Tracąc sen przez Wizje



Tekst pisany do nowego albumu Chris’a Young’a pod tytułem „Losing Sleep”.

Dziękuję za lekturę.



Ciemny pokój, przez okna wpadają promyki latarni. Spoglądasz jak zapalam świece, co chwilę patrząc w Twoją stronę. Dzielimy się światłem, Twój uśmiech najbardziej rozjaśnił moją duszę. Zdmuchuję zapałkę i odwracam się. Jak grom z zakrytego nieba, wszystko spada i świat krąży szybciej, czas staje w miejscu, a chwile prędko upływają. Słuchasz co pięknego udaje mi się wybrać, żaden dźwięk nie przebija Twojego głosu. Odkładam telefon, żadna wiadomość nie jest istotna. Nasze słowo, bez zapisu, zostanie najdłużej.



Patrzyłem, jak wskakujesz na motorówkę i odpływasz. Biegłem, ile sił w nogach, ale nie dałem rady. Skaczesz nad falami, opierasz się o burtę i zamyślasz. Broda ustawiona w głębokim zastanowieniu, a włosy szaleją na wietrze. Widzę Cię jeszcze tylko przez chwilę, potem siadam i sam mogę już tylko zamknąć oczy. Chciałbym móc się przenieść w każde miejsce na świecie, bo wiem, że wtedy na chwilę byłbym tam i odgarnął je tak by nie przeszkadzały. Na ławeczce obok zostawił piękny kwiat, a potem wrócił na piasek, leżąc i odliczając. Czekając, z ziarenkiem nadziei w dłoni. Tutaj nic nie wiadomo, choć wiem jedno.



Wybrałem się na wakacje, daleko w środek innych krajów, rozsiadłem się w samolocie, a on i tak wylądował niedaleko. Przeszedłem kilka kroków, rozpoznając wszystkie miejsca, swobodnie unosząc kąciki ust. Usiadłem przy barze nad oceanem jakże to nareszcie Spokojnym, wziąłem jeden gorący łyk, patrzyłem na śmiech barmana, kazał się odwrócić i spojrzeć. W tłumie tańczyły same piękności, tak spokojnie kołysały się do muzyki. Na jednej spoczął wzrok pełnego podróżnika, taka wyjątkowa, spośród ładności najśliczniejsza. Tak, wziąłem następny łyk, widząc jak nasze dłonie mogłyby się połączyć. Każdego dnia byłyby wakacje i wspaniałe czasy, a gorąc przychodziłby tylko z uczucia. Dopiłem drinka. Ach wakacje.



Późnym wieczorem, wróciłem zmęczony. Zrzuciłem z siebie torbę i kurtkę. Cały przemoczony, rozebrałem się i przeszedłem kilka kroków. Czułem na sobie każdą chwilę, każdy dotyk. Spojrzałem w lustro, pytając, dlaczego stałem się tak wrażliwy. Obejrzałem swoją twarz, zastanawiając się czy jeszcze ktoś będzie chciał na nią spojrzeć. W okna uderzał deszcz, daleko waliły pioruny. Za drzwiami pojawił się mój uśmiech. Na szafeczce obok łóżka położyłem szklankę z wodą i kwiat. Obracając się na drugi bok, nie myślałem nad realnością. Wziąłem głęboki oddech i zasnąłem.



Możemy porozmawiać? Mam do powiedzenia kilka ważnych rzeczy, wiem, chciałbym by ktoś ich wysłuchał. Możemy porozmawiać? Masz chwilę? Kolejnej nocy siedzę i myślę nad nowym dniem, ale znów inaczej. Nie ma dwóch takich samych dni, nie ma tych samych chwil, już nawet smutek nie jest ten sam. Czuję się niezwykle nawet wtedy, gdy łzy płyną po policzkach. Spowiadam się z dobrych rzeczy, z dokonanych czynów, z zmarnowanych szans i pomyłek, łkając, czując jak kruszy się serce, po chwili uśmiecham się. Możemy zamienić słówko? Może dwa, może trzy, może kilka zdań, których jeszcze nie przyszło mi wypowiedzieć, a tyle jeszcze bym nie chciał. Kiedyś poczułem jak cały świat lega w gruzach, teraz na nowo stawiam fundamenty. Mam jedno pytanie, mogę Ci je zadać? Wiem, że milczysz, choć mówisz tyle słów, wiem, że przepełniasz mnie historiami, ale zatrzymujemy się tuż przed weneckim lustrem. A co jeśli powiem Ci, że zamiast kropki nad „i” postawiłem serce? Co jeśli na ucho wyszeptam, że obudziłem się bez sił, zalany płaczem, a zasypiam pełen radości? Nie wiem dlaczego, nie znam powodów, nie wiem jak będzie już za kilka chwil. Jakoś tak… czuję, że liczy się teraz. Ta sekunda.



