Historia na Plaży
- Idziesz?
Jasne. Biegnę. Otwieram szklane drzwi i wybiegam.
- Kurwa!
- Ależ co się dzieje?
Zgadnij, gorący ten piasek. Jasny gwint. To dopiero drugi
dzień, nie miałem jeszcze czasu się przyzwyczaić. Jak Ty to robisz, Boże, jak?
- Nic, nic, Kochanie.
Biegnę. Omijam to gdzie stoisz i
wchodzę w wody. Aaa, ulga.
- Jakaż przyjemna jest ta woda.
- Nie jest trochę za zimna?
- Żartujesz? Jest idealna – odpowiedział gość ze spalonymi stopami.
- A czemu nie… spróbuję. – podchodzi, macza swoją stópkę w błękitnym oceanie. – No… - Jeszcze raz i raz. – Może być.
- Nie jest trochę za zimna?
- Żartujesz? Jest idealna – odpowiedział gość ze spalonymi stopami.
- A czemu nie… spróbuję. – podchodzi, macza swoją stópkę w błękitnym oceanie. – No… - Jeszcze raz i raz. – Może być.
Porywam ją z równych nóg i całuję.
- Nawet nie próbuj, nie waż się.
- No dobrze.
Skoro nie mogę to po prostu puszczam. Wpada do pół-ciepłej
wody, cała mokra, aż wiem, że chce krzyknąć. Uśmiecham się i robię kolejny
krok.
- Kurwa!
Tak. Ten sam piasek po raz kolejny mnie sparzył, nawet teraz,
nawet po wodzie. Obracam się w drugą stronę i skaczę na jednej nodze. Wybiega,
obraca mnie i zbliża się do pocałunku. Och jak cudown… przewraca mnie z całej
siły do wody. Przychodzi fala i zalewa całą moją twarz i usta. What goes around, comes around.
- Należało mi się.
- W dwustu procentach.
- Pomożesz wstać?
- Nie.
- Pomożesz wstać?
- Nie.
Och, trzeba sobie radzić. Szybkim ruchem podniosłem tułów.
Spojrzałem jak tańczy do pięknego rytmu. Za raz wstałem. Podbiegłem i złapałem
ją. Jezu jak dobrze zaciągnąć się tym powietrzem. I na dodatek jej zapach.
Oczywiście, zrobimy kilka profesjonalnych kroków, spojrzymy w lewo i w prawo, a
potem na siebie, oczywiście. Przeskoczymy, przerzucimy, a potem poza. Prawdziwe
piękne podstawowe i zaawansowane kroki. Och, My z tym robimy co chcemy.
Zaczyna się śmiać, a ja znowu spoglądam na Nią z uczuciem. Takie to mamy.
- Ej zaczyna się ściemniać.
- Spokojnie. – zapalam zapalniczkę i odpalam pochodnię. – Krok po kroku, a już nigdy nie stracisz wzroku. – pseudo tanecznym krokiem przechodzę do następnej i trzech kolejnych. – Wszystko płonie w Naszym rytmie.
- Spokojnie. – zapalam zapalniczkę i odpalam pochodnię. – Krok po kroku, a już nigdy nie stracisz wzroku. – pseudo tanecznym krokiem przechodzę do następnej i trzech kolejnych. – Wszystko płonie w Naszym rytmie.
- No już nie przesadzaj, tylko chodź tu. – drobnym gestem
palca wskazującego przywołała mnie do siebie.
Podbiegam i znowu walczymy z wiatrem. W każdym kroku rozbawiam
ją zabawnym słowem . Słońce zachodzi na Naszych oczach. Te fale raz zwalniają,
raz szaleją, Nam zmienia się tylko repertuar. W uśmiechu i w radości, tworzymy
wspomnienie i marzenie. Niech tak będzie każdego dnia, niech nigdy świat nie
mówi nie i niech ten uśmiech pozostaje wiecznością.
Zmęczeni padamy na rozłożony koc.
- Piasek wejdzie nam w ubrania.
- Wypierzemy.
- Z piasku? Ech… a co z kocem?
- Razem z innymi rzeczami?
- Jak ty mało wiesz.
- Ale ciągle się uczę.
- Wypierzemy.
- Z piasku? Ech… a co z kocem?
- Razem z innymi rzeczami?
- Jak ty mało wiesz.
- Ale ciągle się uczę.
Zbliżyłem się i ucałowałem jej wydatne usta. Czasem całe pragnienie zmienia się w jedną sekundę.
Przesunąłem dłonią po jej policzku, a ona ułożyła się w tym łagodnym geście. Drobny
pocałunek do którego ja zbliżyłem i gwiazdy które spadały jakby spełnić Nasze
życzenia. Wszystko stało się spokojne. Wtulona słuchała bicia serca. Całowałem
jej głowę i patrzyłem przed siebie. O czym mogłem myśleć
zawsze wyobrażając sobie właśnie ten moment?
Na plaży, w nocy, gdy zalewa Nas chłodny ocean, w środku,
gdy dwa ciała spowija jedna pościel i prawdziwe spojrzenie, które wyraża tyle
uczuć. Wokół tyle kwiatów, zawsze gra muzyka i żyje uczucie. Nie daj mi spocząć
dopóki nie zaśniesz, nie daj odpuścić dopóki oboje nie padniemy. W idealnym
świecie tworzone są historie, aż do samego zapomnienia które prowadzi do
obudzenia. Jedna noc która zamienia się w kilka, wschód słońca złapany na
wielu aparatach i przytulenia, na które zawsze powinno być miejsce. Nie przeszkadzałbym
w dziele, zawsze wspierał i spoglądał jak czasem idealny może być świat.
Śniadanie obok łóżka, kwitnąca róża na tacy.
- Gdzie jesteś?
- Zawsze tutaj. – przynoszę ciepła herbatę i kładę się obok. – Zawsze z małym szczęściem.
- Zawsze tutaj. – przynoszę ciepła herbatę i kładę się obok. – Zawsze z małym szczęściem.
Piękno czasem istnieje tylko w oczach tego który patrzy. Czasem tylko marzy,
czasem wie. Czasem to wszystko już dawno się stało. Czasem tylko odlicza. A są
chwile, gdy całym sercem wierzy i czeka. Już niedługo. Lada chwila. Już.
Komentarze
Prześlij komentarz