Kilka niesłyszalnych Kroków

W jednej sekundzie połączonej z krokiem, droga układa się sama. Niebo burzy swoje piękno, chmury nie wiedzą, czy zostać, czy odejść, gwiazdy chowają swoje istnienie. Wszystko pokrywa śnieg, wszystko pokrywa noc i ciemność. Każdy ukryty skarb zostaje zakryty toną prawdy. Teraz już nikt się nie dokopie. Zamyka się skrzynia, zamyka się trumna, gubi się koniec, teraz zostaje już tylko rzucić garścią ziemi i odejść jakby nic się nie stało. Z łzami w oczach, z bólem w sercu, ze zniszczeniem w duszy, z kurwa w całym sobie, po prostu zniknąć.


Ścieżka to struna, ruch melodią. Wszystko takie nie nastrojone, wszystko puste. Przestań się ruszać nie pozwól, by inni tego słuchali. Błagam nie śpiewaj już, nie krzycz, czasem po prostu nie da się Ciebie słuchać. Posiedźmy w ciszy, bo już nie mogę. Przemilcz ten temat. Skup się na pracy, skup się na tym co masz. Słychać Twoje słuchawki. Możesz być ciszej. Nie mów tak głośno. Kuuuuuuuuuuuurwa. Nie przeklinaj. Nie mów brzydkich słów, które czujesz, nie mów żadnych, które powiedzieć chcesz. Nie mów ich ciszej, nie mów głośniej. Najlepiej zamilcz. Idealnie złóż śluby milczenia i wpatruj się w lustro. Przekręć głowę i rozpruj głowę na kawałku szkła, gdy na mnie wbiegniesz. Najlepiej już nic nie mów. Sens istnieje tylko w tym co sobie wmawiasz.


Jak ciało dryfujące na fali, jak sztorm, które rzuca je na brzeg. Jak ruchy wody sztucznie stworzone, to jedno spojrzenie wtedy odwrócone. Kilka metrów odległości, pod wodą wyciągnięta dłoń, wyostrzony wzrok. Jeden obrót i spływająca łza, skryta pod taflą. Ucieczka nie istnieje, namiot nigdy nie powstanie. Wydech, wynurzenie, wdech, na koniec zwykłej ciemnej zjeżdżalni, kilka schodów i kolejna próba. Zamknięte drzwiczki i najwspanialszy pocałunek, sekunda, która zmienia kierunek całego świata. Ciepło słońca, spalone ciało i jeden obrót. Spojrzał jak drzemała, jak na chwilę z tego świata odpłynęła i nie chciał zabierać jej tego szczęścia. Z uśmiechem dotknął jej ramienia. Zdejmując okulary odsłoniła to spojrzenie. Wszyscy stali, wszyscy się zabrali, wszyscy znikli. Chwila, która nigdy nie zginie, chwila, która po prostu będzie, powrót bez pomocy, powrót zwykły. Żegnaj, wtedy, tam i teraz.


Na tej plaży, której nie przyszło mi znać wcześniej. Krótki lot, kilka kroków i ten sam inny piach, ale… ta woda taka niezwykła. Zrobiłem kilka kroków i widziałem swoje stopy, było mi tak ciepło, a słońce nie przestawało grzać. Szybko się zanurzyłem, by łzy były niewidoczne, nawet wtedy sól nie była istotna, leczyła się każda rana. Darmowe drinki, pusty dym, wspaniale rozmowy, zapewnienia i noce spędzone na przyszłych wspomnieniach. Jeden człowiek nieświadomie buduje opowieści dla przyszłych istnień. Go to sleep and I will too. Na skuterze znika z tej chwili, a ja po kilku krokach padam na najbielsze prześcieradła, wtulam się w pustkę i na sekundę zapominam. Dobranoc woła świat, dobranoc woła słońce, dobranoc wołam ja.


Jedno ziarnko piasku, tyle wystarczyłoby zbudować świat stworzony prób i starań. Tam stanął zamek, tam stanął cały świat, a wszystko runie, gdy tylko mija kolejna godzina. Tutaj Świat, tam Bahamy, sześć godzin do których tylko trochę nam brakuje. 4K, które jest prostą granicą, którą można przekroczyć nawet teraz. Zerwiemy kilka kwiatków, nareszcie stworzy się bukiet i nikt nie zapamięta z uśmiechu i płacenia. Jeden rytm potowarzyszy przez całą drogę i zmieni się na zawsze. Samolot, który szczęśliwie wyląduje, ucałowana ziemia, zaginiony bagaż i jeden drewniany domek. Stoi tu już tak długo, czeka, bo zawsze musiał. Kilka kroków, otwarte drzwi, piękne miejsce zbudowane na pierwszy krok, czy to tu, czy gdzieś indziej. Wszyscy wiemy jaka jest prawda, wszyscy wiemy co już było. Otwierają się przesuwane drzwi, a pochodnie zaczynają płonąć. Fale szumią, fale nadchodzą, piasek grzeje w stopy i wszystko wydaje się perfekcyjne. Pada na ziemię i patrzy w stronę tarasu. Jest tam jedna osoba, są tam kilka, nie ma tam nikogo. Wszyscy stoją w miejscu, wszyscy biegną w jego stronę. Są tam Ci co kochają, nie ma tam nikogo, jest tylko zwierzak, nie ma nikogo, są marzenia, nie ma tam nikogo, nie ma tam nikogo. Pozostaje. Wyciągnięta dłoń się zamyka, myśl o prawdzie umiera, serce przestaje bić, a myśl zanika. Teraz pozostaje zachód, noc i Nowy Dzień.


Pozostając tu, ślimaczym tempem poruszam się dalej. Zostawiając po sobie ślad, czuję, że to nie ten kierunek. Z dala widać światło i pędzę dalej. Przegania mnie żółw, przegania królik, przegania cały świat. Cały czas modlę się, by obudzić się przed metą i oszukać. Bajki to nie życie, ale czasem się spełniają. Tak rzadko, tak po prostu. Śnieg przestaje padać, wychodzi słońce, a samochód odpala. To i tak niewiele znaczy, to po prostu jest.

Komentarze

Popularne posty