Pożalenie

Jak paść i już nie powstać? Jak zaszaleć po raz ostatni? Droga do nieba prowadzi przez same wyboje, przez rozstaje z których żadne nie jest właściwe. Teraz nie ma już dobra i zła. Tylko upadek. Co mam powiedzieć, gdy nic nie wiem? Gdy po prostu leżę i już niczego nie rozumiem. W którą stronę się zwrócić, komu powiedzieć skoro żadna wersja nie wydaje się dobra. Chcę Ci powiedzieć wszystko, ale za każdym razem, gdy piszę, że dzisiaj znowu mi odbiło, widzę Twoje łzy, widzę to co już mi mówiłaś i jak ciężkie już jest Twoje życie. Mój ból pozostaje moim i śmiechem tylko dla tych co są wokoło. To nie moja wina, że niektórzy stworzyli tornado w spokojnym miasteczku, nie moja wina, że jedna błyskawica rozdzieliła radość od bycia zdrowym psychicznie. Łapiąc się za bolące serce upadam na niesprawne kolano i nie potrafię odpowiedzieć na żadne pytanie. Tracę uwagę i widzę, że mija godzina. Dawno nie jęczałem, dawno ze smutku się nie spowiadałem.

45 dni nie palę i nie czuję grama dumy. Prawie nic nie piję i w ogóle mnie to nie obchodzi.  Łykam puste słowa i nie liczy się dla mnie pogoda. Słońce świeci to czuję tylko samo ciepło, pada deszcz i tak się kładę. Nie mogę skupić się na żadnym czytanym słowie, to co przede mną leci ma sens tylko w połowie. Wybija kolejna godzina i odzywają się wszyscy o których nie wiem co myśleć. Każdemu staram się pomóc, każdego uratować, ale nigdy nie myślę co stanie się o tym, gdy mnie zabraknie. Gdy w końcu odejdę i znajdę się na statku. Czy obejrzę się za siebie, czy uronię łzę, czy nigdy nawet o tym nie pomyślę? To wszystko tak cholernie boli.

Gdy pamiętam każdą sekundę, gdy dotyk był przyjemnością, gdy widzę wizję trójki dzieci przed oczami, gdy moja willa powoli płonie, a prawda zanika. Każde miejsce ma na sobie bliznę, wypaliła je dłoń jak tatuaż, którym było każde uczucie. Dlaczego prawda zawsze zmieniała się w kłamstwo, wybawienie w przekleństwo, my w nic. Mijają godziny i lata, wszystko ruszyło do przodu tylko ja zostałem w miejscu. Ciągle paląc blunta na kamiennych schodach, śmiejąc się, że nie potrafię się zaciągać. Smak pierwszej wody, po drugim oddechu. Nasze głupoty i prawdy. Boże, to jedyne spojrzenie w gwiazdy i prawda tylko wtedy wyznana. To wszystko tak bardzo mnie zżera i zabija. Jak chore jest to wszystko? Wiem, że ich zabijesz, ale ja nie dałbym rady. Jak zwykle. Zobaczyłbym ich i jeszcze raz przeprosił bez powodu. Dlaczego cały pomagam i dlaczego wspieram? Dlaczego nie powiedziałem spierdalaj jak oni do mnie? Kurewstwo. Dlaczego oni się śmieją, a ja znowu płaczę przed monitorem? Wiem, że życie nie jest fair, ale bez przesady. Naprawdę Boże, bez przesady.


Codziennie poszukuję sensu, codziennie nowego powodu by po prostu nie zniknąć. Nie zginąć, już nie o to chodzi. To byłoby za proste. Odnaleźć tą właściwą ścieżkę. Spakować tylko kilka par bielizny i znaleźć się na pokładzie. Płynąc i wymiotując mając wkoło tylko puste morze. Pisać i każdego dnia mniej umierać. Zniknąć z życia wszystkich którzy mnie pamiętali, umrzeć dla tych którzy we mnie nie wierzyli i pozwolić przyjść na pogrzeb tym, którzy mnie zranili. Gdybym odszedł nic by się nie zmieniło, oni przecież nie mieli serca. Jak mogli, jak potrafili… przepraszać za gówno prawdę, za kłamanie i ropę, którą zalali moją duszę. Zepsutą zabawkę zostawić i wyśmiać, wybacz mały, #allthesingleladies, bez do widzenia i pożegnania, zgwałcić i porzucić. Stanąć na dziobie i po prostu skoczyć, na bezludnej wyspie odrodzić się na nowo. Z nowym imieniem i prawdziwym uśmiechem. Wiem, że wszystko jest w porządku, wiem, że to wszystko już było, ale to zawsze wróci. Prędzej czy później dogoni. Kiedy powiedzieć prawdę, kiedy zapomnieć o tych bliskich których jednak się kochało? Na to nie ma dobrego momentu. Move on, wołają tłumy, a ja siedzę i palę stare zdjęcia. Na nic nie zasługiwali, a dostali wszystko. Mnie pozostał tylko pistolet i wybór znany od tylu lat. Strzeliłem. W ostatni portret który tam został. Pamiętajcie, że kiedyś wrócę. Jako ten dupek, którego stworzyliście, jako ten zaginiony romantyk, który was kochał, jako ten chuj, który dostał wszystko co chciał. Zarozumiała pizda, której zawsze chcieliście. Nareszcie to będzie mój wybór. Tak, jestem kimś innym. Nareszcie jestem. Wiem jak to jest, gdy ktoś czuje coś do ciebie i wiem, że jest o co walczyć. Nie o kłamstwo i zaginione uczucie, ale o to co się liczy i co jest teraz. Nie ważne, że boli, to mnie kształtuje. Każdego dnia gdy się budzę i uderzam w ścianę. Każdego dnia, gdy mówię nie i każdego gdy coś napiszę. Dla siebie. Tylko.

Komentarze

Popularne posty