New Moment of a Feeling
W oddali usłyszałem dźwięki gitary. Przy sobie skrzypce.
Przekręciłem głowę i nacisnąłem gaz do dechy. Słodkie rytmy przygrywały mojemu
sercu. Przywitałem tłumy dźwięków w głowie. To właśnie mój świat w którym
zamknąłem swoją duszę. Właśnie odwiozłem Anioła i wracam w ekstazie. Kolego,
spokojnie, ta ciężarówka tak szybko nie pojedzie. Lewy pas, przyśpieszenie i
mimowolne spojrzenie. Głos schodzi niżej, a melodia coraz wyżej. Soundtrack do
mojego życia powoli tworzy się sam. Pędzę do domu, usiąść, napisać, że już
jestem i usłyszeć jedno Kocham.
Dzień spędzony w jednym uścisku. Choć on był tylko małą
częścią upływających godzin, dla mnie był tą najważniejszą. Jak to się działo,
że przy Tobie słyszę tylko wyznania miłości, jak to jest, że z Tobą chce mi
się tylko śmiać? Zbiegłem po schodach i czekałem na chodniku. Zawsze w tym
samym miejscu. Z niego nigdy nie zobaczę jak nadchodzisz z daleka, po prostu
czekam, aż na tych schodach pojawisz się i uśmiechniesz. Moje kochanie, które
znowu do mnie z radością przybyło. Przyśpiesza kroku i tuli się tak jak nikt
inny. Choćbym był najsmutniejszym człowiekiem na tym świecie, to w tym momencie
zmienia się. Czuję jej zapach i całuję główkę. Wszystko naraz zawraca, a my
powoli idziemy na górę. Ja już nie potrafię oprzeć, a Ty chcesz mnie uderzyć za
moje słodkości. Dziękuję, że to wszystko znosisz.
Te mroczne chwile. Padł na ławkę i wyłączył się ze świata.
Nie wiedział już co ze sobą zrobić. Przestał istnieć. Nauczycielka zapytała,
czy w ogóle jest z nimi. Wybiegł i usiadł przy ścianie. Koleżanka podbiegła i
próbowała go pocieszyć. Zaczął płakać i palić e-papierosa. Po chwili ona do
nich przyszła i zapytała co mu jest. Uniósł dłonie ku górze i nie wiedział już
co powiedzieć. Nie znał powodu, nie wiedział czemu właśnie tak jest. Zabrała go
do pedagoga. Siedząc na podłodze mówił przez 4 godziny, na przemian płacząc i
się śmiejąc. Przepisała go dalej. Chodził tydzień po tygodniu i w końcu dowiedział
się. Depresja, jego mała towarzyszka, nie do pokonania. Oni wszyscy dali mu
wybór. Albo tablety albo męczysz się i po prostu umierasz. Żadne z nich nie
przewidziało jednego. Na to wszystko istnieje jeszcze jedno lekarstwo. Pojawiła
się tuż obok, złapała za rękęi dała chęć życia. Tego nauka nie wyjaśni.
W jednym ruchu ciała odnalazł swój sens. W szaleństwie i
chwili w którą nikt nie wierzył. Mały alkohol powoli krązył w ich krwi, a oni
kołysali się do rytmu. W najpiękniejszym świecie stworzonym z nut i spojrzeń
innych, tańczyli. Do dźwięku piosenki, której nikt się nie spodziewał, do
układu który tylko w sercach znali. Świece płonęły, jedzenie stygło, a światła
wydawały się kierować tylko na nich. Błyskał flesz, ale oni tego nie widzieli.
Oni patrzyli tylko na siebie. Na pięknych i idealnych w swoich oczach.
Kroczyliśmy po utartych ścieżkach, mówiliśmy znane słowa.
Nic nie miało sensu, a jednak wszystko układało się w całość. Przeszliśmy nad
rzeczką patrząc na siebie. W tym małym, słodkim świecie mamy siebie. Weszliśmy
do parku. Zaczęłaś robić zdjęcia, a ja trzymałem nad Tobą parasol. Twój
pomocnik zawsze obok. Tworząc sztukę tuż przed moimi oczyma zaskakiwałaś każdym
ruchem. Co się stało? Zapytałaś, a ja
tylko się uśmiechnąłem. To była mina człowieka, który widział przed sobą swój
ideał. Mała drużyna tworzyła sztukę dla bliskich lat. Pytałaś o wizje, a ja
dawałem z siebie wszystko. Czasem wziąłem aparat i sam robiłem. Patrząc na Twój
czar, próbowałem, ale nie potrafiłem. Tobie kochanie, nie da się oprzeć.
Zabrałem się do pracy. W pewnym momencie wręcz zwątpiłem.
Dyszałem i czułem ból w każdym miejscu. Kazali mi chwilę odpocząć. Siadłem i
napiłem się wody z sokiem. Spojrzałem w stronę słońca i pomyślałem chwilę.
