Słowo Przy Albumie 3 - Kane Brown: 11 i Jedna Historia
Dzisiaj kilka historii, mniej lub bardziej powiązanych, z naciskiem na
to drugie, do w miarę nowego albumu Kane Brown’a. Plus epilog pisany do singla z
najbardziej oczekiwanego albumu mojego życia. Dziękuję za lekturę.
Hometown
Zjechałem z utartej ścieżki na
drogę swojej przeszłości. Skręciłem w czarną uliczkę i zatrzymałem się na samym
końcu. Patrząc na dom swoich dziecinnych lat, zastanawiałem się, czy ktoś w
końcu zwróci na mnie uwagę. Oparłem się o drzwi samochodu i spoglądałem jak
wszystko się zmieniło. Na tarasie pojawiła się dwójka małych dzieci z pieskiem
i razem pobiegli na ogród. Otwarło się okno, a z niego wyjrzała ciemnowłosa
kobieta. Spojrzała w moją stronę i przez chwilę wydawało mi się, że mnie rozpoznała.
Wpatrywała się we mnie jeszcze kilka sekund i znowu zniknęła. Gasząc jeszcze
raz swoje uczucia, otarłem łzę, wsiadłem i znów odjechałem. Z domu i miejsca
moich dawnych lat, początku i końca dziecka.
What Ifs
Pobiegliśmy na łąkę skąpaną w
słońcu. Wspięliśmy się na drzewo i przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, by po
chwili zamknąć się w słodkim, pierwszym pocałunku. Mogliśmy spaść, mogliśmy się
zapomnieć, mogliśmy tyle, a po prostu byliśmy, w tej chwili idealni, we
wspomnieniach głupi.
Usiedliśmy się na ławce i na
kilka sekund potrafiliśmy zapomnieć o wszystkim. Teraz tak naprawdę tylko jedna
osoba pamięta, że kiedykolwiek coś się wydarzyło. Następnego świat już wyglądał
inaczej.
Widząc się codziennie,
nawet dokładnie pierwszego dnia, widząc swoje bóle i troski, próbując się
naprawić. Szanse, które przepadły przez ręce, niedawno wspominane jako te
pomyłkowe. Spróbowałem, potem wszystko toczyło się jak kula, do dziś trzymamy
się z daleka w wspólnym bólu, w przeczuciu lepszego jutra i w ciszy. Tej
długiej ciszy.
Byliśmy wszędzie gdzie tam i
gdzie indziej być można było. Nigdy się nie zbliżyliśmy, nigdy nie
rozmawialiśmy, to wszystko zbyt dobiło, a Ty i tak nieświadomie niszczyłaś
wszystko. Jednego dnia wszystko stało się za późno, drugiego już na nic nie
było czasu, a prawda już nigdy nie powróciła.
W tym samym wejściu, przy jednym
głupim utworze, przy barze, z tym samym spojrzeniem za barem. Spotkaliśmy się w
przypadku, odeszliśmy z celem. Przy jednym budynku, skąpani deszczem, rodem z Pamiętnika, łączyliśmy dłonie w samochodzie. Przebyliśmy tyle dróg, przeżyliśmy
tyle przygód, teraz pozostały tylko niektóre ścieżki,
wspomnienie ciosu z braku uczucia.
Jeden dzień, który nie miał
większego znaczenia, zamknął się w kilku drinkach i temu, że znikłaś mi z oczu,
nie wiem po co ufałem.
Byliśmy wszędzie, nawet w ogniu i
w radiowozie, nawet w szkole i w pokoju, gdy trwały zajęcia. Rozmawialiśmy
szczerze, czasem to wspominamy, czasem zapominamy, choć to co było nie ma
najmniejszego znaczenia, jedno znalazło najpiękniejsze szczęście.
Umarłem. I wstałem. Dalej w
popiele.
