F*cking with Him.
Usiadł na ławce i popatrzył na plac zabaw. W oddali
dzieci bawiły się, jakby jutro miało nie nadejść. Mała dziewczynka z dwoma
chłopakami, próbowała uczynić z skakania na skakance międzynarodowe
arcydzieło, w trakcie gdy małe dziecko zjeżdżało z uśmiechem na twarzy. Prawie słodkie. Całość otoczona była
piaskiem i niskim, drewnianym płotkiem, bo nie daj Boże, ziarenko wyleciałoby
poza wyznaczone granice. Pierdolone
zasady.
Po chwili usiadł obok niego człowiek, którego znał od lat, jednak
gdyby mógł nie spojrzałby na niego drugi raz.
- No witaj, przyjacielu.
Skurwsysyn.
Śmiał go nazywać przyjacielem po tym jak setki razy wbił mu nóż w plecy. Niski,
przysadny i nad wyraz pretekcjonalny „mężczyzna” zawsze wiedział, w jakiej
sprawie się do niego zgłasza. „Proszki albo coś specjalnego”, jak sam to określał.
- Masz to o co prosiłem?
- Jakiż bezpośredni, aż smutno pytać o życie. –
wyciągnął mały plik dokumentów i podał mu. – Proszę. Oto Ona. 21 lat, rasa mieszana, jakkolwiek to brzmi,
zdrowa, ładna i z wymiarami, które powinny zadowolić kogoś takiego jak Ty. Włosy
czarne, 52 kilogramy, brązowe oczy i zgrabny tyłek. Naprawdę zgrabny. Aż
by się chciało złapać i…
Złapał go za gardło.
- I?
- I przekazać resztę dokumentów. – wyszeptał
resztkami powietrza. Puścił go zanim ten zdążył się udusić.
- I za nie dziękuję. Teraz wypierdalaj.
– zrzucił go z ławki, jednym pociągnięciem.
- A pieniądze?
- Gdy przyjdzie czas.
- A to nastąpi…
Spojrzał na niego.
- Gdy przyjdzie czas, rozumiem.
Odszedł bardzo powolnym krokiem, dysząc nieustannie.
Daniel spojrzał na dossier i od razu zrozumiał jego wybór. Zdjęcie ukazywało jej całą
urodę. Nie była piękna według kanonów, setek homosów próbujących ustalić które
pióra najlepiej pasowałby do łososiowo – beżowej sukienki, ale bardziej przyziemnie.
Była kobietą w której można było się zakochać. Typ damy z którą typowy mężczyzna
mógłby spędzić resztę życia, jeśli tylko byłby na tyle odważny.
Wstał z ławki i udał się we wskazany adres. Wielki,
szaro-czarny budynek, z drobnymi oknami i skromnym wejściem. Podwójne drzwi z
przed kilkunastu lat i odźwierny, który pracuje tam tylko dlatego, że od życia nie
wymagał niczego innego.
- Madam Prisou?
- Trzecie drzwi po prawej stronie. Schodami w dół. – odezwał się mężczyzna z
melonikiem i wąsikiem w stylu hitlerowskim.
- Dziękuję. – powiedział i wręczył mu
dwadzieścia dolarów.
- Czwarte drzwi, sir, przejęzyczenie.
Znał te „przejęzyczenia”, aż za dobrze. Jeden zły
uczynek i lądujesz w alecje pobity przez czternastu czarnoskórych, z baseballem
w swoim anusie. Do takich miejsc nie przychodzi się przypadkiem. Na ten
zaszczyt trzeba zasłużyć, albo w jego przypadku mieć znajomości.
Otworzył drzwi i skierował się tam gdzie wskazał mu
odźwierny. Brzydkie, metalowe wrota praktycznie same się przed nim otwarły. W
twarz uderzył go zaduch i zapach potu unoszący się w całym pokoju. Miejsce to
było dokładnie takie jak można go było sobie wyobrazić. Różowa wykładzina,
tandetne neony w kształcie flamingów i nagich kobiet, fotele z taniej skóry,
ściany koloru wymiotów wywołanych przez kilka drinków i wielka, metalowa rura ustawiona pośrodku.
