Pierwsze Archiwum
Zakrawa na podłość, Twoja dłoń tak mocno zaciśnięta na tak
głęboko wbitym nożu. Tak dobrze, było się bawić. A teraz wszystko krąży tak
szybko, teraz nie wiesz gdzie jesteś, teraz mnie już to nie obchodzi. Duch
mojego byłego istnienia, przykro mi, że byłaś.
Nie mogę zmęczyć swojego ciała, bo każda cząstka jeszcze
czuje Twój ból. Szyja na której wiecznie zacisnęłaś pętle i prowadziłaś jak
bydło na rzeź. Dlaczego nie dobiłaś, dlaczego nie znieczuliłaś, dlaczego
istniałaś? Moje cierpienie nigdy nie było w Twojej głowie, mój czas to była
tylko chwila, szybko wykorzystywana i pozostawiana.
Zostanę na zawsze Twoją tajemnicą, kłamstwem, które nosiłem
w sercu. Moje największe i jedyne prawdziwe Kocham, Twój, zawsze Twój, mój
największy koszmar. Nie czekam, nie chcę, nie znam, pamiętam.
Zastanawiam się, czy pisać bez muzyki, ale potem trafia się
utwór jak ten. Taki, który czaruje moją głowę i wywołuje tysiąc wspomnień.
Takie o których nie chcę pisać, nie chcę opowiadać, po prostu dobrze, że je
mam. Masę tych, które tyle mnie nauczyły, górę tych, które zniosły na samo dno
i kilka tych, które potrafią wywołać uśmiech. Przypominam sobie jakie kiedyś
były doskonałe.
Piękne w życiu jest to, że dawna perfekcja, teraz jest tylko
zwiędniętym kwiatem. Poprzedni nieoszlifowany diament, teraz świeci pełny
blaskiem, a byłe spełnienie marzeń jest ponownym życzeniem. Tyle jeszcze
przygód do przeżycia, tyle miejsce do zobaczenia, a jednak czasem dobrze jest
usiąść, wziąć oddech i zatonąć w nutach minionych lat.
Nie jest to życie, którym powinienem żyć. Każdy ranek to złe
łóżko w którym niepotrzebnie otwieram oczy. Biurko nie pasuje, krzesło jest
niewygodne, głowa boli coraz bardziej. Czuję ciężar, czuję jak tonę. Nie mogę
już patrzeć na ten śnieg i te drzewa, które są nim pokryte. Mam dość chłodu i
pytań, dziwnych spojrzeń i przypadkowych słów. Chcę się znów śmiać, gdy słońce
pali moją skórę. Chcę jeszcze raz poczuć piasek między palcami, niech powali
mnie wiatr, niech pokryje woda, niech nie ma ratunku w tej jednej, idealnej
chwili. Mogę nawet być sam, tylko tam, na kilka sekund.
Ostatni dzień i ostatnie chwile. Nigdy nie wiadomo kiedy to
one. Miło byłoby wiedzieć, że to te najlepsze momenty, zanim je opuścimy. Nie
mamy jak tego docenić, a czas tak szybko mija. Za szybko. Pamiętam tyle scen,
tyle cały czas wisi nade mną wywołując deszcz. Mogę krzyczeć, mogę się rzucać,
mogę walczyć z wiatrakami, a na koniec dnia, przemoczony, się śmiać. Ostatni
dzień i ostatnie chwile, jutro nadchodzi już nowy.
Jeszcze jedna podróż. Przysięgam, że to ostatki. Muszę się
ocknąć, obudzić w sobie dawne duchy i pozwolić im szaleć. Niech prowadzą mnie w
słowie i niech tworzą razem ze mną. Róbmy zdjęcia trzymając się za dłonie,
piszmy teksty patrząc na siebie, rońmy razem łzy, zapominając podać sobie chusteczki.
Gdy przyjdzie czas, pozostawię je znowu w szafie. Podpalę cały dom w którym
stoi. Usiądę na łódce i odpłynę, patrząc za siebie. Chcę by teraz na nowo mnie
więziły i dawały artystyczną. Pragnę nowych doświadczeń w starych marzeniach.
Gdy przyjdzie czas, zamknę je na klucz, który wyrzucę na środku oceanu. Stanę
się wolny jak ten wiatr, który będzie mnie prowadził. Wstanę, rozejrzę się
wkoło i razem z bryzą rozpłynę.
Wielu obawia się końca, nie jestem wyjątkiem, jeśli jednak
będzie on tam, wszystko będzie idealne.
Jeszcze jedna podróż, za kilkadziesiąt lat, ostatnia,
najpiękniejsza.
Komentarze
Prześlij komentarz