Płomień



Rag’n’Bone Man – Human

Przebudzony, rozbudzony, poruszony, tańczą we mnie nawet najmniejsze komórki, głupieję od dźwięków. Nieludzkie jak czasem wariuje serce. Słyszę kolejny klakson, obracam się w jego stronę, wysiadam, trzaskam drzwi i rozbijam czyjąś szybę.  Kilka kroków w tył, znam ten samochód. Zaczynam się śmiać, gdy wybucha w płomieniach za moimi plecami. Zamknąłem wspomnienia w pułapce pełnej benzyny, spuściłem ręczny i pozwoliłem ogniom toczyć się z góry. Stojąc na szczycie i złapałem w dłoń pochodnię. Jestem tylko człowiekiem, popełniam tyle błędów, sam jestem jednym z nich. Odwracam ją do góry nogami i z każdym rokiem zapalam coraz większą połać. Kto przejdzie ze mną kilka takich kroków, kto razem ze mną zejdzie na sam dół?


Rag’n’Bone Man – Skin

Złapały się dłonie, płomień stał się jeszcze większy, złamaliśmy zasady i przeciwstawiliśmy się teraźniejszości. Siedząc naprzeciwko siebie, rzucaliśmy wyzwania. Postawiliśmy stawkę, która do dziś jest tylko remisem. Zagraliśmy w grę, która mogła być całym życiem, a tylko tym pozostała. Dopiliśmy jeszcze jedno, zapaliliśmy jeszcze raz. Wyszliśmy ze znajomości, każde bez grama szczerości, odesłaliśmy się w dwa odmienne światy. Rozłączyły się palce i zobaczyłem jak po Twojej stronie zostaje tylko czarny ślad, po mojej wszystko dopiero miało zapłonąć. Teraz mogę się tylko z tego śmiać, bo żaden kierunek nie byłby dobry. Teraz znowu kroczę sam i czuję jak nawet zaczynam się palić. Kto przejdzie ze mną kilka chwil?


Josh Abbott Band - Wasn't That Drunk

Poczułem się jak za dawnych lat. Siedziałem gdzieś z boku, patrząc jak toczy się świat. Ktoś zaprosił mnie do tańca, a może to i ja zapytałem pierwszy, sam nie wiem jak to wszystko było. Wymazując całe historie, czasem zapomina się nie zostawiać śladu. Parkiet, który nie raz zawrócił w głowie. Przy płomieniu reflektorów, czy delikatnych świateł, na parę chwil, w prostym ruchu wszystko toczyło się tak szybko. Nie da się zrzucić winy, nie da się zmienić uczucia, nawet tego na chwilę, żadna w tym zasługa napoi, czy jedzenia, to tylko dwa spojrzenia, te w których teraz, jest coraz mniej znaczenia.


Ron Pope – Drop in the Ocean

Zaczął padać deszcz, kropelki obmywały moją skórę i obciążały ubranie. Spojrzałem w prawą stronę i zobaczyłem jak pochodnia powoli gaśnie i wszystko zanika. Zacząłem biec do schronienia, ale nie dałem rady, poślizgnąłem się i padłem na twarz. Próbowałem się czołgać, ale na to też zaczęło brakować mi sił. Pochodnia zgasła, jak i cały ogień, który rozsiałem za sobą. Nie pozostanie po mnie nic, wspomnienie chwili, która pewnie i tak za długo trwała. Udało mi się wstać, cały brudny, pusty, bez władzy, bez szans. Przesuwałem ciężkimi nogami, aż znalazłem się przed drzwiami. Zapukałem, ale nikt nie otwierał. Zrobiłem krok w stronę okna i zrozumiałem, pewnie znowu śnię, a ze mną nie przejdzie już nikt.


Rag’n’Bone Man – Love You Any Less

Wszyscy jedli przy małej świecy i cieple ognia za szklaną szybką. Dzielili się chlebem i wodą. Spoglądali, choć naprzeciwko siebie spotykali tylko odwrócenie wzroku. Uśmiechnięty w ukryciu, szczęśliwy w wiecznym cieniu. Otwierał usta, ale nie potrafił wydusić słowa. W snach spogląda w obie strony, wyciąga dłonie które same obumierają, podnosi głowę i mówi: Mogliśmy być rodziną. Zamienia się miejscami z pierwszym, lepszym gościem. Patrzy z boku jak świat ucieka w jego strachu, który wykręca mu serce nawet w tej chwili. Kolejny taniec, setki spojrzeń, pełnia szczęścia, jego nieobecność. Wstał i zapytał: Mamo, może zatańczymy?, ale nikt go nie znał, nikt nie kojarzył, nikt nie wiedział. A w oddali już złożone zostało błogosławieństwo. Tyle kilometrów, tyle godzin, krótkie dni i krótkie noce, te przy których ronił łzy. Mogliśmy być rodziną, teraz nie znamy nawet prawdy.