Na około całego, tego zjawiska natury były tylko liczne drzwi, prowadzące do Bóg
wie gdzie. Stanowisko striptizerki było puste, jednak kilku mężczyzn cierpliwie
czekało na swoją kolej. Dlaczego ja
jestem ważniejszy? Podeszła do
niego średnio urodziwa kobieta po 60-tce. Elsa, było jej na imię, jak
dowiedział się chwilę później. Hostessa wśród alfonsów i i ździra wśród dziwek.
Ciekawy status jak na swój zaawansowany wiek.
- W czym mogę ci pomóc, kociaku?
Jeśli to zdanie mogło brzmieć mniej seksownie, można
by za nie wręczać nagrody.
- Szukam tej dziewczyny. – powiedział i wręczył jej
zdjęcie wraz z podstawowymi danymi zawartymi w dossier.
- Special
client? Tędy proszę. – odrzekła flirtująco.
Bądźże
babo mniej pociągająca to cię oskarżą o zbrodnię przeciw ludzkości.
Zaprowadziła go do małego pokoiku wypełnionego wonią
słodkości i poprzednich, rzymskich orgii.
- Skieruje się pan prosto, a ona będzie
już czekać.
Bylebyś ty mi znikła z oczu.
Zrobił krok przed siebie rozmyślając nad tym co
właściwie robi. Wokół niego rozłożone były lustra, prawdopodobnie weneckie z
kamerami, by nikt nie skrzywdził ich cennego towaru. Kroczył teraz ku zbrodni wobec wielu, ku zbrodni wobec miłości i uczuciu, ale przyjemności dla dwóch
osób. To ja.
Otworzył drewniane drzwi i spojrzał na nią, leżącą
na łóżku. Nie potrafił już odróżnić kolorów. Rozpoznał czerń na poręczach i
czerń na jej bieliźnie. Od razu wiedział, że musi nauczać.
- Chodź do mnie, kotku. – powiedziała, prawie
seksownie.
Spojrzał na nią wymownie i przyłożył palec
wskazujący do ust. Zamilkła.
Ściągnął koszulkę i spodnie, ale zostawił majtki.
Zrzucił okulary i skarpetki, ciągle patrząc się w jej stronę.
- Nigdzie nie idę. – odpowiedział. – Ty też. Teraz
ja mówię, a ty słuchasz. –Strach. Nie
tego, kurwa, chciałem. – Spokojnie. Nie po to tu jestem. – Prawdopodobnie
setki przychodziły do tego miejsca by dać upust swoim chorym emocjom.
Jakkolwiek to wszystko brzmiało i wyglądało, zawsze obniżało procent zbrodni na
tle seksualnym chociaż o minimum. – Chcę dać ci przyjemność i jakkolwiek to
brzmi wynieść ją też dla siebie.
Podszedł bliżej i pocałował ją. Wyciągnęła język, a
on momentalnie się cofnął.
- Nie. Nie tak. – złapał ją i przewrócił na siebie.
Całował ją, delikatnie pieszcząc językiem jej usta.
Jego ręce błądziły powoli po jej plecach, by znaleźć i rozpiąć górną
część jej erotycznej garderoby. Po tym położył ją tak jak leżałą wcześniej i lekko
się uśmiechnął. Zrzucił stanik na podłogę i spojrzał jej w oczy.
- Nie jestem jak inni. – Próbowała skinąć, ale w
głębi duszy nie wierzyła. – Wiem też, że tego nie zrozumiesz. Jestem innym
człowiekiem, innym seksualnie. Nie chcę cię gnębić, ani maltretować.
Zniżył się i pocałował ją w szyję. Zrobił tak trzy
razy i przesunął się niżej, zostając tam na kilku sekund.
- Chcę cię uwielbiać. Twoje ciało jest dla mnie
świątynią i skarbem.
- Tak, panie. – wyszeptała.
- Kurwa mać nie! - Zrzucił ją z łóżka i wstał. –
Kiedy wy zrozumiecie, że nie jestem Waszym panem, co? Nie jestem gwałcicielem,
sadystą, czy innym wymysłem kobiet w średnim wieku. Jestem tylko sobą i chcę
kochać to czym jesteś. Na jedną noc. Jesteś w stanie się nie odzywać ? Jesteś w
stanie czerpać przyjemność z tego co masz i zapomnieć o przeszłości? – Skinęła
niepewnie głową. – Przepraszam. Chodź tutaj.