Learning
Odwiedzaliśmy dwa domy,
odwiedzaliśmy dwie rodziny, jedna mogła wiedzieć wszystko, druga nie dowie się
nigdy niczego. Staję się mądrzejszy, staję się bardziej ogarnięty, wiecznie
pozostanę głupim, jestem tylko facetem, jak już nie raz słyszałem. Muszę się
jeszcze wielu rzeczy nauczyć.
Zamykaliśmy w jednej kolacji i w chwili, która mogła być prawdziwsza,
gdyby padło jedno zdanie, mogło być wieczne, gdyby padło drugie, niezatrzymane.
Nigdy nie zapomnę skrytych pocałunków, nigdy nie zapomnę lekkich dotyków, gdy
przed nami leciał film. Wakacje spędzone w utraconej chwili, uśmiechach,
spaleniu i jednej tajemnicy. Najpiękniejsze chwile, które na zawsze zamkniemy
na kłódkę.
Thunder in the Rain
Wbiegliśmy na plażę i szybko
zrzucaliśmy z siebie wszystkie rzeczy. Wskoczyliśmy do wody i tańczyliśmy
unosząc się na falach. Płonie w Nas najpiękniejszy płomień, czuję jak każde
uczucie po prostu wybucha. Złapaliśmy swoje dłonie i przez prąd zbliżyliśmy w
uścisku. Złożyliśmy jeden pocałunek w którym wybuchły wszystkie fajerwerki. Jak
wspaniale przygrzewa słońce, jakie to wszystko jest idealne, gdy nie istnieje
nic poza chwilą. Biegając po plaży, skacząc między wydmami, poruszając się przy świetle pochodni, tak tworzyliśmy przyszłe wspomnienia, jedno
ryzyko, jedno zaufanie, sprawiło, że teraz dwójka nareszcie jest szczęśliwsza.
Padamy na piasek i dalej się śmiejemy. Ciekawe, ile to potrwa.
Pull It Off
Otwarłem drzwi Saloonu i rozejrzałem się wkoło.
Ukłoniłem się kilku paniom przy barze, krzywo spojrzałem na kilku mężczyzn
grających z boku w karty. Usiadłem na samym końcu i zaczekałem, aż barman
przyniesie mi trochę buorbonu. Niebezpiecznie postępujesz, powiedział
patrząc mi w oczy. Odszedł, a ja położyłem pistolet na stole, wycelowany w
każdego kto miałby przejść przez te same drzwi. Odpaliłem cygaretkę i zacząłem
odliczać, biorąc kolejny łyk. Zestrzelę każdego kto spróbuje dostać się do mnie
pierwszy. Czułem jak ciepło wypełnia całe moje ciało i przeczuwałem jak coś
nadchodzi. Zaciągam się powietrzem i widzę jak otwierają się drzwi. Ściskam za spust, ale tam
stoi ktoś inny. Ktoś zupełnie inny.
Cold Spot
Tego dnia pisałem długi list,
najpierw na komputerze, potem próbowałem przenieść go na papier, za każdym
razem wyglądał gorzej. Rzucałem kartkami o ścianę, rzucałem o drzwi,
szukałem jakiekolwiek uratowania. W tle puszczałem znane sceny, które zawsze
wywoływały u mnie łzy i one jedyne dawały mi uwolnienie. Tego dnia próbowałem
napisać coś prawdziwego, coś co pozwoli zrozumieć wszystkim. Trudno znaleźć
sens życia w kilku godzinach, ale i tak próbowałem. Myślałem, że znalazłem
perfekcję, tak samo czułem, gdy cały świat potrafił znaleźć się w moich
ramionach, ale takie chwile też muszą minąć. I w ten sposób tego dnia pisałem
jeszcze kilka słów, złamałem koniec długopisu, złamałem i ołówek, wyrzuciłem to wszystko do śmieci. Włączyłem telefon i zobaczyłem, że jedyną wiadomością, był
koniec, jedynym pożegnaniem była cisza. Nim też rzuciłem do kosza.