Rag’n’Bone Man – Grace

Ostatniego dnia wyznana została miłość, przeszła echem. Skończyły się marzenia, pragnienia i skończyło się mówienie. Upadłem w zmyślonej chwale. Schowałem się pod małym daszkiem i oglądałem swoją teraźniejszość. Przechodzisz, mówisz, że tego nie ma i nie było, ale w tę stronę nawet nie spojrzysz, dlaczego uważamy się bez szans, dlaczego tak bardzo przestajemy wierzyć? Porzucamy uczucie, które zawsze potrafiło nas prowadzić, nawet jeśli czasem do zguby. Poddajemy się zapomnieniu, w nowym świecie krążymy wokół własnego cienia, choć czasem wypowiemy swoje imię, nigdy na siebie nie patrzymy. Nie ma wspólnego spojrzenia, nie ma chwili, jest tylko popchnięcie w stronę dobrego. Ja poczekam w tym miejscu, ten tłum już odejdzie.


Rag’n’Bone Man – Arrow

Otwieram oczy, widzę jak ku niebu unosi się zapalona strzała. Podnoszę pochodnię, jak dzikus, jak wspomnienie milionów lat, zaczynam biec za światłem. Nie przyjdzie mi do głowy obejrzeć się za siebie, kto strzelał. Chcę tylko dotrzeć tam gdzie spada, gdzie może przeznaczenie wskaże nadzieję, czy przegonię czas. Wszystko spowalnia, nawet gdy biegnę w tym samym tempie, czuję w głowie muzykę, łączy się z bólem i ćmieniem. Skaczę z pagórka, spadam i toczę się przy zawrotnej prędkości, ledwo unikam drzew, cały poraniony zatrzymuję się na piachu. Widzę jak strzała powoli spada do oceanu. Wstaję i chwiejnym krokiem docieram do wody. Płynę, choć czuję ból na całym ciele. Łapię ją, nim tonie, całymi dłońmi. Na niej jest już zamoczona kartka papieru. Krocz ze mną.


Rag’n’Bone Man – Lay My Body Down

Jak ja wrócę do brzegu, jak ja zrozumiem. Szukam sposobu, ale nie znajduję, nie potrafię. Odwracam się na plecy, marząc by zostać na górze. Zamykam oczy, trzęsąc się z zimna. Czuję przypływ, czuję plażę. Cały w piasku, podnoszę głowę. Stoi nade mną tłum, który kręci spojrzeniami, którzy podnoszą w górę swoje pochodnie. Wstawaj. Trzy osoby podnoszą mnie do góry. Jedna uderza mnie w twarz, druga w brzuch, trzecia znowu wywraca i pomaga wstać. Zrób jeszcze kilka kroków. Słyszysz głosy, słyszysz jak mówią? Nie. Nie słyszysz. Czytasz jeszcze rozmowy? Rozpoznajesz te same znaki? Nie przestawaj. Słyszysz to?  Uderzył mnie po głowie. Słyszysz to? Słyszy jaki ci dźwięczy? To jest właśnie prawda. To jest realność. A teraz powiedz… czujesz jak to wszystko znika, jak tracisz nawet wspomnienia? Czujesz jak wszystko w tobie gnije i znowu przeczuwasz prawdę? Idę dalej. Tak, walcz z tym dalej. Co innego ci pozostało. Przysunął i oparzył mnie pochodnią. Odepchnąłem go z całych sił. Śpiewaj dla mnie słowiku. Zobaczyłem przed sobą swoją minioną chwilę. Zostawiłem tłum, złapałem za drewno. Od swojego ciała znowu odpaliłem i ruszyłem dalej.


James Blunt – 2005

Napisałem kolejny tekst miłosny, kolejne szczęście przelałem na papier. Stworzyłem małe dzieło, dla najpiękniejszego świata. Chciałem odczynić całe istniejące zło, kilkoma słowami. Nazywali mnie głupcem, cenili za uczucie, w każdym słowie mieli rację. Każda książka z najpiękniejszych tekstów musiała mieć przykry, zawrotny finał. Chciałem napisać idealny pamiętnik perfekcyjnego uczucia, nie udało mi się nawet to. Chciałem dać wszystko, gdy widać, nie dałem nawet grosza. Teraz, gdy wszystko już nie ma znaczenia, powiedz, jak napisać coś lepszego. Straciłem ckliwość, straciłem chwilę, straciłem sekundowe upojenie, przestałem ukrywać wszystkie myśli, nawet wspólna płyta zacina się na ulubionym momencie. Napisałem kolejny tekst miłosny, zrozumiałem, że bez uczucia, jest zwykłą wydmuszką.


