The Hype (for More)
Believe
Zacznijmy od początku. Zatoczmy kolejne koło. Niech znów
wydarzy się coś co już miało miejsce. Wszystko ma szansę wrócić na swoje
miejsce i znów mieć sens. No dalej, zróbmy tak.
Proszę Cię, ja nie wpadnę już do tego samego obiegu. Niszczę
każde odbicie, które do mnie tak mówi. Kładę się, rozkładam ramiona i opieram
się o cały świat, czekam, aż minie kilka godzin, by na nowo wcisnąć reset.
Tak (,) zaczynam od nowa. Pędząc samochodem do najbardziej
znanego miejsca, a potem tam, gdzie moja noga jeszcze wcześniej nie stanęła. W
ciągu dnia patrząc na mijający cykl, w ciągu nocy podziwiać widoki. Moje ciało,
moja dusza, mój świat coraz bardziej przyzwyczaja się do tego życia. Jak moje
oczy do ciemności, widzę wszystko coraz jaśniej.
Know It All
Daj mi chwilę, niech no się rozgrzeję. Zamykam się w
podziwianiu i tworzeniu. Cytuję własne słowa, każde pojedyncze sylaby, te wszystkie,
które nie wołają za imieniem, a za istnieniem. Znów rozpinam koszulę i znów
zrzucam z siebie każdy sekret, teraz jestem nagi, teraz jestem pełen.
Przedstawiam się nowym imieniem, podpisuję się prawdziwym
podpisem, znakuję swoją obecność bezwzględnością i pewnością. Muszę być zimny,
żeby później bić gorącem, być ciepłem, które ogrzewa za dużo. Czuję, jak noce
stają się coraz chłodniejsze, czuję jak rozgrzanie smakuje coraz lepiej,
zatopiony w kolejnym łyku, biorę w dłonie cały świat i znów, znów, znów piszę.
All For Me
Postawiłem ostatnią kropkę. Teraz na nowo pytam siebie, dla
kogo to wszystko. Po co padają kolejne słowa i próby, czy lepiej złączyć się w
uścisku, czy na nowo zamknąć w sobie i śmiać się ze świata? Jestem tu dla
pewnego celu, tego samego dla których byłem kiedyś.
Patrzę na siebie z boku, widzę tę drabinę po której wszyscy
wchodzili, widzę każdy wbity w nią nóż. Teraz zadaję już proste i konkretne
pytania, czekam na prawdziwą odpowiedź i tę samą dozę szczerości jaką darzę
każdego. Podchodzę, polewam ją benzyną i odchodzę. Do Nieba nie trzeba drabiny,
trzeba tylko trochę chęci i próby.
Fakin
Zaczyna brakować mi godzin. Wcześniej łapię chęć snu, a
pożerają słowa, tyle notuję, tyle spisuję. Za dużo jednego, za mało drugiego,
nigdy nie jest idealnie, nigdy nie jest za cicho, a gdy nie wiem o czym myślę,
jestem w pustej oazie. Podejrzewają mnie o nie to co trzeba, znów mówią, że mam
zejść na ziemię, ale po co, skoro widzę, że flaga tak naprawdę nie rusza się na
Księżycu. Aktualnie mogę być głupcem, ale coraz bardziej mądrzeje.
Play The Field
Do niektórych utworów
pisze się łatwiej. Ten nie jest jednym z nich.
Trzeba znowu spróbować, trzeba znów zaryzykować i odnaleźć
się w nowym świecie. Nowym boisku, grając w tę samą grę, na innych zasadach, z
innymi zawodnikami, próbujemy na nowo, cały czas walcząc. Chwila przebija całą
teraźniejszość, zawsze to powtarzam, ona zostanie, poczeka z nami do ostatniego
oddechu. Przychodzi ta godzina, że ci przytomni zaczynają się zastanawiać, czy
jest wcześnie, czy późno, czy warto jeszcze w ogóle kłaść się spać. Zamknięte
oczy, a pod powiekami ciągle krążą, jak te myśli w połączonych przewodach. Co
będzie za chwilę, co będzie jutro, co będzie pojutrze, co będzie? A wystarczyć
wyszeptać Teraz.