Ain’t No Stopping Us Now
Wysiedliśmy z samolotu i szybko
wskoczyliśmy do wynajętej Toyoty.
Przyciskałem pedał gazu, gdy Ty wyglądałaś przez okno, jak wszystko wokół Nas
przemija. Wiesz, że pędzimy gdzieś dalej, wiesz, że to tylko chwile, których jeszcze
nie raz doświadczymy. Razem zrobiliśmy kilka zdjęć, a potem znów pojechaliśmy
na drugi koniec. Gdziekolwiek to było, wszystko tam na nas czekało. Domek do
zbudowania, domek do mieszkania, najpiękniejsze widoki, rodzina, zwierzaki,
rośliny, dania, fotografie, pisma, wspomnienia, idealne filmy i słodkie chwile,
gdy razem w wolności znikamy na chwilę.
Comeback
Przywitałem się ze wszystkimi i
usiadłem przy stole. Kelner podał kieliszek szampana. Rozglądaliśmy
się jak wiele się zmieniło i jak wszystko poszło do przodu. Każdy przyszedł sam
i spoglądał na innych. W końcu nasze spojrzenia się spotkały i oboje
straciliśmy dech. Razem wznieśliśmy toast za dawne lata, w małej odległości
jedliśmy i patrzyliśmy w swoją stronę. Co chwilę rozmawialiśmy z innymi na
około, ale nie mogliśmy pozwolić sobie tego utracić. Zaczęła grać muzyka,
dopiliśmy zakupione drinki i ruszyliśmy na parkiet. Jako pierwsi, zaczęliśmy i
skończyliśmy noc. Przy najpiękniejszych utworach i tym jednym zapomnianym, spędziliśmy kilka godzin. Gdy otaczały nas
tłumy, pierwszy raz prawdziwie spojrzeliśmy na siebie. Złapałaś moją dłoń i
pociągnęłaś za sobą. Między wszystkimi, złapaliśmy nasze kurtki i pobiegliśmy
na zewnątrz. W ciągłym biegu zamówiliśmy taksówkę i choć oboje nie wiedzieliśmy
dokąd jedziemy, byliśmy pewnie, że to już ten moment. Ten idealny i jedyny
moment.
Rockstars
Wracałem z małej wizyty, w
miejscu do którego miałem się już nigdy nie udać. Wsłuchiwałem się w rytm
znanych piosenek, znanych uczuć, do czasu, aż wskoczyła jedna, która nigdy nie
przestawała zaskakiwać. Zatrzymałem się i sprawdziłem telefon. Wiedziałem, że
to przypadek, wiedziałem, że to musi być pomyłka, ale to było dokładnie to.
Zaśmiałem się i zawróciłem. Ktoś przysłał mi wiadomość, ktoś powiedział, że mam
szansę. Dojechałem na miejsce w którym wiedzieliśmy się po raz pierwszy i po
raz ostatni. Zastałem tam tylko list, podany przez tego samego barmana na
poplamionej łzami kartce. To nie to.
No tak. Trzy słowa, dzięki którym zrezygnowałem z ucieczki. Wróciłem do domu,
zrzuciłem z siebie ubrania pachnące drogą i przebrałem się w te najładniejsze.
Zamówiłem taksówkę i odjechałem.
Better Place
Wyglądamy przez okno dachowe, czy
spadają gwiazdy. Rozlewamy drinki na dach i śmiejemy się jak głupi. Przewracamy
kanapę na której staliśmy, wspinamy się i siadamy niedaleko komina. Wskazuję na
księżyc, a Ty na mnie. Nie moja wina, że jestem ślepy, ważne, że dostrzegłem
jedno uczucie, które skrywa się w snach. Może teraz to nie najlepsze miejsce, ale
poczekam, aż nadejdzie to idealne. Mogę zostać w jednym pokoju, z jednym
biurkiem i małą kuchnią, wiedząc, że jesteśmy tu na długi dystans. Razem
startujemy i razem spróbujemy skończyć. Kimkolwiek jesteś.
