Another New Year
Witam wszystkich w
tym momencie. Osiem minut po północy, z wodą na tarasie i telefonem u boku. W
dwudziestym roku swojego istnienia, który właśnie przeminął. Na słuchawkach
ukochane country wariuje gitarą i skrzypcami, a ja podśpiewają jak bardzo
przyjemny był cały zmarnowany czas. Kolejny moment który przeminął, kolejny
drink wzniesiony za nieznane cele. Uśmiech rzucony w niewłaściwą stronę,
spojrzenie skierowane nie tam gdzie trzeba, kiepskie filmy, słabe seriale,
tragiczne utwory i pocałunki, które odpłynęły. A jednak są takie chwile, że o
nic innego nie mógłbym prosić. O żadną chwilę, o żadną osobę. Nic nie pominąć i
po prostu patrzeć i wiedzieć… To już nigdy się nie powtórzy.
Dzień po dniu wszystko się zmieniało. Niesamowite jak
pojedyncze zapominajki rozpoczynają wielkie historie. Rozmawiali, żyli od tak
długiego czasu. Dotykali, całowali i tulili, a jednak się pomylili. Ona
zaszalała z innymi, a on cierpiał dzień po dniu, a potem ponownie wstał.
Obejrzał się na lekcji i zobaczył, że tam siedziała. Podniosła głowę, spojrzała
i się uśmiechnęła. Och. Napisał i spróbował. Zawalczył i się zbliżył. Poczuł i położył
się razem z Nią. Ich historia pisana była pięknym atramentem. Walczył i starał
się o lepsze jutra, Ona jednak potrzebowała wolnego dnia. Z dala od wszystkich do
których on też się zaliczał. Powoli nadchodził Nowy Rok, on ją dotknął, a Ona
jego. Ostatni krok, który mimo wszystko nic nie zmienił. Tak następnego ranka
puścił jej rękę i już jej nie odzyskał. Rozeszły się drogi, ale jak każdy
rozstaj zaprowadził ich w nowe zakątki. On… Ona znalazła uczucie i choć tak daleko teraz śmieje się i
denerwuje słodko. Bo takie właśnie jest życie. Zmienia się znikąd dla
wszystkich. Z małą decyzją tworzy się nowy rozdział i nowy świat dla dwóch,
zmiennych osób.
Ocknął się pewnego dnia z łzami w oczach. Tyle się stało,
tyle złamało. Najbardziej on. Padł z papierosem w ręce i nie mógł już wstać.
Widział tłum, który śmiał się nad jego zwłokami i kiepował na jego ulatujący
smutek. Za bardzo się przesunął, za bardzo uwierzył. Krwawa jego dusza powoli
zanikała, romantyzm umarł, gdy znowu usłyszał nie. Jedyne słowa powstawały przy
kolejnym łyku i zaciągnięciu. Przy spojrzeniu w ciemną noc i gwiazdy świecące w
zupełnie inną stronę. Powoli wszystko traciło swoje barwy, powoli sam tworzył
oddech dla nicości. To nie był jego świat. Tylko ból i łzy były prawdą, a to
wszystko straciło sens. Odeszli Ci na których polegał, odeszli Ci których
kochał. Jak to jest, że nawet na kopcu z ukrytą trumną, pokazał im uśmiech? I
pewnego dnia po prostu wysiadł. Został sam w małym kącie i zniknął. Umarł. W
jednej chwili istnienie, które nigdy nie miało sensu, w końcu zniknęło. Dlaczego
wtedy nie umarł, dlaczego wtedy po prostu… dlaczego… tego nikt się nigdy nie
dowie.
Dostał swoją szansę, odnalazł choć jeden, mały cel. Pisał co
przyszło mu na myśl. Śmiał się i wariował. Zbierał ludzi i wśród nich pojawił
ktoś niezwykły. Wtedy taka zwykła osóbka, a jednak teraz wyjątkowa. Przyszła do
cudzego domu, obróciła się i weszła pod schodach. Kołysząc brązowymi włosami na
ramionach, zakręciła jego głową. Usiadła i spojrzała w jego stronę. Robił
wszystko by zaczęła się śmiać, wszystko by wywołać ten wspaniały uśmiech.
