Zapowiedź
Ciemne zakątki jego duszy zostały na pustym balkonie
pachnącym tytoniem. Oddech przesiąknięty zatruciem, a dusza czernią spowita.
Zakochany w piśmie, zabujany w słowie, otumaniony złym zdaniem. Wierzył w swoją
wartość, wierzył w pomyłki, które przyniosło mu istnienie. Czekał, walczył,
znowu czekał, znowu walczył, aż poddał się. Upadł na kolana i pozwolił
wszystkiemu zaniknąć. Powoli upływało jego życie, gdy woda powoli wypełniała
jego płuca. Głupiec znowu obudził się na plaży. Krztusząc się wodą, znowu
zapomniał. Dla niego nie ma ratunku.
Otworzył oczy i rozejrzał się. W oddali zobaczył jak ktoś
skacze na falach. Podniósł się i strzepał z siebie piasek. Obejrzała się w jego
stronę. Poczuł jak jego serce znowu się odzywa. Zabiło szybciej, a on stracił
dech. Może przez wodę, może przez jej przenikliwie spojrzenie. Zrobił krok do
przodu i znowu się przewrócił. Jak dawne wspomnienie, nie potrafił utrzymać się
w jednym kawałku. Podbiegła i złapała jego rękę. Przez całe ciało przebiegł go
dreszcz i pozwolił jej unieść się ku górze. Pytając jak się czuje, nie potrafił
skupić się na słowach. Widział tylko poruszające się usta i mokre włosy
opadające na ramiona. A mówią, że Anioły nie istnieją. Próbował coś powiedzieć,
ale to tylko ją rozśmieszyło. A ten uśmiech oczarował by każdego. Uciekła i
znowu wskoczyła między fale. Co jeśli… Jeszcze nie teraz. Jeśli to wszystko
jest prawdą, wróci tu. Znowu się obejrzała, gdy wyszeptał Obiecuję. Zwrócił się w drugą stronę i odszedł.
Odpalił papierosa i wspiął się na wyspę. Gdzie on do cholery
jest? Wokół tylko piasek i ocean. Woda wymyła z niego resztki odurzenia, ale
cały czas nie pamiętał nocy. Wiatr nasilał się, jakby chciał go zrzucić z tej
powierzchni. Ruszył przed siebie, zaciągając się od czasu do czasu. Kilkanaście
metrów dalej zobaczył białą kawiarnię. Puste krzesła i kelner biegający wkoło
bez celu. Usiadł i wziął głęboki oddech. Młody chłopiec zapytał czym może go
ugościć i już po chwili przybiegł z filiżanką herbaty i długopisem. Teraz albo nigdy. Wziął serwetkę i
zapisał tylko 5 słów. Każde o innym znaczeniu, każde o innym celu, każde do
zobaczenia. Teraz albo nigdy.
Odszedł bez płacenia. I tak teraz niewiele mu zostało. Kilka
imion i nimfa, która mogła być tylko jego wyobrażeniem. Nie ma przecież takich
ideałów. Czy była prawdziwa, czy była jak on, może dalej tam będzie. Jego cel
był prosty, ale wszystko co niego prowadziło składało się tylko z kłód. Dotarł
do pokoju, który wyglądał jakby przeszło przez niego tornado. Na podłodze
leżała jego walizka, a na niej bilet lotniczy. Może otumaniony, ale jednak myślący. Zebrał wszystkie rzeczy i udał
się na lotnisko. Czekając na swój los pamiętał tylko to spojrzenie. Tą pełną
troskę i uśmiech w którym trudno było się nie zakochać. Czekaj… Tylko poczekaj. I poleciał. Zakończyć i rozpocząć.
Komentarze
Prześlij komentarz