Sushi
Jedziemy, na nowo, jedziemy, znowu, jedziemy, jak najdalej,
jak tu tak i na zdjęciu, bez powrotu, bez drugiej szansy, już jej nie
potrzebuję. Wiesz, nie potrzebuję już niczego, mamy cząstkę wszystkiego, mam
początek każdego końca i nareszcie mam siebie. Wiem, że tak łatwo było się
uwolnić i zniknąć, wiem, że tak dobrze było sobie odpuścić, wiem, że musiało
wam się (nie) udać, tak bardzo (nie) gratuluję. Nareszcie mogę powiedzieć, że
mi też jest już dobrze, i choć wiele brakuje, jest lepiej niż gdy udawałem, że
nie brakowało niczego. Żyję w przyszłości swojej teraźniejszości, nawet jeśli
to placebo, smakuje tak doskonale.
Ain’t Ready
Dziś, znów zapytali mnie o uczucia. Im nie powiem prawdy, przemilczę
te fakty. Za dużo się nauczyłem, za wiele poznałem, teraz piszę już tylko to co
jest prawdziwe i to co szczere. Nie wierzę w swoją szansę, nie wierzę w każde
powiedzonka, mój czas przeminął.
Witam w świecie próby, w świecie chwili i znikomej szansy.
Każde spojrzenia zamykamy w uśmiechu i odwróceniu. Teraz topimy się w uczuciu,
a jutro wypłyniemy na powierzchnię realności. Dobrze jest stworzyć marzenia, o
których można myśleć, gdy odleci się w obłoki. Nie chcę żadnego happy end-u, nie chcę też końca, chcę
trwać właśnie w tej i następnej sekundzie. Lepiej mieć pełną chwilę, niż puste
życie. Wiem, że chcę spróbować, wiem, że chcę się zatrzymać, chcę pędzić i
nigdy nie pytać.
Czas zawisnąć nad wszystkim. Uniesiony setką trunków,
zapachem, momentem, szaleństwem, kolejnym słowem, gdy tak po prostu gra muzyka.
Nie ważne co cały świat mówi, nieważna wiara, lepiej niczego się spodziewać.
Teraz po prostu jestem i trwam, tak jest lepiej, nie mam na co czekać i spełnia
się najwięcej.
All My Friends
Hej, człowieku, gdzie Ty się podziewałeś? Co tam u
Ciebie? Śpieszę się, ale dobrze będzie zamienić kiedyś kilka słów. Jak tam się
miewasz? Wszystko okay? Dziewczynę masz? Pracę dostałeś? Nie uwierzysz co się u
mnie dzieje? A Ty co, na Facebooku już nie bywasz? Co się stało? Jak tam się
masz? Ale śmieszny obrazek. Fajne to co wstawiłeś. Dziękuję. Przepraszam za to
się stało. Nie chciałam. Nie chciałem. Mogłam się zastanowić. Mogłem coś
powiedzieć. Mogłam pomyśleć i nie zniszczyć Ci życia. Mogłem przestać pierdolić
o samym sobie i raz się ugryźć w język. No, ale stary tam Ci leci czas? No co
tam jeszcze powiesz? CO SIĘ TAK NIE ODZYWASZ?
A może po prostu nie chcę rozmawiać? Nie chcę się odzywać i
próbować trzymać coś co dawno spadło w stronę przepaści. Zrzucone ze szczytu
tej samej drabiny po której przeszły tłumy, żeby czuć się lepiej. Zajebiście
musiało być tym stopniem i dążyć do czegoś lepszego. Wiem to, bo teraz sam tak
zrobiłem. Złożyłem wszystkich i wszystko co było złe i co mnie zabijało, po tym
wspiąłem się na kolejny stopień i choć do szczytu jeszcze daleko, zostało przy
mnie kilku tych na których zawsze będzie mi zależeć.
I jeśli ktokolwiek
zapyta: Nie ma mnie dla nikogo. Chyba, że właśnie dla Ciebie.
Mad
Przyszło się zastanowić i na lata temu wspomnianym statku,
odpłynąć. Jeśli wtedy paliłem teczkę wszystkich problemów i przeszłych chwil,
teraz w płomieniach staje cały budynek i setki moich łez, nawet te, które
jeszcze nie popłynęły. Dziwnie jest przepraszać za swoją głupotę i swoje błędy,
dziwnie jest mi mówić, że pewnych rzeczy nie zrobiłem wcześniej. Mogłem
posłuchać siebie, mogłem ufać sobie, a nie tym przekręconym słowom.