Czasem się obracała by spojrzeć mu w oczy, czasem po prostu była. Razem
odjechali, a on popełnił mały błąd o którym będzie słyszał do końca życia, ale
nie jest mu z tym źle. Znika z jego oczu, a on nie wie nic. Człowiek jest
głupi, do ostaniej sekundy. Do momentu, gdy ściska mu ramię, do momentu gdy
wysyła mu zaproszenie. Do chwili, gdy ich ręce się łączą, do chwili gdy usta
spotykają. I wtedy wszystko zaczyna mieć sens. Prosta droga rysuje się przed
ich oczami, a on nie wie co zrobić. Kochał tyle razy, całował tyle razy,
dotykał tyle razy, ale nigdy nie wiedział. Nigdy nie poczuł, gdy ktoś robi to
dla niego, gdy ktoś przysięga, że do nich razem należy ten świat. Zostawił ją i
odszedł. Ciesząc się innymi, krótkimi chwilami, w głębi cierpiał. Pewnego dnia
wziął oddech i powrócił. I choć dla Niej ta chwila jest najpiękniejsza, dla
niego boli najmocniej. Bo dla Niej to był ten nowy początek, a dla niego
wspomnienie o wszystkim co zniszczył, o chwilach których stracił, o bólu który
zadał i łzach, które kazał przelać. Z każdym złym wspomnieniem ciągle krwawi,
ciągle walczy. I czasem ten smutek wraca i on tylko walczy, tylko się stara. By
każda chwila była tą najlepszą. I do końca życia będzie przepraszał, że to
wszystko wtedy poszło nie tak. Przepraszam.
I wtedy nadeszła… Ach… jak oni to nazywali? Całował ją i
dotykał. Zawracała mu w głowie i zapierała dech. Niby powietrza brakowało,
a jednak każdego dnia budził się z nowym
oddechem. Tym jedynym dedykowanym osobie, która go zmieniała. Dawała życie i
chwilę na następną próbę. Obejrzał się za siebie, a tam Ona, znowu trzymała
jego ramię. Spojrzał w lustro i widział jak całuje go w policzek. I wtedy już
wiedział. Gdy budził się i zasypiał z jedną myślą: Czy Ona jest szczęśliwa?
Wtedy wiedział. Zaparkował, pocałował i odsunął się, by prosić o jedną chwilę.
Wyznał miłość, roniąc łzę, a Ona swoimi ustami nie pozwoliła mu się oddalić
choćby na sekundę. I może dla innych jesteś koleżanką , może dla innych zwykłą
kobietą, może fotografem, może tylko chwilowym spojrzeniem, dla mnie jesteś
całym światem. Sercem, duszą, pocałunkiem i dotykiem. Tak, jednym ruchem,
odwróciło się całe życie. Od Petite Mort
do sekundy w której dała mu największą przyjemność. Z małego piekiełka
wylądował w Niebie, ze swoim najpiękniejszym Aniołem. A wszystko stało się
nagle, a jednak przez połowę tego czasu. Kocham Cię.
Rok pełen zła, rok pełen smutku. Chwil przepełnionych bólem
i pomyłek. Momentów odrzuceń i niszczenia marzeń. Plany zakopane, słowa
zapomnianie. Opustoszałe serce i wyblakła dusza. Mówienie sobie, że lepiej
będzie po wycofaniu. Odnalezienia wspaniałych ludzi, takich jak Mama.
Przyjaciół takich jak Hangkock. Ukochanej takiej jak właśnie ten Anioł. Rok
pełen niemęskiego płaczu, rozbawiania i początków czegoś większego. Kariery i
życia bez trosk. Prawdziwych pocałunków, nowych przyjemności i tego czego tak
naprawdę szuka się całe życie. Miłości i uczucia. Zamkniętego w tej jednej
osobie. I tak siedzę sobie pod Niebem na którym widzę tylko jedną gwiazdę i
wiem, że świeci tylko dla Nas. I myślę o tych wszystkich nieszczęściach, a
potem o Tobie. O tym wszystkim co jest i było. I choćby nie wiem co… to był
najlepszy rok mojego życia. I z Tobą u mojego boku każdy może być tylko lepszy.
Dziękuję Wam
wszystkim za nowe życie.
But I sure soaked up
every minute of the memory we were makin'
And I count it all as time well wasted
And I count it all as time well wasted
Komentarze
Prześlij komentarz