Survive
Złap moją dłoń. Trzymasz? Trzymasz? Czerń spowita. Kilka
kroków, niebo które zawsze pozostaje w tym samym miejscu. Księżyc, który pędzi
w samochodzie, nawet rogalikiem się śmieje. Wyciągnij ku niemu środkowy palec i
powiedz, że teraz nawet to już nie ma znaczenia. Wysiadłem i oparłem się o
drzwi. Wiatr i chłód dotykały policzki. Spojrzenie w lewo i spojrzenie w prawo,
kiedy z obu stron napotyka pustka, przed sobą jest tylko ciemność. Stopa za
stopą i żadnych drogowskazów. Człowiek kuleje, człowiek łapie się za ramię,
człowiek się starzeje, człowiek po prostu umiera. Padam na śnieg i śmieję się z
pięknego szaleństwa. Nie wygrasz z tym światem, głupcze.
Przybił kilka desek ze sobą, przetarł je suchą szmatką i
podniósł kąciki ust dla samego siebie. Gdy słońce przygrzewało mu szyję, on po
raz kolejny uderzył młotkiem. Nawet fale nie przyćmiewały jego celu. Dzień za
dniem, na koniec spoczywał w śpiworze, na chłodnym piasku i patrzył jak na
kilka godzin zamyka się świat. Zamknęły się wszystkie drzwi, więc rzeźbił nowe.
Bez ładu, bez składu, brzydkie, stały. Domek kiedyś stanie i zostanie dla
wszystkich, którzy przyjdą później. Kiedy nadejdzie ten moment będzie już za
późno, kiedy zaśnie na tej plaży obudzi się już w innym świecie.
Przesuwając się na kolanach, idziemy do jednego miejsca.
Znając mapę, łapiemy się skrótów z nadziei. Trasa szybka, trasa krótka, trasa
na której utkniemy szczęśliwi. Leżąc w bagażniku samochodu pokazujemy gwiazdy.
Spełniamy wizje i sny, które tymi pozostają. Gasną świece, nastaje ranek, koc
odlatuje, uderza kac, uderza ból głowy. Za oknem na inny samochód pada śnieg.
Dotyk zapomniany odciska się na szybie. Zapomniane Lustra, które nigdy nie spełnią swojej roli. W Wesołym Miasteczku
pokazują normalną twarz.
Nigdy nie wracamy do tego samego domu, nigdy nie jemy tego
samego i nie patrzymy w ten sam sposób. Gościem
zostaje nasza rola. Powoli odliczam do tego dnia, inaczej niż kiedykolwiek.
Każdej nocy ocieram łzę, darząc świat prawdą o życiu. Niedługo z tego pokoju
znikną wszystkie meble i pozostaną tylko wspomnienia, niedługo ludzi zapłaczą
naprawdę. Rozmawiamy o tym w żartach i patrzymy na siebie z połowiczną
radością. Wszyscy docieramy do punktu, którego nikt nie przewidział. Zostało
kilka miesięcy, a jednak to wszystko tak krótko. Głupi ci co chcą dorastać,
głupi co nie chcą zostać, głupi, którzy mówią, że nie zatęsknią. Bo tak
naprawdę zostaje tylko kilka chwil. Wejdź.
To moje mieszkanie.
Może gdybym pobiegł trochę szybciej, może gdybym powstał w
dniu oryginału, teraz byłoby inaczej. Gdybym rozbawił cały świat, gdybym zaśpiewał
mimo zakazów, może gdybym wtedy popędził jak najdalej, morze zawsze jest mi
pisane. Czerwona, spieczona skóra, chłodna woda i książka pełna piasku. Jeden
telefon, który mógłby zmienić wszystko, dwa słowa, które zamieniłbym za resztę
swojego życia. Niech ta dusza płonie, niech zagrzeje całe niebo swoją energią,
niech uśnie w prochu.
Zakopując się w pidżamie, w istnieniu, w kołdrze udawany
uśmiech otwiera serca. Przewracając z boku na bok, ciężko nie myśleć o niczym.
Odliczając jeden wdech, dwa wydech
znika. Obracam się na plecy, otwieram oczy, patrzę w sufit i zamykam świat.
Kropka zniknęła, przecinek jest bez znaczenia, dwukropek nie ma już nic do
powiedzenia, średnik nie otwiera niczego nowego, nawet nie ma sensu już nic
cytować, po prostu wsłuchać się w rytm i odpłynąć. Może zobaczę coś pięknego,
może się nie obudzę i to będzie prawdziwym darem, może wstanę normalnie, może
znowu się skulam. Spójrzmy jak sny stają się realnością, spójrzmy jak realność
zaprzecza snom, pamiętajmy, że marzenia da się spełnić, ale są czym są. Czas
spać, czas wziąć ostatni głęboki oddech, czasem pozostać w powrocie. Czas.
Nawet w Nowym Roku stoi w miejscu.
Komentarze
Prześlij komentarz