Jak mogli nie akceptować mojej obecności? Jak cały świat
mógł mówić nie, gdy krzyczał tak? Tylko jedno mówiło przestań, tylko jedno
mówiło dość i nie. Teraz, gdy słyszę coś przeciwko, po prostu odchodzę. Teraz
ufam sobie, widzę swoje przeczucia, w swojej intuicji trzymam się do końca. Od
wtedy do teraz, nie przyszło mi się pomylić. Wtedy się nie myliłem, jutro, zobaczę.
Something Dangerous
A są takie… że słowa
płyną same.
1.
W oddali, złapmy się w ramiona i patrzmy, jak
zachodzi Słońce. Tam, gdzie jest za wysoko, tam gdzie bez lunety, lornetki,
teleskopu nikt nas nie dojrzy. Tam, na samej górze, na szczycie, patrząc na
wszystko i wszystkich z góry, nareszcie możemy się uśmiechnąć. Nasze dusze
przybiły sobie piątki, razem stuknęły się szklankami i zaśmiały przez łzy. Może
w oddali wszystko kładzie się spać, ale my dopiero teraz się budzimy.
2.
Coś niebezpiecznego. Nadali mi różne nazwy, gdy
najpierw zniknąłem na kilka godzin, a potem na kilka dni. Później sam poczułem,
że teraźniejsza chwila, prawdziwy bliski uśmiech, ciepłe słowa, dotyk i
realność, ma tyle znaczenia. Niewiele wypowiedzianego gdzieś w przestrzeni
zostaje, najdłużej trwa to co negatywne, puste i to czego nie dano powiedzieć
na żywo. Dostaliśmy tyle szans, dostaliśmy takie możliwości kontaktu i rozmów,
a tak naprawdę straciliśmy każdy i wszystko. I po co to komu było? Teraz
wystarczy napisać kilka słów i po chwili już patrzeć sobie w oczy. A to
przebija wszystko.
3.
Spójrzmy na siebie i spójrzmy na innych. Nawet
skacząc, skrzydła pozostaną połączone i choć odlecimy w różne strony, niektóre
słowa na zawsze pozostaną chwilą, która łączy dwa istnienia. Każda chwila jest
inspiracją i szansą, każda sekunda to nowa próba. Zakopuję w setkach stron i
notatek, chcę zobaczyć jak to wszystko się potoczy i zakończy. Teraz na dalszy
ciąg czekają już prawdziwe osoby. To tak niesamowite uczucie, takie prawdziwe.
Heartbreak
Małymi kroczkami, do końca.
Leczą mi się złamania i liczą mi się rany. Teraz pozostał mi
już tylko jeden tekst o tym zranieniu, ostatni i prawdziwy krok. Kazali mi
odrobić zadanie domowe, mam wszystko zapisać i pozwolić sobie na każde uczucie,
mam bić w ścianę i w worek bokserski, mam próbować wyładować z siebie wszystko,
mam zaryzykować i na wszystko pozwolić. Uwolnić z siebie czystą wściekłość i niewiarę,
tylko jedno po wszystkim ze mną zostanie. Potem przyjdzie mi napisać kilka
piosenek i zostawić wszystko na kilka lat. Kilka lat, to nie zawsze, a jednak
wielu tak myślało.
Runnin’n Circles
O ironio.
Czuję zmiany i czuję powrót do początku. Tylko nie tego
zaraz przed. I nie tego ciut wcześniej. I nie pierwszego wyznania i nie tańca.
I nie bliskich chwil i nie przypadkowego pocałunku. Nie prób po drodze. Nawet
nie pierwszej miłości i nawet nie tej drugiej, która wróciła po latach. Nawet
nie tam.
Wcześniej.
Dużo wcześniej. W punkcie ZERO, witam siebie, Ciebie, cały świat. Biorę kolejny łyk, teraz
bogatszy o wiek, o wydarzenia, o niewiarygodny ból, złamanie, o twoje błędy i
moje odpowiedzi, o małą dawkę inteligencji i tonę intuicji. Teraz na nowo mogę
zacząć próbować i iść. W otwarciu, w sekrecie, w pustce i pełności. W nic nie
wierzę, we wszystkim próbuję, w niczym pozostaję, a w całości tworzę kolejne
myśli. Teraz mogę już rozebrać się cały i powiedzieć, że takie stworzenie już
nie minie, a ja i tak umrę szczęśliwy. Dosyć złego z przeszłości, jestem gotów
na każdy negatyw i pozytyw z tych, które przyjdą. Na nowo oddycham. Na nowo
żyję.