Wróciła na łóżko, wyłożone płatkami róż. Postarali się. Dotknął jej lekko
umięśnionych pleców i całował jej pełne wdzięku usta. Po raz kolejny położył ją
na plecach i powoli schodził w dół.
Usta
delikatne, ale jednak namiętne. Szyja pełna wdzięku i słodkości perfum. Skóra
gładka i jasna. Piersi niewielke i wydatne. Zniżał i
wstrzymywał się, aż do nich doszedł. Całował, ssał i pieścił jedną, gdy jego
ręka dotykała drugiej. Kochał każdy centymetr jej ciała, choć poznał ją przed
sekundą. Na ten moment stała się jego ideałem, takim jakiego zawsze znał.
Słyszał jej cichy pomruk i wzdychanie. Jesteś
taka piękna. – chciał powiedzieć, choć wiedział, że nie może. Jego usta
znalazły się na drugiej sutce, a ręka na poprzedniej. Zawsze czuł się jak
nowo narodzony, gdy mógł dać jej inne uczucie.
Jego usta zeszły niżej. Całował jej brzuch i każde
jego mięśnie. Nie wiedział czy czuje się z tym komfortowo, ale teraz nie o to
mu chodziło. Zaciągał się jej zapachem i pieścił jej pępek. Wiedzą kto tu przychodzi. Kochał to
ciało. Idealne, stworzone do grzechu, którego nie wyznawał. Była taka słodka i
wyjątkowa. Tak przynajmniej starał się myśleć.
- Niżej. – wyszeptała.
Wrócił do jej ust i zamknął je pocałunkiem.
- Ciśśśś. Nicość.
Płytkymi oddechami schodził na dół. Ominął jej
spragnioną część i całował jej stopy i wschodząc ku górze. Jej łydki tak
rozświetlone, jej kolana tak wydatne i jej uda idealnie umięśnione. Całował ich
wewnątrzną stronę. Znalazł się przy skarbie. Przejechał ręką po granicy
bielizny, a ona jęknęła. Nie wiedział czy udaje, czy naprawdę czuje. Nie obchodzi mnie to. Nie teraz. Złapał
rękoma jej nogi, a zębami sprowadził czarne majtki do samego końca, odsłaniając
przed sobą to czego pragnął. Ideał.
Pocałował ją tam delikatnie kilka razy. Objęła
rękami jego głowę, jak gdyby chciała go przybliżyć. Całował więc namiętniej i
bliżej, nie odrywając spojrzenia od jej twarzy. Chciała się odezwać, chciała
jeknąć, ale nie mogła. Szybko się uczy.
Zatopił się w jej jestestwie. Lizał każdy jej zakątek i kochał jej smak. Tak
niezwykły, a jednak już wcześniej poznany. Jego ręce błądziły po jej zgrabnym
ciele, a usta sprawiały przyjemność jaką chciał jej dać. Syk, jęk, krzyk,
dostała uwolnienie swoich uczuć, gdy nie mogła im się oprzeć. Przyciskała jego
głowę coraz mocniej, aż w końcu puściła soki.
Trzęsła się, gdy przesuwał językiem aż do samej
góry. Pocałował ją raz jeszcze i dał odpocząć.Wtuliła się w jego tors.
- Powinnam ci się odwdzięczyć. – wyszeptała i jej ręka powędrowała ku jego
bieliźnie.
Zaczęła poruszać nią miarowo w górę i w dół. Próbował
się odprężyć, ale nie potrafił. Cały czas widział ten sam obraz przed oczami,
czuł ten sam dotyk i ten zapach. Jej
dłoń poruszała się coraz szybciej, przyśpieszając wraz z jego oddechem. To chyba moja rola, prawda? Doszedł i wybudził się z transu. Nie wiedział
ile czasu minęło, ani kiedy zdjęła mu resztę ubrań.
- O czym myślałeś? – nie otrzymała odpowiedzi. – To może
o kim?
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
- A co mi szkodzi?
- Nie bierzesz od godziny?
- A masz zamiar wykorzystać całą godzinę? – I tu go
miała. Nigdy tego nie robił. Dotykał tyle ile potrzebował, czasami dał się
dotknąć, ale później znikał. – A więc?