John Legend – Start a Fire

Przesunąłem nią po raz kolejny, teraz płonęliśmy razem.  Po co było mi ruszać całym sobą bez najmniejszej nadziei? Uderzyłem w skałę przed sobą, patrząc jak rozlatują się iskry. Zbliżyłem ją do twarzy i ustami zgasiłem płomień. Tutaj można wszystko, nawet wejść na najwyższy szczyt i powiedzieć, że to miało sens. Rzucam pochodnię w prawo, kartkę papieru w lewo, patrzę się przed siebie, odwracam się i skaczę, płynę w chmurach, które stworzyło mi życie. Przenikam i spadam, przez wszystkie wątki, dni, osoby. Czekam, aż ktoś odezwie się do mnie. Śmieję się, spadając dalej, historia w jednowątkowych historiach, płoniemy razem. Odwracam się na brzuch i czekam, aż niewidzialny spadochron otworzy się sam. Wyląduję na samym dole i spojrzę na to czego nie powinienem był zobaczyć. Z zapaloną zapałką odsunę się w cień, jak wtedy gdy powtarzano mi, że jestem w świetle reflektorów.


Rag’n’Bone Man – The Fire

Powinienem był słuchać zaprzeczeń. Stać się na chwilę lustrem swojej rzeczywistości, nawet w łzach rozpoznać uśmiech. W przepraszam, zapoznać się z proszę, w dziękuję z ciszą. Zagubiłem się w własnym myśleniu, teraz tylko zastanawiam się, czy nie za bardzo. Niech to wszystko spłonie razem ze mną, w popiele przeniesiemy się na inny świat. Już nie ten jeden, już nie. Usłyszysz bez zmartwień, usłyszysz spokojnie, usłyszysz nie musisz, wiedz, że jest dokładnie odwrotnie. Połóż się w ognisku, gdy ktoś powie ci inaczej. Teraz są chwile, gdy patrzę w lustro i mam ochotę samego siebie spoliczkować, dlaczego oszukiwać samego siebie, zajebałem się nawet w najprostszym kroku, niedoskonały produkt żartu zmyślonego Boga. Czas przestać próbować zbudować świat wokół siebie, skoro nawet w zamkniętej budowli płoną fundamenty. Zatańczę wokół najpiękniejszych płomieni, zatańczę jeszcze chwilę, zaśmieję się i patrzę jak nawet odchodzi słowo. Zostanę tutaj spokojnie sam w świecie kilku akapitów i piosenek. Trzeba mi jeszcze tylko jednej zwrotki.


Barns Courtney – Fire

Rozdarłem resztki pseudo-ubrań i rzuciłem je w stronę ogniska. Śmiejcie się całe wszechświaty, u góry spada gwiazda. Słyszałem już nie raz ile to ryb pływa w oceanie, ale ja zawsze tkwiłem na brzegu. Nie czekam, aż zjedzą mnie piranie. Odchodzę z porzuceniem małego płomienia na końcu cygara sprzed roku. Stylowo, zakładam garnitur i patrzę jak mi w nim źle. Jeszcze jeden łyk i idziemy przed siebie. Niektórzy myśleli że spadnę, inni, że wybuchnę, czas ci odejść w zapomnienie i po prostu paść metry w dół. Ja tymczasem w okolicy piszę kilka słów, wychodzę na scenę i mówię Pa. Śnię, wierzę, wiem, nic.


Poets of the Fall - Love Will Come to You

Przesunąłem dłoń z końcem drewna, zapłonęło osiem pochodni. Swoją zgasiłem w wodzie i rzuciłem nią na piasek. Znalazłem się na początku swojej historii, usiadłem i zapłakałem. Cały koniec musiał stać się początkiem, nawet gdy każdego dnia błagałem inaczej. Spotkałem rosę na drugim końcu świata, z głupią brodą, z długimi włosami, z zapuszczonym ciałem i pustą duszą, budując dom z desek i gwoździ. Już nie wiem, czy głupi ten który przestaje wierzyć w uczucie, czy ten który po prostu zanika w ciemności swojej istnienia. Teraz rozrywają mnie oboje, teraz staram się wybić poza swoją realność.
Drewniany budynek, na plaży, wszystko spowija słońce, oddalam się z kroku na krok, gdy tłumy wołają nadzieję, ja robię kolejny krok. Gdy słyszę te same rytmy, ja robię krok. Gdy zobaczę deszcze, czy ogień, zrobię jeszcze jeden krok. I gdy zobaczę, że obraz zanika, gdy cały mój świat staje się tylko czarną plamą, wtedy się ukłonię, bo będę miał pewność, ze ten cały plan znalazł swoje spełnienie. Całe gadanie wreszcie się spełniło, obietnice dopełniły w innym świecie, wszystko wie, ale ja zostanę małą kropką w długiej książce. Zniknę jak poranna rosa, nikomu niepotrzebna.

Część mojej historii, część mojego świata, część ideału, nigdy nie zapomnę, nigdy nie odejdę, nigdy nie zostawię, nie martw się, nie.

Nie.

Komentarze

Popularne posty