Słowo Przy Albumie II - Memories... Do Not Open
Dzisiaj na wokandzie album The Chainsmokers pod genialnym tytułem Memories… Do Not Open. Zupełnie inne rytmy niż te do których przyszło mi pisać do tej pory, ale naprawdę wpadł mi w ucho. Dziękuję za czytanie.
The One
Trudno mi zasnąć, obracam się z boku na bok, patrząc jak
przyzwyczajam się do ciemności. Dokąd mam jednak pójść, komu napisać? Łapię za
telefon i znowu go odkładam, nie chcę nic mówić. Wiem, że się zapadam, wiem, że
coraz bardziej zakopuję. Szukam początku w końcu, staram się zakończyć co w
ogóle się nie zaczęło. Przeklikać życie, zamazać inne, zablokować świat. Machnę
dłonią i to wszystko zniknie, będę biegał szczęśliwy i cofnę się w czasie.
Tylko dokąd?
Break Up Every Night
Wspominam chwilę, gdy czułem się jak na statku. Chciałem
wskoczyć do wody i spalić wszystkie ciężary. Teraz piszę do rytmu, do szybkości,
a nie do słów. Czasem chcę się po prostu na tym wyżyć, nie wiem już czy jest ku temu powód. Przed oczami zanika mi każdy obraz, każda wizja zostaje zastąpiona. Tonę w
zamiennikach, widzę wszystko z boku, na moim miejscu już zawsze będzie ktoś
lepszy, ktoś odpowiedniejszym, w idealnym momencie, ja były substytut.
Kiedyś wypływałem na brzegu, teraz pozwalam sobie dryfować. Gdzie mnie wyrzuci,
niech tak już będzie.
Bloodstream
Chciałbym po prostu wszystko polać benzyną i patrzyć jak
płonie. Chciałbym widzieć jak wszystko z
zewnątrz znika w tym dymie. Gdyby tylko tak się dało, gdybym
tylko tak mógł. Potem wiem, że świata to nie zmienia, później znowu tego nie
chcę. Nieposkładany, popsuty, przeżuta zabawka, ląduje na ostałym stosie. Ten
ogień płonie we mnie, tak często czuję, że palę się od środka. Czasem od tego
boli już serce, ciało chcę przyhamować, ja mu już nigdy nie pozwolę. Na wiele
już się nie zgodzę. Życie wykorzystało na mnie szansę.
Don’t Say
Zatańczyłbym ostatni raz z tym wszystkim. Zawróciłbym
kołem wokół każdego wątku, tylko by na koniec zatrzymać się przed drzwiami. Nie
sądziłem, że odbijany powinien się dziać po sekundzie. Nie wiedziałem, że po
nim należy się oddalić. Zamykam drewniane drzwi, a budzę się po wyjściu z
samochodu. Wybrane zostało wszystko, każdy element dobrany do perfekcji, tylko
jeden się nie zgadzał i po prostu go nie było, dzięki temu czas stał się wspaniałym.
Something Just Like
This
Chciałem się nauczyć czym jest uczucie, czym piękno, czym jest
TO, zapomniałem wszystkiego, teraz buduję zwykły oddech, teraz chcę się nauczyć
wstawać. Odbijam się od ścian, w głowie szumi mi dzisiejsze uderzenie bębna,
obmywam twarz, to dalej to samo, a jednak wszystko inne. Schodząc po schodach,
wsłuchuję w rytm, staram się iść szybciej i nie myśleć o niczym. Jak dobrze
jest mieć prosty cel. Teraz, gdy spoglądam, zawsze się powstrzymuję, teraz gdy
czuję, zawsze się wstrzymuje, teraz gdy podziwiam to po prostu to mówię. Teraz
staram się rozsiać co mogę dookoła. Chciałem nauczyć się wielbić, teraz wielbię
za dużo, chciałem zrozumieć, teraz wiem, że jest to niemożliwe.
My Type
Nie pozostanie po nas sucha nitka, to miejsce już nigdy nie będzie
takie same. Nie mogę tu niczego odpalić, nie mogę już tego tak ustawić, nie
mogę patrzeć na to wszystko. Myślę jak na nowo ustawić swój świat, nawet
kalendarz stoi w miejscu. Muszę w końcu zerwać te kartki. Znowu przecieram
kurz, a potem siadam, kolejny ruch zrobiony już tylko dla mnie.