Granddaddy’s Chair
Dzisiaj. Spoglądałem na wszystkie
strony i życzyłem wszystkiego najlepszego. Próbując wina, dalej piję Twoje
zdrowie. Jedliśmy nie raz, rozmawialiśmy jeszcze więcej, czekamy na kolejne. Wszystko
się układa i mam nadzieję, że kiedyś będę w takiej chwili i sile jakiej jesteś
teraz. Usiądę z rodziną i spojrzę na wszystkich, z jednym uśmiechem, czując się
tak samo dumnym. Chciałbym być w połowie takim człowiekiem jak Wy, moi
Dziadkowie, chciałbym mieć takie szczęście z życia i ze wszystkiego co otacza.
Każdy utwór to inna historia, niektóre są powiązane, niektóre zmyślone, ta
jedna na wszystkie istniejące lata pozostanie najprawdziwszą.
Harry Styles – Sign of the Times
Zatrzymujemy się na lotnisku.
Patrzymy sobie w oczy. Oboje wiemy, że to tu i teraz. Jeden krok i na zawsze
zmieniają się dwa istnienia. Cały świat dostosuje się do jednego rytmu,
nareszcie wszystko będzie w odpowiednim miejscu. Tylko pojedyncze zdanie i
drobny gest. Otwieramy drzwi, a Ty przyciągasz mnie ku sobie. Łapiesz moją
twarz, tak blisko jak tylko możesz. Zbliżasz się, ale zatrzymujesz tuż przed
samym spotkaniem. Widzę jak po Twoim policzku spływa łza. Zaczynasz delikatnie
kręcić głową i wtedy ja czuję jedną na swoim. Oddalam się, łapiąc Twoje
delikatne dłonie. Zrzucam krawat i kładę Ci na kolanach. Wychodzę, zamykam
drzwi i idąc w stronę wejścia, próbuję się nie oglądać. Zaczynam płakać, czuję,
że Ty opierasz się o siedzenie i robisz to samo. Otwierają się przede mną
szklane wrota, robię kolejny krok i staję w kolejce. Co chwilę przecieram oczy
chusteczką, ale to nic nie pomaga. Czekałem na tę chwilę całe życie, a ona znów
zniknęła w kilka sekund. Przede mną coraz mniej osób.
Zaczynają się kłócić, znowu coś
poszło nie tak. Kolejni przede mną zapomnieli zabezpieczyć walizki. Ja tutaj,
bez bagażu rzeczowego, teraz już i bez wszystkiego. Staram się nie myśleć, ale
wszystko we mnie głupieje. Odwracam się, ale z tak daleka nic
nie widać. Ani samochodu, ani Ciebie, ani całego świata, który zostawiłem za
sobą. Biorę kolejny głęboki oddech i próbuję się opanować. Zaraz moja kolej,
zaraz mój czas. Pierwsi rozwiązali swój problem. Przytrzymałem kolejkę dla drugich.
Przylecieli zdyszani i dziękowali po rosyjsku. Czekałem, aż na spokojnie się
dogadają i odejdą. Naszykowałem pieniądze i znane słowa. Zaczęli pojedynczo
odchodzić. Zrobiłem krok… Nagle ktoś oderwał mnie od wszystkiego i odwrócił.
Spojrzałem i nie potrafiłem uwierzyć, gdy wskoczyłaś mi w ramionach i pierwszy
raz w tym całym istnieniu zamknęłaś usta na moich. Wszystko wybuchło, wszystko zniknęło
i pojawiło się na nowo, wszystko było idealne. Teraz, wyszeptałaś mi do ucha. Odwróciłem się, a Ty skoczyłaś na ziemię.
Zbliżyłem się i powiedziałem: Dwa. Bahamy.
Komentarze
Prześlij komentarz