Mackelmore – Excavate (Epilog)
Obudź się.
- Co się dzieje?
- Czas już wstawać.
- Gdzie jesteśmy?
- Tam gdzie mamy być.
Posprzątałem cały pokój, ułożyłem wszystkie ubrania i
znalazłem swoje dawne notatki. Kilka zeszytów, segregator, te prawdziwe słowa,
które kiedyś były dla mnie wszystkim. Sam nie pamiętam swoich wierszy, pamiętam
jak je pisałem, ale już nawet nie to co znaczyły. Wiesz co to oznacza? Że to
mija. Że będzie dobrze i jest dla wszystkich szansa. Nawet jeśli teraz czuję
się dobrze, a jutro będę się czuł źle, następnego może być znacznie lepiej. Zawsze
może się udać i w końcu zmienić na zawsze, tak jak było kiedyś, tak jak było
wtedy i tak jak będzie już niedługo.
- No chodź.
- Biegnę.
- Widzisz to?
- Najpiękniejszy widok w moim życiu.
- Nie ja. Morze, Słońce, Fale, Plaża. Ta…
- Cisza. Idealna cisza.
- Tak. Spokój.
Widziałem w przód wszystko co złe, poczułem w przeszłości to
co gorsze. Teraz boję się wielu rzeczy i boję się przyszłości. Boję się utraty
innych i znów siebie. Jestem zupełnie inną osobą, zmieniło się moje ciało,
zmieniała się fryzura, zmieniała twarz, jestem kimś zupełnie innym, teraz
zmienia się i osobowość, uczucia, pragnienia. Jestem tym, który daje rady,
jestem tym, który pokazuje jak kochać i czuć, sam zostaję bez tego, ale przez
chwilę czuję tego cząstkę. Wolę płakać do prawdziwych scen, niż łkać z
kolejnego zranienia. Choć tak naprawdę cieszę się, że na każde miałem szansę.
- Usiądźmy.
- Siadamy. Razem. Wtuleni, patrząc w dal.
- Mój Ty narratorze.
- W życiu ktoś musi coś komentować.
- Nie lepiej jak wszystko po prostu się dzieje?
- Nieważne jak. Ważne z kim.
- I gdzie.
- Wszędzie.
Teraz pozostaje mi już tylko spełniać te marzenia i
pragnienia, które teraz trwają. Choć brakuje mi już czasu, a czasem chęci i
sił, próbuję i trwam dalej. Pracuję, piszę, odpisuję i walczę, czasem mam
szansę na zupełnie inny i nowy oddech, czasem mam nareszcie szansę podzielić
się prawdziwą łzą. Wszystko staje się piękniejsze, nawet jeśli chwilami demony
pukają do zamkniętych drzwi. Nie połykam kluczyka, wyrzucam go jak najdalej i
robię kolejny krok.
- Długo czekałeś?
- Zależy w którym momencie jesteśmy. Tylko dzień dłużej.
Kilka lat. Całe życie.
- Warto było?
- Tak. Jeśli jutro mój duch miałbym odlecieć, było warto.
Walczyć, trwać i dotrzeć właśnie tutaj.
- Bahamas.
- Bahamy.
I tak znów łapię się za serce i ocieram małą kroplę, która
spływa z oka. Chciałbym podziękować tym, którzy mnie zainspirowali. Tym, którzy
tworzą taką muzykę, takie rzeczy, abym mógł do nich tworzyć coś takiego jak
teraz, a i tych, którzy pozwalają mi pisać coś innego dużo później. W duszy
dziękuję tym, którzy na te podziękowania w ogóle nie zasługują. Z pełnego bólu
zyskałem siłę, by stworzyć coś innego i pięknego, by odżyć i odrodzić się jak
feniks z płomieni. Mogę pozostać mistycznym stworzeniem, mogę spaść jak Ikar,
bo teraz czuję jakbym nad wszystkim był, tak blisko Słońca. Teraz, teraz, i za
chwilę, nie wiem jak jutro, ale teraz. Liczy się teraz.
- Najpiękniejsze.
- Najpiękniejsza.
- Najpiękniejszy.
- Zachodzące Słońce.
- My blisko.
- Wszystko idealne.
Tysiące kilometrów, kilka tysięcy, kilka kroków w stronę
wody. To tak niewiele, to tak wiele. To wszystko i nic. To ja.
Komentarze
Prześlij komentarz