#5 Archive
Uderzenie chłodnej wody. Gwałtownie otworzone oczy. Wyskok
do góry i szybkie spojrzenie. Gdzie ja jestem? Choć wszystko wydaje się takie
znajome, z każdym słowem staje się bardziej niezwykłe. Wokół szum fal, wokół gorący
piasek, ogrzewające słońce i piękne widoki. Otwarte drzwi, z daleka posłany
uśmiech. Wydaje się, że wstałem, nawet jeśli na jawie ciągle leżę.
Nie ważne co nadchodzi, nie wiadome to tylko chwila. Myślę o
sekundzie, która nie istnieje, myślę o latach, które są tylko pytaniem. Nie
przeszkadza mi żaden telefon, ani wiadomość, jestem tu by być szczerym, jestem
tu by próbować Ci dać uśmiech. Gdzieś niedaleko jest nasza droga.
Spoglądam jak spada na nią cień. Wszystkie myśli i
zastanowienia gdzieś odpływają. Zostaje prosta chwila, kolejny łyk ciepła,
wyśpiewane słowa i otarte łzy. Kolejny raz odwieszam szykowne ubrania, patrzę
na siebie w lustrze i kładę się do snu.
Mijają dni, za nimi miesiące, uczucie jedno i niezmienne, w
końcu się (nie) uda. Za dużo myśli, za dużo marzeń i planowania. W jednej
chwili zakładane idealne obuwie, bieg na drugi koniec. Wiedząc, że nie ma
szans, dalej próbując.
Patrząc jak na salę wchodzą setki gości, wiem, że nigdy nie
otrzymam zaproszenia. W głowie zobaczę jak wszyscy tańczą i się radują. Potem
odpłynę w kompletne zapomnienie i cicho odpowiem.
Moment, by zacząć od nowa. Zobaczyć jak świeża iskra powoli
gaśnie, a w oddali płonie ognisko. Zobacz jak cały świat błyszczy, jak natura
coś dla Nas tworzy. Nie znam ścieżki, krążę w ciemnościach w stronę Twojego
światła. Przewracam się, czołgam, łapię za kamień, liście, trawę. Pędzę pod
wiatr i czuję jak bolą mnie już nogi. Wyciągam ramiona, by zawrócił nimi świat,
czuję jak płyną łzy, zrywane przez powietrze. Czuję, że jestem coraz bliżej,
ale nawet moje serce mówi, że już tam nie czekasz. Tam tylko płonie znak, ten,
który prowadzi donikąd, ten który zatrzymuje w chwili i tylko zadaje pytania.
Tak gorący, tak piękny, tak pozostawiony, wskaźnik całego
istnienia.
Rozłączam się, zamykam, odzywam. Domknięte drzwiczki, palec
przesunięty w prawo, otwarte drzwi, gdy znowu wibruje telefon. Kolejny oddech i
jedno wielkie CZEMU NIE. Teraz tłumaczę się z istnienia, którego nawet nie
było. Zastanawiając się, czy w ogóle już mnie coś rusza, łapię się za głowę,
wariuję i myślę, nie obchodzi mnie już nic.
Przeszłość odepchnięta pod jedną ścianę. Sen czasem zmusza
do spojrzenia, istnienie czasem każe wrócić, ale najważniejszy jest następny
krok. Jeśli myślisz, ze wrócę, że jeszcze raz pomyślę, że jeszcze raz się
zastanowię, nie ma takiego świata. Za krótka moja przyszłość, by patrzeć za
siebie. Naprawdę z tego, nie obchodzi mnie już nic.
Widzę jak wszystko próbuje mnie złapać. Łapię się między
szansami, między chwilami, ale szukam, pierwszy raz, nie poddaję. Nie oddaję
zgubieniu, biorę oddech, wysyłam dotyk, wysyłam pytanie, zastanawiam się
dlaczego, a potem zawracam. Nie zostawisz mnie na mieliźnie, nie zostawisz mnie
samego, zniszczonego. Teraz nie pozwolę sobie umierać, choć nie obchodzi mnie
już nic.
Nic, poza tym jednym ogniem, jednym światłem, które gdzieś
płonie.
Komentarze
Prześlij komentarz