- W sumie jebie mnie to, czy wiesz, czy nie. Siedem lat temu, w moim życiu pojawiła się
kobieta. Wszyscy mówili na nią Lidi. Piękność jak ze snu, a charakter jak z
koszmaru. Nie zrozum mnie źle, była wspaniałą osobą, tylko trochę… Sam nawet
nie wiem jak to nazwać. Inną, niezwykłą, zranioną… Widziałem w niej część
siebie. Dużą część. – poczuł, że łza napływa mu do oka. Szybko je przetarł. – Poznałem
ją, gdy jeszcze chodziłem do szkoły. Dzieliliśmy kilka zajęć i po jednym
wspólnym zadaniu klasowym, zaczęliśmy rozmawiać. Na początku na luzie, ale
stopniowo przechodziło to w coś innego. Każdego dnia, gdy się widzieliśmy
czułem się inaczej… wyjątkowo. Podchodziła do mnie i tuliła. Trzymała tak
kurczowo jakbym zaraz miał zniknąć. Wracaliśmy do domu uśmiechnięci, ale po
paru godzinach wszystko się zmieniało. Ona piła i ćpała, a ja paliłem jak
smok. Starałem się nie otumaniać umysłu,
bardziej niż ona już to robiła. Przychodziła późna pora i słodkość zmieniała
się w piekło. W jednej sekundzie z miłości przechodziła w nienawiść.
- Dlaczego?
- Z wielu powodów. Żaden nie był do końca właściwy.
Spotkaliśmy się w moim mieszkaniu. Pierwsza mnie pocałowała. Jej usta był
delikatniejsze od twoich, choć trochę zniszczone. Smakowała nikotyną , lepszą
niż z jakiegokolwiek papierosa. Wypiliśmy kilka piw i wypaliliśmy pokaźną ilość
zioła. Cały czas zachowałem jednak trzeźwość. – Spojrzała na niego wymownie. –
Do pewnego stopnia. Całowaliśmy się i dotykaliśmy… Pierwszy raz poczułem, że
mogę zrobić wszystko. I ona dała mi na to zgodę. Rozebrałem ją i całowałem tak
jak ciebie. Zrozumiałem wtedy swoją psychikę. Była dla mnie darem, a ja
chciałem o ten dar dbać. Bawiłem się jej ciałem i starałem się sprawić
przyjemność. Nigdy nie chciałem jej przelecieć, chciałem ją wielbić. Kazała mi
mocno wkładać palce. Pieprzyć ją nimi. Mocno i "szybciutko", żeby być dokładnym. Jej syk i jęk był
muzyką dla moich uszu. Drapała mnie jak zwiariowana z każdym ruchem. Czułem, że
krew spływa mi po plecach, ale nie czułem bólu. Tylko uwielbienie dla tego co
było przede mną.
Wstała, wzięła paczkę papierosów i podała mu
jednego, następnie odpaliła obojgu.
- To jest w pewnym sensie piękne, ale też chore.
Wiem, że zdajesz sobie z tego sprawę.
- A kto by sobie nie zdawał? Prawda jest taka, że w
tym świecie wszystko ponad misjonarskie wydaje się chore. Seksualność jest
stawiana na tej samej półce co pierdolenie i pornografia, ale tego ci chyba nie
muszę mówić.
- Z pośród mojej klienteli, na ten moment jesteś
najbardziej wyjątkowy. – zaciągnęła się. – Większość przychodzi mnie
wypieprzyć, rozładować swoje potrzeby. Dla nich to jest zwykły akt, część dnia
nie różniąca się od szczania, czy zjadania chipsów. I patrząc na nich i to
wszystko, nienormalne jest to, że to ty jesteś chory.
- Zawsze będę. Zaciągnij się jeszcze raz.
Nabrała dymu w płuca. Zbliżył się i mocno ją
pocałował, a ona wypuściła powietrze.
- I to jest dobry smak. Muszę się zbierać.
- Nie skończyłeś historii.
- Dlaczego tak uważasz?
- Jeśli nadal by wszystko było takie jak mówiłeś,
nie przyszedłbyś tutaj. Nie wyznał mi tego wszystkiego. Nie palił dalej.