It Won’t Kill Ya
Przygryzam swój język, uderzam się po dłoniach, kasuję tyle
słów i wiadomości, czasem chowam całe akapity i teksty, gdy ogarnia mnie
wściekłość, wyrzucam wszystko na tani papier, czy palące spojrzenie ekranu.
Biję w biurko, zrzucam myszkę, wszystko na nowo poprawiam, staram się skleić
coś nowego, bo może w tym znajduję jedyne oczyszczenie. Nie mogę tego
zatrzymać, to wszystko się buduje. Zaraz upadnie tak jak wszystko. Teraz nawet
zmieniam rytmy, teraz nawet w głowie szumi mi inny świat.
Paris
Wybralibyśmy się do Paryża, wybralibyśmy się na drugi koniec
świata, może zabiorę cię do Włoch, może na Bahamy,
co ty na to, żebyśmy razem zobaczyli połowę tej Ziemi, a może nawet więcej? Co
gdybyśmy tak uwolnili się od tego całego bałaganu, może przestaniemy ukrywać
samych siebie, może trochę pożyjemy, porzucimy przeszłości, złapię kilka
rzeczy, wskoczymy do planowanego samolotu i znajdziemy się po drugiej stronie.
Zrobimy parę zdjęć i poślemy je daleko, a potem wszystko wyłączymy. Może
odpuścimy sobie te pseudo-szanse, które budują się w naszych głowach i razem
zrobimy coś niesamowitego i wrócimy po latach? Po co się zatrzymywać skoro
wszystko pędzi tak szybko? Co ty na to? Mówiłeś coś? Ja? Mruczałem coś do siebie.
Honest
Wszystko budowało się do chwili, gdy musiało zostać
ujawnione. Gdy przecięto wstęgę, odkryto najpiękniejszą budowlę i ukazano
kolejny cud świata. I byłem tylko gapiem. Tak daleko, siedziałem w krześle i
zastanawiałem się, czy piąta nad ranem to dobra chwila by się położyć, czy może
kłamać, że wstałem. Siedzę razem z tym uczuciem, wspólnie z nim przeczuwam,
tańczę wokół analiz, składam niewidzialną ścianę z jednym wnioskiem. Brakuje
już sił, czerwone linie prowadzą do ostatniego znaku. Dalej.
Wake Up Alone
Czas mija, słowa są pisane, słowa są tłumaczone. Ze środka
ulatuje każde uczucie, spokojny ze mnie robot. Mogę jeszcze rozbawić, mogę
jeszcze trochę popatrzeć. Niedługo pojadę, czy to naprawdę, czy w chwili.
Zaczyna się nieprzewidywane, mniej straszne, mniej prawdziwe.
Young
Nie pytam już o nic, nie mówię już ani słowa. Widać na czysto, że
pewien moment musiał się skończyć, widzę, że inne też takie mają zadanie.
Mówią, że należy próbować, mówią, że nie trzeba szukać, żadna nie jest
prawidłowa. W pesymistycznym świecie realizmu, żadna nie jest prawidłowa.
Każdego dnia wierzyć z prawdą, każdego dnia trwać z kłamstwem. Możemy się tylko
w chwili zgubić.
Last Day Alive
Co bym zrobił? Co jakby się to wszystko miało…? Hm… Zapewne
spróbowałbym czegoś zupełnie innego. Do małej torby włożyłbym kilka par
bielizny, skarpetek, butelkę wody i butelkę buorbonu, dołożyłbym ładowarkę, do
uszu włożyłbym słuchawki i puścił cały świat. Wszystko co mam wydałbym na ten
jeden bilet i po kilkunastu godzinach, usiadłbym tam na plaży. Spojrzałbym jak
kończy się horyzont, jak wszystko błyszczy nareszcie w pięknych kolorach. Zobaczyłbym,
ze ktoś siada obok, jeszcze ktoś się przyłącza, z jednej sekundy tworzą się
historie i przyszłe wspomnienia. Spoglądam w lewo, ktoś spogląda w prawo i
zaczynamy się śmiać. Chyba to bym zrobił. Byłbym tam i się uśmiechał. Jakie było
pytanie?
Komentarze
Prześlij komentarz