Nie Znam Tytułu



Położył się na asfaltowej drodze, na kocu, który ktoś mu przyniósł, spojrzał w niebo, była to jedna z tych nocy i czekał. Obserwował jak wszystko stoi w miejscu, a wszyscy kazali mu wypatrywać. Spokojnie czekać. Nagle, pierwszy raz w życiu, zobaczył, poczuł i uwierzył. Oto znikąd, dla niego, spadła z nieba gwiazda. Tak szybko, tak niezwykle, tak wspaniale, tak wyjątkowo. Zamknął oczy i wyobraził sobie spełniające się marzenia. Wszystko takie bliskie i prawdziwe, wszystko realne, a jednak inne. Jak ta gwiazdka, która zaskoczyła go swoją obecnością. Nikomu nie mów swoich życzeń, bo się nie spełnią, nie mów tego na głos. Chcę.


Następują momenty w którym niebo prawdziwie stoi w miejscu. Chwile w której wszystko toczy się tylko dla dwóch osób, gdziekolwiek są, cokolwiek czują. Wcześniej tylko patrzyli. Później tylko marzyli, zmienili to w rozmowy, chwilę dalej w drobny dotyk. Jak szybko to wszystko ewoluuje. Bliskość, która znana, była zupełnie inna, perfekcyjna. Chwile, które wzruszają wtedy, które wzruszają po czasie. Porzucony papieros, łyk wzniesiony w stronę toast’u, spojrzenie wiecznie zatrzymane i jeden taniec. Imię namalowane dłonią na niebie i jedna przejażdżka podczas której znowu świat przestał istnieć, a tylko zmieniały się biegi, a dłoń pozostała w tym samym miejscu. Gdyby tylko dzień padał słońcem, ogrzałby wszystkie serca.


Czasem drobne rzeczy przenoszą w inne miejsca, myśli, które zapominają o tym, że wszystko toczy się jak chce. Kule śnieżne, które spadają i rosną w sile, uderzają, powalają. Czasem lepiej byłoby  myśleć o czym innym, czasem lepiej nie myśleć. Świat bez  potrzeby powrotu, bez problemów. Pozostać w tym jednym miejscu, w tej jednej chwili, proszę niech ona nigdy nie mija. Niech te uronione łzy pozostaną na zawsze, niech to wszystko zostanie, nie chcę do tyłu, nie chcę teraz, nie chcę do przodu. Jak w idealnej piosence miłosnej, wszystko bije do rytmu, a świat znowu zatrzymuje się na kilka sekund.


Złożył ten pożyczony koc. Rzucił go na stos z innymi. I ruszył w kilkuletnią podróż. Potykał się, upadał, myślał, że powstaje, ożywiał się wszystkim i znowu leżał. Czasem chciał zasnąć, czasem już się nie obudzić. Tańczył wokół ułożonych kwadratów i kół, śpiewał do lustra, czekał na jeden moment, gdy samochód przyśpieszy po raz ostatni, gdy księżyc spotka się ze słońcem, czekał na chwilę w której zamkną się każde przejścia. Mur zbudowany przez czas, bieg wzdłuż, szukając obejścia. Wymęczył wszystkie swoje komórki i spojrzał z westchnieniem. Rozłożony na trawie, zamyka oczy i czeka, aż spadnie śnieg. Klamra.


Closed roads. Dark blue sky. Empty garden. Growing grass.

Zaszumiały wody, zamknęły się szklane drzwi, piach uderzył w oczy, a wszystko zatrzymało się w miejscu. A całe życie przemyka przed oczami.

There are miles, there are oceans, there are deserts, there are chances, there are… Hello.

Tak?

Sleep tight Sugar. Sleep tight Forever.

Komentarze

Popularne posty