Senne



Otwórz drzwi hangaru. Jakie to wszystko ogromne, Boże, jakie piękne. Zrób kilka kroków. To nie… 
Co tu zrobiliście?

- Proszę pana, to nie zwykły hangar. Tu może pan spróbować czego tylko chce, sprawdzić samego siebie.
- O co chodzi?
- Niech pan mi powie.  – barman barman.

Boże. Metal, drewno, wybita podłoga, jak to wszystko stoi w miejscu. Wielka sala, u góry kula dyskotekowa i podnośniki. Gdzie ja jestem, co się dzieje, zabierz mnie stąd.

- To co panu podać?
- Dawaj bourbon.
- Nie mamy.
- Whisky.
- Nie mamy.
- Piwo?
- Nie mamy.
- Chrzań się.

Odwróć się i spójrz na wszystko co cię otacza. Jezu. Padnij na kolana. Nie, proszę Cię, to nie ma sensu. Idź do tych drzwi. No wyjdź, wyjdź, szmato. Klamka przechyla szalę, drewno skrzypi, słońce bije, w końcu otwierasz oczy I oto jesteś. Na nowo w tym samym barze. Teraz tańczą tam tłumy, teraz wszyscy skaczą. Gdy muzyka i ruchy, wywołują wibracje w całej głowie. Kilka kroków, zaczyna się kręcić. Są oczy, które spoglądają, są oczy, które wzrok zawsze będą odwracać, są ci, którzy nie istnieją. Pozwól, że znowu pójdę w to samo miejsce.

- Bourbon.
- Nie mamy. – odpowiada ten sam skurwiały barman.
- Whisky.
- Nie mamy.
- Piwo.
- Nie mamy.
- Jeb się.

Trzeźwy pijany, znowu zatacza kroku, znowu pędzi do drzwi, ogłupia muzyka, ogłupia świat, błagam niech zdąży. Z kopniaka odlatuje metal, a tam ciemność. Jezu. Robi kolejny krok I nie potrafi zrozumieć w jakim znalazł się w świecie. Wokół krążą tylko małe konstelacje. W głowie słyszy jeden rytm ku któremu trzyma krok. A może owinie wokół swojej szyi szalik, które go zdusi, a może rozgrzeje się od środka słowami bye, bye. Przymyka oczy i znowu budzi się w tym hangarze.

Nie śpij na środku parkietu. No podepczą cię. Wstawaj, rozejrzyj. Wokół tyle pięknych osób, wokół tyle świata, które na ciebie czeka. Ja… ty jesteś nikim, w jedną, czy w drugą stronę, ty się lepiej poddaj, zanim znowu się zaśmieję. No co się dzieje, no dlaczego nie wstajesz, no dlaczego, no dalej, wstawaj. No wstań. Wstań. Zrób to dla nas, wstań. Proszę Cię wstań. On nie wstaje. Ludzie co robić, on nie wstaje? Za drzwi. Tak, tak, to najlepsza opcja. Za drzwi. Podszedł I wyrzucił.

Otworzył oczy. Sufit zamykał się światłach I konstelacjach.  Jezu. Dokąd prowadzi mnie mały wóz. Będę podskakiwał tak cały czas, na wybojach oddychania. 

- Burbon.
- Nie…
- Pierdol się.

Odwracam się, cały świat krąży. Tyle ile miejsc, tyle osób, patrzą i odwracają wzrok.  Wszyscy zamykają się w swoich sprawach i nie pamiętają. Spoglądam na każdego z nich. To wasz wybór, to wasze wyjście. Z kieszeni wyciąga pilot i celuje. Delete, delete, delete. Dwieście osób znika z wirtualnego życia. Kilka zanika w świecie prawdziwości, niektóre nawet ponad ty. Pozostaje chłód, pozostaje myśl, pozostaje pustka.

Tysiące tańczą, tysiące śpiewają i cieszą się chwilą. Kilka drinków pomaga, kilka chwil potrafi rozluźnić. To już jednak nie ten czas, już nie jest to tak proste. Wszystko zanika, wszystko staje się po prostu nie wyraźne. Ty uśmiechasz się przez łzy, widzisz, że wszystko się układa, wszystkie układy stworzone są by dojść do celu. Każdy krok, to droga ku Twoim koszmarom, a ich radości. Wiesz, że to się wydarzy, wiesz, że spełni. Kim byłeś, jesteś, wobec perfekcji, jeszcze jeden oddech i może zapomnisz. Docierasz do tych drzwi. Jeszcze jeden raz.

Jedna klamka i… Budzę się. Odwracam się I widzę świat jakim jest. To naprawdę takie jest, to istnieje i już się nie zatrzyma. Może oddech powinien się zmienić w cień. Może zniknąć.
Jeszcze kilka sekund i Ziemia się zatrzyma. 

It is like... you had a dream and you know it could be real, but then you see that your dreams are not even as half as someone else’s and they could be twice as happy as there are right now, with you, and you just wish them that, let go, and... think you've moved on. It will never be like that though. It's just.... The last place doesn't deserve to be happy. It just is. And it will stay this way. This is how it is. Don't try, just... do good.

Komentarze

Popularne posty