Niedaleko moje kochanie siedzi teraz i czyta książkę. Czeka, aż to wszystko
dobiegnie końca i razem staniemy w swoim własnym progu. Czeka, aż przyjadę
swoim samochodem i czeka, aż napiszę arcydzieło. Uśmiechnąłem się i od razu wstałem.
Zacząłem kopać w ziemi, zacząłem sadzić. Chciałem by cały świat urósł do
największych rozmiarów. By piękno tych roślin dorównało jej urodzie. Tak się
nie dało. Do ideału nic się nie dorówna, ale do radości mogę dokładać całe
życie. Bo właśnie dla Ciebie przejdę przez to wszystko.
Wykupił wszystkie polisy i wiedział, ze i tak nic go nie
ocali. Złapały go sidła i nie pozwoliły odejść. Dzięki Bogu, dzięki wszystkiemu
zamknął się w jednym uścisku i nigdy z niego nie wyjdzie. Złączył z Nią dłonie
i położyli się na wygodnym łożu. Patrzyli w sufit i snuli historie. O nowym
świecie, nowych historiach i chwilach, które dopiero na nich czekały. Łączyli
się w przyjemności i szeptali czułe słowa. On patrzył na Nią, a Ona na niego.
Czas mija tak szybko, a ich uczucie tylko rośnie.
Lecieli samolotem. Płynęli statkiem. Jechali samochodem.
Pędzili na piechotę. Oni przeszli już wszystko. Zobaczyli cały świat, zaśmiali
się każdemu w twarz. Te osoby, które kochali zyskały miłość ponad wszystko, Ci
których nienawidzili, dostali podwójną siłą. Z Nią na rękach pędził na drugi
koniec świata. Wariowali w swoich chwilach. Jedli dobrze i ćwiczyli. Potem
jedli tak niezdrowo i razem się napili. Do zachodu słońca do swojego rytmu
tańcowali. Odwracali globus i naśmiewali się z tego co już widzieli. Ich oaza
zawsze pozostawała tuż obok. Po co siadać w jednym miejscu, gdy można zobaczyć
wszystko? Wystawiali palec w kierunku samochodów, pędzili na złamanie karku.
Jedno jest życie i trzeba zrobić z niego wszystkiego. Bo to właśnie ich chwila,
ich moment i czas.
Dojechałem z Tobą na wysoką górę. Rozłożyłem koc i zapaliłem
naszą świeczkę. Położyliśmy się i objęliśmy. Wskazywaliśmy na gwiazdy i po
prostu byliśmy. Spojrzałem na Ciebie i uwierzyłem, że wszystko się ułoży. Przez
wszystkie trudne chwile, przez łzy przelane. Bezsilność, która czasem mnie
obejmowała. Budząc się rano, puszczając smętne utwory, płakałem zaraz przed
ćwiczeniem. Wychodziłem i traciłem poczucie sensu. Wtedy dostawałem Twoją
wiadomość i wierzyłem we wszystko co istnieje. A potem Cię zobaczyłem. Stałaś
tam i czekałaś. Podbiegłaś i wtuliłaś się w moją pierś. Wszystko naraz zyskało
sens. My, tu i teraz nadaliśmy temu wszystkiemu cel.
W nowym uczuciu i duszy próbowałem odnaleźć swoje miejsce.
Kochając i będąc kochanym. To wszystko było takie nowe. Dając przyjemność i
otrzymując rozkosz. To wszystko takie niezwykłe. Móc powiedzieć wszystko co
leży na sercu, móc wtulić się i zapłakać. Przepraszać za nic i walczyć za
wszystko. To wszystko takie wyjątkowe. Dać aparat, który zdobyłem lata
wcześniej i patrzeć na dzieła które powstają. W każdej chwili. Z Tobą przy
obiektywie, ze mną u boku i z całym światem stworzonym dla Nas. I tak właśnie z
upływającym czasem i prostą muzyką wracam do swojego ogniska. Kładę się i piszę
jak bardzo Cię kocham. Życzę słodkich snów i marzę o takich dla siebie. Takich
w których znowu pojawisz się Ty i odmienisz wszystko. Nasze chwile w dalekiej
bliskości spędzone, nasze chwile tuż obok świętowane. Każda sekunda z Tobą, to
wszystko na co czekałem. Kocham Cię.
Akapit – Piosenka, kto
wie która część. Album Chrisa Younga – The Man Who I Want To Be.
W całości. Może kiedyś będę w stanie
mu podziękować. Póki co składam dzięki mojemu Aniołowi, który sprawia,
że cały czas chcę pisać I próbować nowych rzeczy. Prawdziwie Cię kocham.
Who I am with You is
Who I really want to be
Komentarze
Prześlij komentarz