć to osobiście, ale nie udało mi się. A tam już nie wrócę, nie mogę. Za bardzo się boję ruszyć z miejsca, ale wiem, że niedługo muszę zacząć kolejny dzień. Cholera tak się boję zasypiania, koszmarów, poranka, jazdy samochodem. Głupio zrobiłem, bo wracałem przy tych samych nutach, tych samych dźwiękach na których oparłem swój okruszek nadziei.

On mnie tak wypełnił, tak odmienił, uczynił mnie niezniszczalnym, a jednak… Serce ze stali powoli zachodzi rdzą. Tonie, tonie jak ja, a ja się duszę. Nie mogę już za dużo rozmawiać, chcę tylko żebyście wiedzieli jak bardzo was kocham i jak naprawdę chciałem… naprawdę… naprawdę chciałem.

Chciałem by zabrał tę stronę ze sobą, ale ona jedynie pozostała w maszynie. Urwana w połowie, myśl, opowieść, to wszystko. Chciał zobaczyć co tylko się dało i spełnić każde marzenie, a teraz… teraz nawet nie wiem gdzie jest. Boję się, że zniknął, że naprawdę umarł, tak jak mówił i nieraz o tym pisał. Czy on naprawdę mógł zginąć? Czy TO naprawdę może już nie żyć?



Epilog mojego istnienia.

Wziąłem ją za rękę i przeszliśmy kilka kroków na plaży. Pokazałem jej zachodzące Słońce, a ona wydawała się nie wierzyć w to co widzi. Z tyłu słychać było wołanie, musieliśmy powoli wracać, ale to wszystko było tak piękne, tak idealne, taka nasza idylla. Każda szklanka, dym, pustka pozostała na ganku, a tu było wszystko.

Znów poczułem jak z mojego uścisku wyrywa się dłoń. Nim zdążyłem się obrócić, rozpłynęła się razem z powietrzem. Ten głos też, ten ganek też, to… prawie wszystko.

Usiadłem na piasku. Spojrzałem na zachód. Wziąłem głęboki oddech. I jeszcze jeden. I jeszcze jeden. I…

I am Home.

Komentarze

Popularne posty