Złapałem się w chwili i ocknąłem. Zacząłem biegać z jednej stacji na drugą, rozbawiać i śmiać się samemu. Postawiłem głowę w fikcyjnym świecie, ale nawet tam, między miastami i postaciami, przebijało się drobne światło. Nawet po przeciwnych biegunach, czułem szybsze bicie serca. W każdej chwili przyśpieszałem kroku i szukałem. Przychodzą i takie dni, że szukam już tylko w głowie, bo tutaj znalazłem. Przed moimi oczami otwarli skarb, ten do którego nigdy nikt nie potrafił narysować mapy, a każdy wiedział o jego istnieniu.

Teraz musi Pan tylko znaleźć klucz.



Usłyszałem jak otwierasz się drzwi. Słyszałem jak ściągasz buty i powoli kierujesz się do łazienki. Wstałem, przeszedłem kilka kroków i nalałem kieliszek wina. Przekroiłem bagietkę i położyłem na niej ser, po środku ten sam kwiat, wyciągnięty z wazonu. Szybko wróciłem, po drodze kładąc wodę po Twojej stronie. Wyszłaś spod prysznica, przeszłaś tę małą odległość, słyszałem jak przechylasz kieliszek i przykrywasz kanapki. Usłyszałem jak otwierasz drzwi i siadasz obok. Przesuwając dłonią po kołdrze zapytałaś, czy śpię. Chwilę udawałem, poczekałem, aż się położysz, a potem złapałem za rękę. Noc się zaczęła, noc się kończyła, oczy zamknęły, ciała zasnęły.



Spakowałem wszystkie rzeczy i rzuciłem torbą na tylne siedzenie. Odjechałem i nie oglądałem się za siebie, zamknąłem każdy rozdział i nareszcie wziąłem oddech. Do nowego dnia zostało jeszcze tylko kilka chwil, do nowego życia jeszcze parę gestów, do pragnienia jeszcze moment. Wiedząc, że teraz nie ma już kajdan, nie ma zacisku na sercu, próbuję na nowo, jeszcze raz próbuję na nowo.



Spojrzałeś kiedyś na kogoś tak rano? Tak wiesz… tak jak nikt inny wcześniej nie patrzył. Patrzyłeś tak, że zaparło Ci dech. Rozumiesz o co mi chodzi. Możesz powtarzać setki raz jak ktoś pięknie wygląda, ale to właśnie w tej chwili najbardziej kradnie Ci każdy zakątek Twojego serca. No Ty wiesz o co biega. Wymalowana, w zmysłowej sukni, z powalającym uśmiechem, tak bardzo kręci i powala, a jednak to następnego dnia rozczula i czaruje, gdy nawet nie wie, a po chwili już się orientuje. W świecie, gdy wszyscy pytają Co, czasem odpowiedź kładzie się niedaleko. No Ty wiesz o co chodzi no, stary głupi, wiesz. Pamiętasz to, rozumiesz, ogarniasz. No Ty… Ty… Jak w filmach, ale lepiej.  



Chodź ze mną. Właśnie wybił nowy dzień. Widzisz jak daleko strzelają fajerwerki? Widzisz jak wszystko kładzie się spać, a jednak wstaje do życia? Miasto dalej pędzi, ale jednak spokojniej. Spójrz jak jest cicho, idealnie, pusto. Widzisz, czujesz?

Pierwsze zniknęły oczy, potem uśmiech, potem wyślizgnęła się dłoń. Z pół-uśmiechem, spadła łezka i zacisnęły się pięści, trzymając kciuki. Usiadłem na trawie i spuściłem głowę. Bez dobrej odpowiedzi, bez dobrych wieści, ale nie bez sensu.

Gdzieś w oddali płonęła świeca, gdzieś tam ludzie kładli się tuż obok, a inni kochali. W pewnym samolocie leciał podróżnik, który swoją miłość spotkał po drugiej stronie świata, nawet jeśli wydawało mu się to tak niedaleko. Niektórych uczucie już opuściło i odpłynęło łódką, gdzieś daleko. W każdym istniała prawda, w każdej piękno.

Miałem nadzieję, że po prostu to wszystko mi się przyśniło, a potem, że każdy element był prawdziwy. Ani jedno, ani drugie nie było do końca realne. Usiadłem przed komputerem, z kroplą Bourbona i napisałem kilka akapitów do nowego albumu artysty, którego znam już tyle lat. Tak samo, a tak zupełnie inaczej.

Niedługo przyjdzie zakryć uśmiech w przymkniętych oczach. Po stronie snu zobaczyć kilka znajomych i nieznajomych twarzy, miejsc i historii. Tyle jeszcze do odkrycia, tyle do spróbowania i zobaczenia. Rano otwieram oczy, obracam się na bok, przesuwam dłoń… Między palcami czując małą grudkę, zbliżam ją do oczu.

Małe ziarenko piasku. Not a shadow of a doubt.

Komentarze

Popularne posty