- Chcesz wiedzieć co było później? – Skinęła głową. –
Tej samej nocy powiedziała mi, że mnie kocha, ale powinienem być martwy. Z
prostego powodu. Jestem facetem, a oni są złem. Plagą i skazą tego świata.
Przez błędy jednego setki oceniane są tak samo. A potem i oni stają się tacy
jak ich pierwowzory. – Zbliżył się do niej i ściszył głos. – Ranimy, gwałcimy,
bijemy, okłamujemy i zostawiamy. Z naszej winy giną miliony i z naszej powstają
kolejne. – Uśmiechnął się krzywo. – Tak przynajmniej zinterpretowałem jej
słowa. Uprawialiśmy potem seks jeszcze dwa razy. Spotkaliśmy się trzy. Z każdym
razem słyszałem te same słowa. Postanowiłem, że ją przeproszę.
- Za co?
- Za to, że nie byłem tym czego potrzebowała. Widać
byłem tylko kolejną, jebaną pomyłką.
- I dlatego spotykasz się z dziwkami?
- Nie nazywaj się tak. Szczególnie, gdy cenisz się
tak wysoko. – potarł palcem wskazującym o kciuk. – Spotykam się z nimi, bo nie
potrafię się spotykać z innymi kobietami. Ona dokonała gwałtu na tym kim byłem.
Za każdym razem, gdy próbowałem czegoś innego, poza szybkim numerkiem w toalecie, widziałem ją przed sobą. Nie jest to dobra wizja. Dam ci radę, której mi nikt
nigdy nie dał. Nie pierdol się z kimś do kogoś coś czujesz jeśli wiesz, że nie
będziecie ze sobą choćby przez chwilę. Seks jest cudowny i na swój, dziwny
sposób piękny, ale tylko szczery. Pierdolenie nic po sobie nie zostawia. Poza
oczywistym bałaganem.
- Dalej ją kochasz?
- Oj nie. Nie wiem, czy kiedykolwiek ją kochałem.
Bardziej ideę bycia z nią. Zakazany owoc, który smakuje tak słodko. Nauczyła
mnie czegoś i przez to zostanie dla mnie ważna, ale póki co… potrafię żyć tylko
w ten sposób. – Podniósł się i zaczął ubierać. – Na szafce zostawiłem portfel.
Są w nim pieniądze i pojedyncza wizytówka, a na niej mój numer telefonu.
Jeśli zdecydujesz się wybrać mój dotyk ponad inne, daj mi znać.
- Będziesz mnie pierdolił?
Uśmiechnął się.
- Może kiedyś.
Wyszedł stamtąd i udał się w dół ulicy.
***
Wybijała już dziesiąta w nocy, ale brama
cmentarza ciągle była otwarta. Letni, gorący wieczór i wszystko spowite
ciemnością. Lekki wiatr kołysał drzewami, a drogę oświetlały znicze.
Zapalił papierosa. Drugiego od siedmiu lat. Sześciu
i pół. Od dnia w którym się dowiedział.
Podszedł do znanego mu już miejsca. Oczyścił
nagrobek z kilku liści i rozłożył krzesełko, które niósł ze sobą. Usiadł na nim
i zaciągnął się papierosem.
- Znalazłem kolejną. Wygląda prawie jak ty. Mogła by
przestać tak dbać o usta i dłonie, ale poza tym niewiele się różnicie. –
Uśmiechnął się, choć łzy spływały mu policzkach. – Ma lepszy charakter, wiesz?
Jak na prostytutkę jest nawet miła. I słodka. Na górze i na dole.
W ciszy dopalił papierosa.
- Tęsknię za tobą. Za tymi pseudo „nami” i twoją
wściekłością. Przestałem już czekać, choć nie przestałem szukać. Wiem, że
jeszcze wiele przede mną. Pamiętaj, że kiedyś się spotkamy. Tyle mogę ci
obiecać.
Wstał, wziął krzesło, niedopałek i wrócił do
samochodu. Włączył radio i przy spokojnych tonach muzyki, odjechał.
A
tam na małym grobie nie było ani nazwiska, ani łez.
Lidi
8.06.1993 - ?
Komentarze
Prześlij komentarz