One Man Show Prelude
Wchodzę na scenę, gdzieś w tle
gra fortepian. Kłaniam się przed Wami, macham dłonią w stronę kurtyny. Zaczyna
pędzić prosto na mnie. Kończy się przedstawienie, kończy się ta chwila
zapomnienia, moment ukojenia i zatracenia, wszystko dobiega końca. W teatrze nie
zobaczysz napisów końcowych. Pozostaję sam, słuchając wyobrażonych oklasków,
patrząc na tłum, który powoli kieruje się do wyjścia. Gasną światła, muzyka jest
już niesłyszalna, obok przechodzi pani sprzątaczka i zamiata nawet mnie.
Ostatni ukłon, ostatnia otarta łza. Zaczyna się mój One Man Show.
Muszę pozbierać wszystkie
papiery, pomazane opowieści, nazmyślane scenariusze. Może wyjdzie kiedyś z tego
coś dobrego. Garderoba też była moja, podarte kurtki, zniszczone koszulki, poplamione spodnie, brudne buty i nienoszone
czapki. Zakładam na głowę wymarzony kapelusz, który po chwili ktoś zabiera.
Nuty, które ktoś zapisał, teksty, które może kiedyś będą do nich pasować.
Resztki jedzenia lądują w śmietniku. Gasną kolejne światła, słyszę jak ktoś
zamyka. Podbiegam i wychodzę w ostatniej chwili. Mróz uderza w twarz, wiatr
przewraca i wszystko ląduje na chodniku. Papier odlatuje, ubrania nadają się do
kosza. W dłoni pozostaje tylko jedna kartka, strona tytułowa nieudanego istnienia.
My Life: One Man Show.
Usiadłem na krześle w
jednopokojowym mieszkaniu wypełnionym pustką. Zaparzyłem sobie kawę, dodałem
ciepła i sączyłem ją irlandzko. Przejechałem dłonią po keyboardzie, chciałbym
się w tych dźwiękach zagubić, chciałbym sam je zrozumieć. Kilka nut, które
muszę czytać, kilka, które jeszcze trzeba dopisać. Tak chcę stworzyć kolejne
przedstawienie. Wiedzieć, że to również po prostu zaginie, że wszystkie te lata
będą tylko upływającym czasem. Zapis dołączam do pojedynczej kartki, wstaję i
przeciągam palcami po gitarze. Ten prosty ruch przynosi za sobą piękne
wspomnienia, gdy pierwszy raz ją usłyszałem, gdy kiedyś wujek przygrywał
wszystkim, gdy później dostałem ją na chwilę, gdy ktoś znanym utworem głęboko
mnie zainspirował, gdy po prostu była gdzieś w tle i całą przyszłość w której
może i ją rozumiem. Podnoszę torbę do której wkładam prawie pusty manuskrypt i
wyruszam w kolejną krótką podróż, tam gdzie cała historia musi zatoczyć koło,
tam gdzie jeden film dobiega końca, a inny, krótkometrażowy dopiero powstaje.
Zawiesiłem torbę na wysokim krześle, zdjąłem kurtkę i
zamówiłem jedno. Rozsiadłem się na wpół wygodnie, wziąłem łyk i spojrzałem na
telefon. Brak wiadomości, bądź ich setki, teraz już tylko były. Głęboki oddech
i poruszone serce.
- Dużo się tu zmieniło.
- Zmiany są dobre. – odpowiedziała za barem.
Zaśmiałem się i wziąłem kolejny łyk, patrząc na zaplecze w którym niegdyś czekałem. Zamyśliłem się. Z jednej strony z wygranej cieszyły się tłumy, z drugiej panował rozgardiasz i ślepota dymu. Od długiego czasu znajdowałem się pomiędzy, między wszystkim i wszystkimi. Wyciągnąłem z torby główną stronę i starałem się ją wygładzić.
- Jest pan pisarzem?
- Lubię tak myśleć.
Czas by coś stworzyć.
- Ma pani długopis?
- Proszę.
Skreśliłem roboczy tytuł i zapisałem pierwsze dwa zdania.
- Dużo się tu zmieniło.
- Zmiany są dobre. – odpowiedziała za barem.
Zaśmiałem się i wziąłem kolejny łyk, patrząc na zaplecze w którym niegdyś czekałem. Zamyśliłem się. Z jednej strony z wygranej cieszyły się tłumy, z drugiej panował rozgardiasz i ślepota dymu. Od długiego czasu znajdowałem się pomiędzy, między wszystkim i wszystkimi. Wyciągnąłem z torby główną stronę i starałem się ją wygładzić.
- Jest pan pisarzem?
- Lubię tak myśleć.
Czas by coś stworzyć.
- Ma pani długopis?
- Proszę.
Skreśliłem roboczy tytuł i zapisałem pierwsze dwa zdania.
Będąc tu z Wami nareszcie czuję, że mogę powiedzieć wszystko.Problem w
tym, że nie wiem od czego zacząć.
- Niech pan zacznie od początku.
I tak tylko pan będzie mówił. Proszę się rozejrzeć.
Tak zrobiłem.
- I tak jest tu pan sam.
Podniosłem głowę i znikła nawet
ona. Na szyi poczułem palące światło. Odwróciłem głowę i zasłoniłem się przed
jego blaskiem.
I tak jestem tutaj. Tworzę coś z niczego, bo z samego siebie.
Poszukując happy-endu kroczę utartą ścieżką.
A teraz składam kilka kartek.
Piszę kilka słów.
Dziękuję.
Ukłon.
Komentarze
Prześlij komentarz